Tzw. niska emisja to termin określający emisję pyłów i gazów ze źródeł bliskich powierzchni ziemi (paleniska gospodarstw domowych, lokalne kotłownie, transport).

Jak mówił w środę Wojciech Główkowski, wiceszef wydziału ochrony środowiska w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Śląskiego, choć czystość powietrza w tym regionie w ostatnich latach poprawiała się, proces ten doszedł do pewnej granicy.

Udało się ograniczyć zanieczyszczenia powstające na skalę przemysłową. Z części działań skierowanych do gospodarstw domowych (np. z programów wymiany starych pieców i kotłów na nowoczesne) skorzystała bogatsza część społeczeństwa, którą było stać na pokrycie części kosztów. Wciąż problemem są jednak liczne prymitywne paleniska (np. piece kaflowe), opalane najtańszymi i jednocześnie najbardziej zanieczyszczonymi paliwami.

Problemem jest też nieskuteczność wielu dotychczasowych działań. Zbadano np. relację nakładów Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach do unikniętych dzięki nim tzw. kosztów zewnętrznych (ponoszonych przez gospodarkę i społeczeństwo, np. kosztów zdrowotnych). W analizie tej okazało się, że najwięcej kosztów zewnętrznych udało się uniknąć dzięki programom ograniczania niskiej emisji (głównie wymianom kotłów w domach). Mniejsze korzyści dawały termomodernizacje i docieplenia, praktycznie żadnych – dofinansowania do instalacji solarnych. Badanie podobną metodą efektów wsparcia środkami UE pokazało, że efektywne były projekty związane z instalacjami przemysłowymi, a nieco mniej - programy ograniczenia niskiej emisji. Koszty okazały się znacznie wyższe, niż korzyści w przypadku unijnych termomodernizacji i wsparcia solarów.

Główkowski podkreślił, że unijne założenia wsparcia dla tzw. gospodarki niskoemisyjnej nie przystają do polskich potrzeb i warunków. „W Brukseli chodzi dziś o emisję CO2, w Katowicach czy Krakowie – o emisję pyłów, dwutlenków siarki itp. (…) My teraz rozwiązujemy problemy, które u nich nie istnieją od 50 lat” - mówił.

Dodał, że z analizy wynika, że trzeba zmienić wiele ustaw, by ochrona powietrza była w ogóle możliwa.

Potrzebne jest m.in. umożliwienie - pod kątem likwidacji niskiej emisji -wykorzystania planów zagospodarowania przestrzennego, wprowadzenie podatku zależnego od zanieczyszczenia paliw stałych, a także prawnych standardów ich jakości. Wśród innych potrzeb samorządowcy z woj. śląskiego wskazali możliwość ustanawiania wojewódzkich planów rozwoju energetyki, tworzenia stref ograniczonej emisji komunikacyjnej czy wprowadzenie standardów emisyjnych dla instalacji o małej mocy.

Aleksander Sobolewski z Instytutu Chemicznej Przeróbki Węgla akcentował, że spalając paliwa stałe, np. węgiel, nawet w małych instalacjach można uzyskać wyśrubowane wskaźniki emisyjności. Jednym z problemów jest jakość tych instalacji, spalanie większości rodzajów nawet „czystych” paliw w nieodpowiednich kotłach, z reguły jest bowiem nieefektywne, a co za tym idzie, szkodliwe dla środowiska.

Jednocześnie np. nowoczesne, zautomatyzowane kotły centralnego ogrzewania, np. na jakościowy węgiel typu ekogroszek czy inne „czyste” paliwa, kosztują od ok. 8 tys. zł. Oznacza to, że przy dofinansowaniu nawet połowy kosztów są niedostępne dla dużej części społeczeństwa. Problem kosztów instalacji może rozwiązać np. opracowane w ostatnim czasie tzw. kawałkowe paliwo bezdymne, powstające z węgla, które można czysto spalać także w prostych piecach. Wymagałoby ono jednak systemu wsparcia dla jego potencjalnych producentów, a potem odbiorców.(PAP)