Łybacka podkreślała m.in., że trwający od kilku lat "chocholi taniec" wokół systemu emerytalnego służb mundurowych spowodował wypchnięcie wielu funkcjonariuszy i żołnierzy zawodowych na wcześniejszą emeryturę. "Bali się braku stabilności (...) Funkcjonariusz chce pracować jak najdłużej, ponieważ emerytura po 15 latach - poza nielicznymi wyjątkami - wynosi 700 zł brutto plus eldorado, jakim może być 1200 zł etatu ochroniarza. Z całą pewnością nie są to marzenia żadnego funkcjonariusza ani żadnego żołnierza" - mówiła.

Oceniła, że rząd, uzasadniając opracowywane zmiany, postępował "głęboko nieetyczne" i stosował "pewne socjotechniki". "Nie mówiliście o tym, że w istocie z samej nazwy +służba+ wynika specyficzny jej charakter. Z tej pracy nie można przenieść się do innej. To jest służba hierarchiczna, w której trzeba wykonywać rozkazy, wymagająca pełnej dyspozycyjności, niezwykle stresująca co przenosi się często na rodzinę. W istocie to nie jest uprzywilejowany system - podkreśliła. - Proszę nie używać słowa uprzywilejowana, to są specyficzne warunki służby".

Łybacka zaznaczyła też, że jeżeli projekt przejdzie do dalszych prac, klub Sojuszu będzie domagać się m.in. włączenia do systemu emerytalnego służb mundurowych celników, funkcjonariuszy Straży Marszałkowskiej i lotniskowych straży pożarnych. Zapowiedziała również, że SLD będzie się domagać wysłuchania publicznego w sprawie tej reformy oraz m.in. zwiększenia podstawy świadczeń emerytalnych dla tych funkcjonariuszy, którzy pełnią służbę w warunkach trudnych np. pirotechników, czy płetwonurków.

Odniosła się także do propozycji, by podstawa do emerytury funkcjonariuszy i żołnierzy naliczana była z 10 lat służby. "To jest zaczerpnięcie z systemu kapitałowo-składkowego. Jak funkcjonariusz może projektować swoje wynagrodzenia? Dostaje je stosowanie do zadań, jakie wykonał" - dodała. (PAP)

pru/ gdyj/ son/