"Cieszymy się tym, że możemy zwiększać swój eksport (słabszy złoty względem euro napędza eksport - PAP), ale ciekawa jestem, czy ktoś liczy, jakie koszty ponosimy na skutek tych ogromnych wahań waluty. To jest ogromna cena, którą płacą zwłaszcza mali i średni przedsiębiorcy" - powiedziała we wtorek PAP Bochniarz, która brała udział w Brukseli w spotkaniu europejskiego stowarzyszenia przedsiębiorców BusinessEurope.

"Uważam, że jeżeli jesteśmy w UE, to nie może być tak, że mówimy: bierzemy z tej Unii to co fajne, a tam, gdzie ma ona problemy, to będziemy patrzeć z boku. To też jest część naszej odpowiedzialności" - oceniła Bochniarz.

"Jeżeli chcemy mieć coś do powiedzenia w UE, to w momencie, kiedy w tak istotnej kwestii do rozwiązania jak euro nie jesteśmy w tej rozmowie, to przyjmujemy to, co inni ustalą" - dodała.

W piątek minister finansów Jacek Rostowski powiedział w Luksemburgu, że Polska przystąpi do strefy euro, kiedy ta będzie już naprawiona i kiedy wejście do niej będzie dla Polski bezpieczne. Niewykluczone, że już w przyszłym roku Polska wyjdzie z procedury nadmiernego deficytu; obniżenie go poniżej pułapu 3 proc. PKB jest jednym z kryteriów wejścia do strefy euro.

Zdaniem Bochniarz mimo obecnych problemów strefy euro dla polskich przedsiębiorców w długim okresie korzystne było wejście kraju do strefy euro.

"To się nie stanie z dnia na dzień, ale jeżeli byłaby taka sytuacja, że dla wzmocnienia euro uznanoby, że przy tych wynikach polskiej gospodarki powinniśmy wejść (do strefy euro), to powiedzenie +nasza chata z kraja+ - bo będą jakieś koszty - jest właśnie tą nieodpowiedzialnością" - argumentowała szefowa konfederacji Lewiatan.

We wtorek organizacja BusinessEurope zaprezentowała swoje propozycje na pobudzenie wzrostu gospodarczego w UE, co ma być tematem najbliższego szczytu Unii w czwartek i piątek. Pięciopunktowy plan organizacji opiera się na: ochronie euro, naprawie finansów publicznych i reformach, wspieraniu prywatnych inwestycji, wykorzystaniu potencjału wewnętrznego rynku UE oraz rozwoju handlowych relacji Unii Europejskiej z największymi gospodarkami.

"Brakuje zaufania biznesu, potrzebne są polityczne decyzje UE, by go przywrócić" - mówił prezes BusinessEurope Jurgen R. Thurmann. "Era +Business as usual+ jest zdecydowanie za nami. Nadeszła dla nas chwila prawdy: zagrożone są nasze miejsca pracy i nasz styl życia" - przekonywała Laurence Parisot, szefowa francuskiej organizacji przedsiębiorców MEDEF. "Zjednoczone Stany Europy już nie są utopią" - dodała. Jej zdaniem potrzebny jest "europejski" minister finansów odpowiadający przed europarlamentem.

Bochniarz na prezentacji BusinessEurope wskazywała, że brak pewności na rynkach powstrzymuje firmy przed inwestowaniem, choć mają one środki w depozytach bankowych - w Polsce ok. 70 mld euro. "Nie wystarczy wdrażać trudne reformy (...), w końcu wszyscy wylądujemy w jednej łodzi z tymi, którzy mają problemy" - mówiła. Jej zdaniem nieunikniona jest unia polityczna. "W świecie, w którym istnieją dzisiaj zupełnie nowe potęgi, w pojedynkę nie jesteśmy w stanie nic osiągnąć" - powiedziała po prezentacji PAP.

Podkreśliła, że choć reformy są potrzebne, także reforma emerytalna w Polsce, to nie wszyscy politycy w UE dążą w tym samym kierunku. "Jak można na przykład w Komisji Trójstronnej dyskutować z naszymi pracownikami, ze związkami zawodowymi na temat tego, że reforma emerytalna jest niezbędna, jeśli jednocześnie w kraju nie tak daleko od nas (we Francji-PAP) proponuje się skrócenie wieku emerytalnego?" - pytała.

6 czerwca administracja socjalisty Francoisa Hollande'a - realizując wyborcze zapowiedzi - zaprezentowała dekret obniżenia z powrotem wieku emerytalnego z 62 do 60 lat m.in. w przypadku osób, które rozpoczęły pracę w wieku 18-19 lat. Poprzedni prezydent Nicolas Sarkozy podniósł ogólny wiek emerytalny w 2010 r. do 62 lat.

Z Brukseli Julita Żylińska (PAP)

jzi/ awl/ pad/ gma/