"Nie przewidujemy (na szczycie) w czwartek i piątek trzęsienia ziemi. (...) Decyzje dotyczące przyszłości nie będą miały znaczenia fundamentalnego i będą skoncentrowane na horyzoncie 2013 i 2014 roku. Długi okres w dalszym ciągu pozostanie niedookreślony" - mówił we wtorek polskim dziennikarzom w Brukseli Serafin. Brał on udział w spotkaniu ministrów ds. europejskich przed czwartkowo-piątkowym szczytem UE.

Minister przyznał, że budżet eurolandu, określany w żargonie dokumentów unijnych jako "zdolności fiskalne", to faktycznie najbardziej kontrowersyjny element propozycji przewodniczącego Rady Europejskiej Hermana Van Rompuya. "Ale biorąc pod uwagę fakt, że dotyczy to długiego okresu, to nie jest zadanie na rok 2013 (...). Jest cały szereg krajów, które uważają, że jest zbyt wcześnie, by w jakikolwiek wiążący sposób dawać mandat dla tego pomysłu" - przekonuje minister.

Jego zdaniem Van Rompuy będzie zabiegał na szczycie o to, by jako minimum otrzymać mandat do kontynuowania "refleksji" nad "zdolnościami fiskalnymi", jednak na wiele więcej nie może liczyć.

W zeszłym tygodniu szef Rady Europejskiej rozesłał do stolic UE dokument, który przedstawia kalendarz realizacji kolejnych etapów zacieśniania unii walutowej, w tym stworzenia budżetu eurolandu. Dokument będzie podstawą decyzji na szczycie UE.

Budżet eurolandu w założeniu autorów tego raportu miałby być finansowany ze składek narodowych państw euro lub nowych własnych dochodów (np. z podatku od transakcji finansowych - PAP) albo z obu źródeł jednocześnie.

Serafin uważa, że więcej przestrzeni do porozumienia 27 krajów jest w sprawie tzw. kontraktów. Kraje UE miałyby je zawierać z instytucjami UE, by otrzymać wsparcie finansowe, ale z drugiej strony właśnie w kontraktach zobowiązywałby się do przeprowadzania w zamian odpowiednich refom.

"Ta kwestia jest mało precyzyjnie określona i wydaje mi się, że to, co będzie w pierwszym rzędzie koncentrowało uwagę, także w trakcie dyskusji na Radzie Europejskiej, to jest to, czego te kontrakty miałyby dotyczyć. Czy reform strukturalnych, czy też miałyby obejmować zadania związane z inwestycjami publicznymi" - mówił minister.

Zwrócił uwagę, że w porównaniu do poprzedniej propozycji KE dotyczącej zacieśniania integracji eurolandu z punktu widzenia Polski nastąpił postęp, bo tam kontrakty nie były w ogóle adresowane do krajów spoza strefy euro. W propozycji Van Rompuya zakłada się taką możliwość.

Podkreślił jednak, że w propozycji Komisji Europejskiej kontrakty były przeznaczone przede wszystkim dla krajów, które miały problemy z równowagami makroekonomicznymi, natomiast Polska nie ma z tym kłopotów.

"Nie ulega wątpliwości, że mamy kwartał po kwartale, rok po roku pogłębianie integracji w ramach strefy euro. To, co jest istotne z naszego punktu widzenia, to jest to, by wszystkie elementy tego nowo tworzącego się systemu (...) były otwarte dla tych krajów spoza strefy euro, które chciałyby w tym uczestniczyć" - podkreślił.

Propozycja budżetu eurolandu wzbudziła spore obawy zwłaszcza w krajach spoza euro, takich jak Polska. Obawy dotyczą ryzyka, że negatywnie odbije się to na tradycyjnym budżecie UE, a także pogłębi podziały na Unię dwóch prędkości.

"Polska nie ma się czego bać, bo chce wejść do strefy euro i nad tym pracuje" - mówił niedawno szef KE Jose Barroso.

Z Brukseli Krzysztof Strzępka

stk/ jzi/ mc/ gma/