Rzecznik komendy wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej Adam Janiuk poinformował PAP, że gaszenie pożaru zakończyło się przed godz. 13. Potem plac składowiska przekazano właścicielowi. Po godz. 15 – jak dodała rzeczniczka Komendanta Wojewódzkiego Policji w Opolu Marzena Grzegorczyk – na pogorzelisko weszli policyjni biegli i technicy, którzy mają ustalić przyczynę pożaru.
Janiuk podał, że z ustaleń strażaków wynika, iż w miejscu, w którym pojawił się ogień, nie było żadnych urządzeń elektrycznych czy mechanicznych. Pojawiła się więc hipoteza o możliwym podpaleniu. „Opony same się na pewno nie zapalają” – uznał Janiuk.
Zgłoszenie o pożarze opolska straż dostała ok. godz. 2 w nocy ze środy na czwartek. Pożar objął połowę powierzchni składowiska, którego wymiary wynoszą 60 na 100 metrów. W czwartek w godzinach porannych pożar udało się opanować tak, by się nie rozprzestrzeniał. Janiuk relacjonował, że podczas akcji zastosowano taktykę polegającą na wyciąganiu krok po kroku niewielkich ilości opon i zlewaniu ich wodą i pianą gaśniczą. Akcję przerwano w nocy z czwartku na piątek, przede wszystkim ze względu na ograniczoną widoczność i po to by dać odpocząć operatorom maszyn, które rozgarniały pogorzelisko.
Według rzecznika opolskiej PSP w akcji gaszeniu składowiska opon w Buszycach uczestniczyło łącznie przez półtorej doby ok. 200 strażaków. Poszkodowana została jedna osoba - strażak, który zasłabł w czasie akcji. Wstępnie straty po pożarze w Buszycach oszacowano na ok. 0,5 mln zł.
Przez blisko półtorej doby z powodu pożaru i prowadzonej akcji strażaków nieprzejezdna była droga krajowa nr 94. Ruch przywrócono w piątek wczesnym popołudniem.(PAP)