Chodzi o finansowanie przez kraje rozwinięte m.in. adaptacji do zmian klimatu i obniżania emisji w krajach rozwijających się. Finansowanie to (z różnych źródeł) ma wynieść od 2020 r. 100 mld dolarów rocznie.

OECD wyliczyła niedawno, że przepływy na rzecz finansowania klimatu w najuboższych krajach wzrosły w 2014 r. do 61,8 mld USD - z 52,2 mld USD w 2013 r. Jak oceniła organizacja, jest to więc znaczny postęp w kierunku obiecanych w 2009 r. przez bogatych 100 mld USD.

„Zobowiązanie 100 mld dolarów jest już poczynione. Sądzę, że ogólny pogląd jest taki, że prawdopodobnie jesteśmy na poziomie 60 mld dolarów w próbie osiągnięcia 100 mld. Oczywiście będzie twarda dyskusja (…) na temat nowych zobowiązań w zakresie finansowania. Prezydent (Barack) Obama, podobnie jak Chiny, przedstawił zapotrzebowanie w tej sprawie. To oczywiście będzie wymagać akceptacji Kongresu i trwa teraz na ten temat dyskusja” – powiedział minister energetyki USA.

Na listopadowym szczycie G20 prezydent Obama zadeklarował 3 mld dolarów, by pomóc biednym krajom w walce ze zmianami klimatu. Stanowiący większość w Kongresie Republikanie zagrozili jednak zablokowaniem pomocy. Podobną pomoc zapowiedziały Chiny.

„Wiem, że są głosy w USA, które zapowiadają, że zablokują wkład do Zielonego Funduszu Klimatycznego. To byłoby wielce niefortunne. Liderzy są zdeterminowani, by uczynić paryską konferencję sukcesem, a kwestia finansowa jest jedną z kluczowych i musimy ją uzgodnić w Paryżu” – powiedział w sobotę chiński negocjator Su Wei.

Moniz na poniedziałkowej konferencji poparł pomysł, by także gospodarki wschodzące o dużym dochodzie, takie jak Chiny, brały udział w pomocy finansowej na rzecz krajów rozwijających się po 2020 r.

„Gospodarki rozwijają się i wraz z ich rozwojem odpowiedzialność powinna się zmieniać. Widzimy, że Chiny są tu dobrym przykładem, gdzie wzrost gospodarczy i emisje znacznie rosną w ostatniej dekadzie i Chiny wystąpiły z deklaracją (wkładu) do międzynarodowych funduszy na rzecz klimatu” – powiedział sekretarz.

Wymienił też inne ważne dla USA warunki globalnej umowy klimatycznej, takie jak weryfikowalność klimatycznych zobowiązań poszczególnych krajów. „Jasno postawiliśmy też sprawę, że chcielibyśmy regularnego okresowego przeglądu (umowy)" – dodał.

Trwający do 11 grudnia paryski szczyt klimatyczny krajów ONZ (COP21) ma się zakończyć globalnym porozumieniem klimatycznym. Chodzi o to, by dzięki zadeklarowanym działaniom nie dopuścić do większego wzrostu średnich temperatur na świecie niż 2 stopnie Celsjusza w porównaniu z erą przedindustrialną. (PAP)