Jak poinformowali organizatorzy jednodniowego strajku, w proteście biorą udział studenci większości wyższych uczelni kraju. Media szacują liczbę protestujących na kilkadziesiąt tysięcy.

Najbardziej niespokojny przebieg strajk miał przed południem w stolicy, gdzie doszło do przepychanek pracowników akademickich z młodzieżą blokującą wejścia do budynków uniwersytetów Autonomicznego i Complutense. Wezwana na obie uczelnie policja udrożniła wejście do obiektów oraz wylegitymowała najbardziej krewkich manifestantów.

Profesor Juan Fuentes z Wydziału Filozofii na Uniwersytecie Complutense powiedział hiszpańskim mediom, że pomimo tego, iż na zajęcia przyszli jego studenci, nie mógł poprowadzić zajęć z powodu blokady sali.

"Zostaliśmy fizycznie powstrzymani przez manifestantów. To akt przemocy, który uderza w prawo do studiowania. Szkoda, że władze uczelni nie pojawiły się tu, aby bronić naszych praw" - mówił Fuentes.

[-DOKUMENT_HTML-]

Strajkowi edukacyjnemu towarzyszą również manifestacje uliczne, które w niektórych miastach doprowadziły do paraliżu komunikacyjnego. W czwartek studenci, nauczyciele, uczniowie i ich rodzice protestują w ponad 40 hiszpańskich miastach, w tym m.in. w Madrycie, Barcelonie, Sewilli, Walencji, Toledo i Ourense.

W trakcie protestu w Madrycie manifestanci skandowali hasła: "Broń uniwersytetu", "Oświata to nie biznes", "Ta walka służy wszystkim", "Walka to jedyna droga".

Czwartkowy strajk jest kontynuacją protestów przeciwko wdrażanej od 2012 r. reformie edukacji, tzw. LOMCE. Jej częścią jest dekret, który ma ujednolicić czas przebiegu studiów pierwszego stopnia (licencjackich i inżynierskich), by trwały trzy lata, i wydłużyć do dwóch lat studia podyplomowe. Uczestnicy strajku domagają się również zwiększenia wydatków państwa na stypendia.

Tymczasem przedstawiciele hiszpańskiego rządu twierdzą, że reforma oświaty jest w Hiszpanii nieunikniona z powodu konieczności zmian służących ujednoliceniu europejskich systemów uniwersyteckich. Minister oświaty Inigo Mendez de Vigo stwierdził w czwartek, że protest studentów jest nieuzasadniony.

"Nie ma powodów do strajku. Mam nadzieję, że jego wpływ na pracę placówek oświatowych będzie niewielki" - mówił minister.