Pakt klimatyczny to trudny temat - przyznała polska premier w Berlinie.
"Po szczycie chcę przyjechać do Polski ze stanowiskiem, że obroniłam cenę polskiej energii elektrycznej w polskich domach. I o tym mówiłam pani kanclerz" - powiedziała Kopacz. Jak relacjonowała, mówiła też o wysiłku, jaki dla Polski stanowi redukcja emisji gazów cieplarnianych na poziomie ustalonym w 2008 r.

"Zadeklarowałam podczas tej rozmowy, że moi współpracownicy będą rozmawiać na poziomie sekretarzy stanu w tej sprawie i szukać rozwiązania. Ale - chcę podkreślić - nie tu (w Berlinie-PAP) będzie rozwiązanie, ale na szczycie" - dodała. Podkreśliła jednocześnie, że ona i niemiecka kanclerz chciały podczas rozmowy "przybliżyć się do tego rozwiązania, przygotowując się do dyskusji na spotkaniu Rady Europejskiej".

Merkel, odpowiadając na pytanie dziennikarzy, powiedziała, że między nią a Ewą Kopacz jest polityczna chemia. "Od razu podjęłyśmy trudny temat (szczytu klimatycznego-PAP), by zastanowić się, jak się zbliżyć w tej tematyce" - zaznaczyła. Zapowiedziała, że oba kraje będą prowadzić intensywne dyskusje, również na szczeblu współpracowników szefów rządów. "Jest gotowość, by znaleźć drogę rozwiązania" - powiedziała niemiecka kanclerz.

Na 23-24 października zaplanowano w Brukseli szczyt UE, który ma uzgodnić nowy cel redukcji emisji CO2 w Unii Europejskiej po 2020 r. Komisja Europejska zaproponowała na początku roku 40-proc. cel redukcji emisji CO2 w ramach projektu polityki energetycznej i klimatycznej UE do 2030. Zaproponowała też ogólnoeuropejski cel udziału energii ze źródeł odnawialnych na poziomie 27 proc.

Wygłaszając w Sejmie expose Kopacz zadeklarowała, że rząd nie zgodzi się na dodatkowe koszty polityki klimatycznej UE, w tym podwyżki cen energii. Podkreślała też, że najnowsze propozycje dla polskiego węgla pozwolą zyskać czas na uczynienie tej branży konkurencyjną. Dzień później ponownie zapewniła, że Polska twardo będzie prezentować swe stanowisko w kwestii redukcji emisji CO2 w UE i nie wykluczyła weta. (PAP)