"Niestety nie mieliśmy jeszcze wszystkich danych. Sąd zarządził jeszcze sprawdzenie poprzez wywiad, jaka jest sytuacja babci chłopców i jednocześnie chce zbadać relacje z rodzicami, jakie można zaobserwować podczas pobytu dzieci w domu dziecka" - powiedział PAP rzecznik sądu okręgowego sędzia Waldemar Żurek.

Jak podkreślił, "to świadczy o tym, że sąd chce wydać decyzję z jak najmniejszym uszczerbkiem dla małoletnich i chce sprawdzić taką możliwość, by dzieci do zakończenia procesu przebywały u babci".

30 stycznia krakowski sąd postanowił o odebraniu trójki chłopców rodzinie Bajkowskich i umieszczeniu ich w domu dziecka. Orzeczenie zostało opatrzone klauzulą natychmiastowej wykonalności. Jak informował wówczas PAP rzecznik sądu Waldemar Żurek, z uwagi na dobro rodziny sąd utajnił jego treść. W środę 6 marca trójkę chłopców - 13-letnie bliźniaki i 10-latka - zabrano ze szkoły i przewieziono do domu dziecka.

W poniedziałek sąd rozpoznawał zażalenie rodziców na klauzulę natychmiastowej wykonalności postanowienia o odebraniu dzieci rodzicom.

Jak pisała "Rzeczpospolita", sąd w sprawie rodziny powiadomiony został przez krakowski instytutu psychologii w miesiąc po przerwaniu przez rodziców ponadrocznej terapii, na którą sami się zgłosili. Według gazety, mimo opinii ze szkoły, że dzieci dobrze się uczą, są zadbane i nic nie wskazuje na to, że w rodzinie jest przemoc, sąd zlecił badanie rodziny przez Rodzinny Ośrodek Diagnostyczno-Konsultacyjny. Ten ostatecznie uznał, że "rodzice nie zabezpieczają potrzeb psychicznych dzieci"; ojciec ma być dominujący i "górujący nad synami", a w rodzinie "zaburzone są więzi emocjonalne". RODK w opinii końcowej zalecił odebranie dzieci i skierowanie ich do domu dziecka lub rodziny zastępczej.

"Rzeczpospolita" podała, że rodzina Bajkowskich odbyła w instytucie psychologii siedem spotkań rodzinnych i osiem małżeńskich; a w opinii wydanej na potrzeby sądu Rodzinny Ośrodek Diagnostyczno-Konsultacyjny opisywał, że w ich trakcie ojciec i matka przyznali się do stosowania kar cielesnych (klapsy), terapeutów niepokoiło też "stawianie małoletnich w sytuacjach nadmiernej samodzielności i odpowiedzialności" (chodziło o ich podróż pociągiem z Krakowa do Łodzi oraz pozostawienie na weekend w domu).

Po publikacjach w mediach sprawą zainteresował się minister sprawiedliwości Jarosław Gowin, który wyznaczył wizytatora do obserwowania sprawy, oraz rzecznik praw dziecka. Klub PiS zdecydował się wnioskować o zwołanie specjalnego posiedzenia połączonych komisji: sprawiedliwości i praw człowieka oraz polityki społecznej i rodziny. Informacji o sprawie oraz posiedzenia sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka domagała się także Solidarna Polska.

Jak podkreślił w poniedziałek sędzia Żurek, decyzja o odebraniu dzieci nie była przedwczesna, ponieważ "stwierdzenia w opinii i dowody z poprzedniej terapii były na tyle kategoryczne, że sąd wówczas mógł taką decyzję podjąć". "Teraz sąd poszukuje najlepszego rozwiązania" - dodał.

Rzecznik zapewnił jednocześnie, że decyzje w sprawie nie zapadły po "klapsach", o których mówił mediom ojciec dzieci. "Najtrudniejsze sprawy to takie, gdy nie ma czystej patologii. Mamy rodzaje innego znęcania się, znęcanie psychiczne jest tak traumatyczne dla dziecka, że ma wpływ na całe jego życie. Mamy świadomość, że ta sprawa jest niezwykle trudna, ale nie mogę mówić o ustaleniach sądu i dlatego trudniej nam bronić stanowiska, bo oznaczałoby to piętno dla dzieci. Apeluję, by rodzice powstrzymali się z komentowaniem i skupili się na dzieciach. Mamy prawny zakaz od sierpnia 2010 roku fizycznego karcenia dzieci. Natomiast w tym przypadku nie mogę absolutnie potwierdzić, że taki klaps czy też karcenie incydentalne było przyczyną odebrania dzieci. To jest tylko jedna z wielu przyczyn" - powiedział sędzia Żurek.

Jak ustaliła PAP, w krakowskiej prokuraturze toczą się dwa postępowania z zawiadomienia krakowskiego sądu: jedno w sprawie znęcania się nad rodziną przez ojca dzieci, drugie w sprawie gróźb kierowanych przez ojca w stosunku do kuratorki. "Oba postępowania znajdują się na początkowym etapie" - powiedziała PAP rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Krakowie Bogusława Marcinkowska.

Ojciec chłopców nie chciał w poniedziałek rozmawiać z dziennikarzami.

Czytaj także:  Sędziowie krytykują Gowina za wywieranie nacisku na sąd