"Mówiąc o inwestycjach kulturalnych na Pomorzu w ostatnich latach trzeba wspomnieć o bolesnych zaszłościach. Trójmiasto i cały region właściwie przez cały okres PRL było bardzo zaniedbane w tym aspekcie. Warunki, w jakich pracują do tej pory niektóre muzea są dramatyczne. W naszym poczuciu więc, część inwestycji to nie było fundowanie czegoś ekstra, jakiejś +fontanny z wodotryskami+, ale przede wszystkim nadrabianie zaległości" - powiedział dyrektor Departamentu Kultury Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego Władysław Zawistowski.

Czytaj też: Samorządy dostrzegają znaczenie kultury i wspierają ją coraz mocniej

Większość inwestycji kulturalnych w Pomorskiem zrealizowana została w ostatnich latach z wykorzystaniem pieniędzy z Unii Europejskiej.

Do największych z nich, pod względem wkładu własnego samorządu województwa, należały: budowa siedziby Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego (ponad 13,6 mln zł), rozbudowa Teatru Muzycznego im. Danuty Baduszkowej w Gdyni (ponad 5,1 mln zł), rewaloryzacja i adaptacja kościoła św. Jana w Gdańsku na kulturalne Centrum św. Jana z zachowaniem funkcji sakralnych (ok. 2,9 mln zł), rozbudowa filii Muzeum Pomorza Środkowego w Swołowie (ponad 1,9 mln zł), budowa pawilonu wystawienniczo-edukacyjnego przy Grodzisku w Sopocie (ponad 1,9 mln zł).

"Były też inwestycje, o czym mówię z dumą, finansowane w 100 procentach z funduszy samorządu województwa. To się swego czasu odbiło szerokim echem w Polsce, bo doszło do tego zanim jeszcze ruszyła fala unijnych pieniędzy - powstał pierwszy teatr, będący przebudową starego kina, czyli Teatr Kameralny w Sopocie. Kolejne takie przedsięwzięcie to np. adaptacja na Centrum Edukacji Archeologicznej zabytkowego spichlerza Błękitny Baranek" - nadmienił.

Zdaniem Zawistowskiego kultura w systemie prawnym, jaki istnieje w Polsce, zawsze musi liczyć na dotacje.

"W przypadku Pomorza ten zysk z kultury jest absolutnie oczywisty. Dzięki temu, że mamy tyle instytucji kultury, atrakcyjnych miejsc koncertowych, teatralnych i wystawienniczych możemy przedstawić bogatą i zróżnicowaną ofertę, która - co ciekawe i odmienne w porównaniu do dużych innych miast w Polsce - ma swój szczyt sezonu latem. Dla przykładu, Teatr Wybrzeże na najwyższych obrotach działa w miesiącach letnich, a aktorzy na urlopy idą dopiero jesienią. Teatrowi Kameralnemu w Sopocie zdarzało się grać w lipcu przy pełnej publiczności w lipcu o godz. 22" - uzasadnił.

Zawistowski jest przekonany, że nakłady finansowe na działalność kulturalną podniosły atrakcyjność turystyczną regionu Pomorskiego.

"Zaczęliśmy od hoteli, marin, urządzania plaż itp. W pewnym jednak momencie okazało się, że hotele i restauracje są podobne na całym świecie i nie da się tu wiele wymyśleć. Atutem może być jeszcze olśniewająca przyroda i zabytki. Magnesem przyciągającym turystę może być też jednak szeroka oferta kulturalna, poczynając od dużych festiwali typu komercyjny Open'er w Gdyni czy współfinansowany przez nas Solidarity Of Arts w Gdańsku, po mniejsze imprezy. I w tym aspekcie, inwestycje te były bardzo potrzebne i większość z nich absolutnie się sprawdziła" - uważa.

Jako jedno z najbardziej udanych przedsięwzięć Zawistowski wymienił modernizację Teatru Muzycznego w Gdyni.

"Na początku wydawało się to dość ryzykowne. Z duszą na ramieniu przystępowaliśmy do tego, żeby teatr +przeciąć na pół+, rozbudowując m.in. scenę i foyer. Dzięki temu jednak na przedstawienie można tam - może poza Teatrem Wielkim w Warszawie - wyprowadzić największą liczbę artystów w Polsce. Teraz kiedy Duża Scena liczy 1070 miejsc (Nowa Scena dysponuje 360 miejscami - PAP), to wystarczy, że przyjdzie np. 900 osób i to się już bilansuje. Teatr Muzyczny w Gdyni zarabia z biletów ok. 8 mln zł rocznie - to są kwoty nieosiągalne w całej Polsce. To jest fenomen" - ocenił.

Zawistowski dodał, że z reguły masowe imprezy kulturalne nie są dochodowe, bo np. koncerty podczas Solidarity Of Arts są darmowe, a wydarzenia niszowe "z samej definicji żadnej kasy nie przynoszą".

"Jeżeli możemy mówić, że gdzieś są naprawdę realne, konkretne zyski, to w tych instytucjach, które pracują bardzo cyklicznie, w sposób stały i mają dobrze wyliczone cenę biletu między oczekiwaniami i możliwościami widza. I to są głównie placówki artystyczne na czele z Teatrem Wybrzeże i Teatrem Muzycznym - tam są naprawdę realne wpływy. Sektor publiczny, który my reprezentujemy, jest opiekunem kultury repertuarowej, a nie eventowej. Dobra sztuka potrafi być grana nawet kilka lat" - dodał.

Podkreślił, że obecne zyski z kultury w regionie są zdecydowanie większe niż kilkanaście lat temu. "Tu nie ma w ogóle żadnego porównania do tego, co było kiedyś" - stwierdził.

"Trójmiasto i Pomorze jest nastawione na gości. Znam osobiście takie osoby, które przyjeżdżają na tydzień lub dwa do hotelu, jeżdżą taksówkami itp. tylko po to, aby wziąć udział w Festiwalu Szekspirowskim. Niektórzy pojawiają się tak w Gdańsku od lat. Jest np. taka fanka z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, która mimo, że to jest sierpień zwołuje swoich studentów i przywozi nad morze 30-osobową grupę" - powiedział Zawistowski.

Gdański Teatr Szekspirowski otwarty we wrześniu 2014 r. zrealizował w ubiegłym roku we współpracy z gdańskim Teatrem Wybrzeże pierwszą własną produkcję "Wesołe kumoszki z Windsoru". "Co ciekawe, z przeprowadzonych badań ankietowych wśród publiczności podczas spektaklu wynikło, że 60 proc. widzów stanowili turyści i przyjezdni" - poinformował Zawistowski.

Zastępca dyrektora Departamentu Kultury Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego Beata Jaworowska zwróciła uwagę, że w ostatnim czasie renesans popularności przeżywają imprezy plenerowe.

"Co roku latem skansen we Wdzydzach Kiszewskich na Kaszubach przeżywa prawdziwe oblężenie, jadąc tam stoi się w wielokilometrowych korkach. Podobnie jest też w innym skansenie w Swołowie (Muzeum Kultury Ludowej Pomorza - PAP), niedaleko Słupska, gdzie w listopadzie organizowana jest impreza pod hasłem +Na św. Marcina najlepsza pomorska gęsina+ - w ubiegłym roku wybrało się tam aż pięć tysięcy osób. I nie się tego tłumaczyć tym, że to widz przypadkowy, bo przecież on jedzie tam specjalnie" - zauważyła.

Jak nadmienił Zawistowski, tłumy melomanów pojawiają się regularnie na lokalnych na koncertach festiwalach organowych, począwszy od najstarszego w Polsce organizowanego w Katedrze Oliwskiej, po mniejsze odbywające się np. w kościołach św. Mikołaja i św. Trójcy w Gdańsku, Pelplinie, Słupsku, Stegnie i Żarnowcu.

"Z obecnego poziomu udziału mieszkańców w wydarzeniach kulturalnych - porównując to z innymi regionami Polski, zapewne nie wszystkimi - jesteśmy zadowoleni. Problemem natomiast jest obserwowany od paru lat spadek liczby widzów muzeów tzw. tradycyjnych, które zwiedza się od gablotki do gablotki. Ludzie wolą bowiem chodzić do muzeów o charakterze narracyjnym, gdzie jest dużo animacji i multimediów, a często nie ma żadnych artefaktów. Przyznajmy też szczerze, że Pomorze nie jest muzealnym eldorado jak np. Kraków - przeżyliśmy bowiem w czasie wojny straszliwe zniszczenia i rozgrabienie dzieł sztuki" - powiedział Zawistowski.

Zawistowski przyznał też, że nowej siedziby potrzebuje Opera Bałtycka. Na razie jednak nie wiadomo, kiedy i w jakim miejscu mogłaby powstać.

Z informacji przekazanych PAP przez Wydział Kultury Urzędu Miejskiego w Gdyni wynika, że łączne wydatki samorządu w mieście na kulturę w 2015 r. wyniosły ponad 58 mln zł i były niższe o ok. 8,8 mln zł w porównaniu do poprzedniego roku.

Do głównych inwestycji w ostatnim czasie, wspieranych finansowo przez gdyńskie władze, oprócz rozbudowy Teatru Muzycznego, należało zbudowanie Gdyńskiego Centrum Filmowego - nowego kulturalnego miejsca spotkań w Śródmieściu z siedzibą Gdyńskiej Szkoły Filmowej, dysponującego 3 salami kinowymi z 368 miejscami oraz utworzenie Muzeum Emigracji w zaadaptowanym do tego celu budynku Dworca Morskiego.

W ocenie miejskich urzędników, do wydarzeń kulturalnych generujących największy ruch turystyczny w Gdyni zaliczyć można Open’er Festival (frekwencja w 2015 r. - 90 tys. osób), Festiwal Filmowy (frekwencja w 2015 r. - ok. 54 tys. osób), impreza "CudaWianki - Lato zaczyna się w Gdyni" (frekwencja w 2015 r. - ok. 30 tys. osób) oraz Nadmorski Plener Czytelniczy (frekwencja w 2015 r. - ok. 10 tys. osób) oraz Festiwal Kultur Świata "Globaltica" (frekwencja w 2015 r. wyniosła ok. 7 tys. osób).

Spośród gdyńskich instytucji kultury najwyższe przychody uzyskuje Teatr Muzyczny - w 2015 r. przychody z działalności stanowiły ok. 51 proc. kosztów działalności placówki.

"Celem działania instytucji kultury nie jest jednak samowystarczalność finansowa, lecz tworzenie, upowszechnianie i ochrona kultury. Ich działalność nie ma charakteru komercyjnego" - podkreślono jednocześnie w komunikacie Wydziału Kultury Urzędu Miejskiego w Gdyni.

W Gdańsku, do najważniejszych inwestycji kulturalnych w ostatnich latach, oprócz budowy Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego, należy powstanie Europejskiego Centrum Solidarności (otwarcie w sierpniu 2014 r.) oraz Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia II w Nowym Porcie (otwarcie w grudniu 2012 r.).

Pytany o frekwencję podczas wydarzeń kulturalnych Michał Piotrowski z biura prasowego Urzędu Miejskiego w Gdańsku poinformował PAP, że nie da się porównać w tym aspekcie dużych imprez z małymi przedsięwzięciami dziejącymi się w różnych dzielnicach miasta, które mocno angażują lokalne społeczności.

"Wszystkie organizowane w przestrzeni publicznej nieodpłatne imprezy przyciągają tłumy - np. Festiwal Feta, Solidarity of Arts, koncerty i przedstawienia w trakcie Jarmarku Dominikańskiego, Mozartiana, Gdańsk Dźwiga Muzę, ale 100-procentową frekwencję mają także Festiwal Siesta, Międzynarodowy Festiwal Szekspirowski, Festiwal Actus Humanus, Gdański Festiwal Tańca, Jazz Jantar, Festiwal Literatury dla Dzieci oraz Gdański Festiwal Muzyczny" - wymienił Piotrowski.

W Wejherowie nakłady samorządu miasta na kulturę wyniosą w 2016 r. ok. 4,6 mln zł - to kwota porównywalna do tej z ubiegłego roku.

W maju 2013 r. oddano do użytku Wejherowskie Centrum Kultury - Filharmonię Kaszubską. Jego budowa trwała trzy lata i pochłonęła ponad 56 mln zł.

Wejherowska placówka składa się z dwóch części. W pierwszej znajduje się nowoczesna sala na prawie 400 osób, o funkcji koncertowej, kinowej i teatralnej oraz galerie wystawiennicze i sala konferencyjna. Druga część pełni funkcję domu kultury, z bogatym programem dla dzieci i młodzieży oraz odpowiednim do tego wyposażeniem m.in. sale prób chóru, teatru, baletu, orkiestry, studio nagrań, małą salę kinową oraz pracownie plastyczne.

"Wejherowskie Centrum Kultury wprost tętni życiem. Wszystkie organizowane w nim wydarzenia cieszą się ogromnym zainteresowaniem, często brakuje biletów. W ubiegłym roku WCK odwiedziło ok. 106 tys. osób (kino, spektakle itd.), a w tygodniu z zajęć i kółek zainteresowań korzysta ponad 600 uczestników" - poinformowała PAP Iwona Rogacka z Urzędu Miejskiego w Wejherowie.

W Słupsku średnia frekwencja na spektaklach i koncertach to nie mniej niż 80 proc.

"Wydarzenia nierepertuarowe wyprzedają się w całości. I chodzi tu nie tyle o działania impresaryjne, co festiwale czy przeglądy. Dla realizacji strategii miasta w zakresie kultury równie ważne są też jednak mniejsze działania, dedykowane konkretnym grupom odbiorców. Istotne jest budowanie widowni, a nie tylko sprzedawanie dużych nazwisk przyciągających tłumy" - poinformowała PAP dyrektor Wydziału Kultury w tamtejszym magistracie, Magdalena Mijewska.

Cieszące się największą frekwencją imprezy kulturalne w Słupsku, na których goszczą nie tylko mieszkańcy miasta, to przede wszystkim festiwale muzyczne: Komeda Jazz Festiwal, Festiwal Pianistyki Polskiej i Jesienny Przeciąg Gitarowy.

Największym wsparciem inwestycyjnym samorządu słupskiego w ciągu ostatnich kilku miesięcy w dziedzinie kultury była dotacja (104 tys. zł) dla Państwowego Teatru Lalki Tęcza przeznaczona na remont siedziby placówki. (PAP)