NSA: Mieszkasz koło fabryki, to się nie skarż na hałas
Wybrane dobrowolnie sąsiedztwo uciążliwego zakładu przemysłowego ma swoje konsekwencje. Lokatorzy nie powinni narzekać na hałas za oknami, nawet wczesnym rankiem albo wieczorem, gdyż wiedzieli wcześniej, gdzie zamierzają mieszkać - orzekł Naczelny Sąd Administracyjny w sprawie jednej z fabryk na Dolnym Śląsku. Sprawa o hałas ciągnęła się od ponad 15 lat, a dotyczyła mieszkańców budynków pofabrycznych, którzy tanio nabyli lokale po likwidowanym zakładzie przemysłowym, które zresztą w momencie zakupu nie miały nawet statusu mieszkalnych.

W sobotę, 25 kwietnia, przypada Międzynarodowy Dzień Świadomości Zagrożenia Hałasem. Tymczasem kilka dni temu Naczelny Sąd Administracyjny wydał wyrok dotyczący sprawy, która swój początek ma ponad 15 lat temu.
Szklary-Huta to mała mieścina położona koło Ząbkowic Śląskich. Olbrzymi teren dawnej kopalni niklu i starej huty mieści podziemną trasę turystyczną oraz kilka lokalnych fabryk, w tym zakład kamieniarski obrabiający piaskowiec i inne kamienie. W niektórych pokopalnianych budynkach mieszkają lokatorzy, inne niszczeją bezużytecznie. Mimo położenia wśród lasów, Szklary-Huta to miejsce pełne hałasu. Od rana do wieczora słychać pracę pilarek do kamienia, jak również innych maszyn przemysłowych, a także ciężarówek i wywrotek. Za płotem fabryki przebiega też niezwykle ruchliwa trasa E67 z Czech w kierunku Wrocławia, a sto metrów dalej jest jeszcze tor motocrossowy.
To właśnie kobieta zajmująca jeden z pozakładowych lokali zaczęła pisać skargi. Sprawa ciągnęła się od ponad 15 lat, gdyż swój początek miała w 2010 r. Wtedy lokatorka zażądała interwencji od Starosty Ząbkowickiego – skarżyła się na duży hałas dobiegający z zakładu kamieniarskiego. Urzędnicy zbadali poziom hałasu i nawet wydali dla zakładu decyzję ustalającą jego maksymalny dopuszczalny poziom. Fabryce udało się jednak uchylić decyzję i skierować sprawę na inne tory – planowanie przestrzenne. Teren nie był objęty żadnym miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego (MPZP), a prace nad nowym dokumentem ciągnęły się w nieskończoność, dlatego sprawa ustalenie norm hałasu na kilka lat została zawieszona. Brak MPZP spowodował, że ustalenia dopuszczalnego poziomu hałasu z terenu zakładu nie podjął się Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska. Podczas pandemii COVID-19 starosta umorzył postępowanie w sprawie wydania decyzji „hałasowej”. Powołał się na brak MPZP oraz uznanie obszaru fabryki za teren przemysłowo-usługowy, na co wskazuje nie tylko historia tego miejsca, ale tez bieżąca działalność gospodarcza na tej posesji oraz znajdujące się wokół budynki pozakładowe (w niektórych z nich są adaptowane na mieszkania lokale).
Urzędnicy podkreślali, że budynki te niegdyś były zapleczem dla pracowników byłego zakładu i nie posiadały przeznaczenia mieszkalnego. Nowi właściciele przekształcili budynki w sposób umożliwiający zamieszkanie mając w świadomości, że robią to w centrum terenu przemysłowego, a także otaczających innych zakładów już tam funkcjonujących. Kupujący wiedzieli więc o ewentualnych uciążliwościach związanych z hałasem emitowanym z tamtejszych zakładów. Co ciekawe, nie doszło nawet do formalnej zmiany sposobu użytkowania budynków i poszczególnych lokali z funkcji użytkowej na funkcję mieszkalną (próby takich zmian były podejmowane już od 1998 r., ale spotkały się z odmową). Zakład funkcjonuje w godzinach 6-22 i nie można mieć roszczeń co do porannej pracy fabryki.
Starostwo powołało się na art. 115 ustawy z 27 kwietnia 2001 r. – Prawo ochrony środowiska (Dz. U. z 2025 r. poz. 647). Faktyczne zagospodarowanie i wykorzystywanie terenu ma znaczenie w postępowaniu dotyczącym ustalania poziomu emitowanego hałasu tylko wówczas, gdy dla terenu nie obowiązuje MPZP. Samo ustalenie, że dany budynek ma przeznaczenie mieszkaniowe i jest jednorodzinny, nie wyłącza możliwości uznania, że w istocie stanowi zabudowę przemysłowo-usługową w rozumieniu regulacji dotyczących ochrony przed hałasem. Podstawą oceny dla kwalifikacji terenu nie może być wystąpienie pojedynczych obiektów, lecz kompleksu terenu o określonym charakterze. Dlatego też uznano, że zabudowania po hucie i kopalni przekształcone na obiekty mieszkaniowe bez decyzji na zmianie sposobu użytkowania stanowią - w rozumieniu regulacji dotyczących ochrony przed hałasem - tereny usługowo-przemysłowe na terenie nieobjętym MPZP. Dla nich nie wyznacza się dopuszczalnych poziomów hałasu (gdyż nie ma ich na liście, którą zawiera art. 113 ust. 2 ustawy), więc postępowanie umorzono jako bezprzedmiotowe.
Sądy nie chcą uciszyć firmy
Niezadowolona kobieta najpierw odwołała się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Wałbrzychu, a następnie do sądów administracyjnych. Zarówno Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu, jak i teraz NSA oddaliły skargi sąsiadki zakładu kamieniarskiego.
Kobieta podkreślała, że fakt, że niegdyś teren był terenem przemysłowym (byłego zakładu), a budynki obecnie wykupione i zamieszkiwane przez byłych pracowników wchodziły w skład przedsiębiorstwa na terenie przemysłowym, nie oznacza że aktualnie taki stan ma miejsce. Nie można postawić zarzutu osobom mieszkającym w dawnych pozakładowych budynkach, że nabyli je nielegalnie i mieszkają tam nielegalnie. A skoro tak, to uwarunkowania historyczne są bez znaczenia.
Co na to sędziowie? Artykuł 115a pozwala urzędnikom wydać decyzję o dopuszczalnym poziomie hałasu, gdy dokonają pomiarów i wykryją przekroczenie obowiązujących norm. Rodzaje terenów chronionych w ten sposób przed hałasem to m.in. zabudowa mieszkaniowa, szpitale i domy opieki społecznej, budynki związane ze stałym lub czasowym pobytem dzieci i młodzieży, na cele uzdrowiskowe, na cele rekreacyjno-wypoczynkowe, na cele mieszkaniowo-usługowe). Ich katalog zawiera art. 113 ust. 2 ustawy. W razie braku miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego (MPZP) oceny dokonuje się na podstawie faktycznego zagospodarowania i wykorzystywania tego i sąsiednich terenów.
Sędziowie przyznali, że w MPZP (obejmującego fragment terenów fabrycznych, ale głównie drogi) funkcja mieszkaniowa nie jest przewidywana w obszarze oddziaływania zakładu. Dlatego prawidłowo dokonano oceny terenów sąsiednich względem funkcjonującego zakładu, przyjmując jako punkt wyjścia faktyczne zagospodarowanie i wykorzystanie terenu. Co więcej, sędziowie uznali, że przyjęcie funkcji mieszkaniowej – a w konsekwencji otwarcie furtki do określenie norm hałasu – byłoby obejściem prawa budowlanego. Sądy uznały, że nie można oczekiwać, aby określać faktyczny sposób wykorzystania nieruchomości, tak aby naruszało to inne normy prawne (np. prawo budowlane). Za faktyczne wykorzystanie nieruchomości należy uznawać takie, do którego doszło bez naruszeń obowiązujących norm prawnych zawartych nie tylko w prawie ochrony środowiska, ale też w innych przepisach.
Co więc z lokalami, które tak naprawdę są już mieszkaniami? Sędziowie uznali, że przyjęcie takiego argumentu oznaczałoby możliwość nadużyć, wręcz szantażu. Jako hipotetyczny przykład podali umieszczanie w sąsiedztwie hałasującego obiektu dzieci (czy to jako mieszkańców, czy np. uczących się), aby ograniczyć funkcjonowanie fabryki, mimo że dysponuje ona stosownymi decyzjami, czy też jest ulokowana na terenie o przeważającym przeznaczeniu przemysłowym.
Poznań - miasto doznań (dźwiękowych)
To sytuacja inna niż głośny (nomen omen) ostatnio przypadek Toru Poznań, czyli hałaśliwy obiekt sportowy bądź przemysłowy, a obok niego zamieszkujący i skarżący się na brak ciszy lokatorzy (pisaliśmy o nim w tekście Tor wyścigowy może być zamknięty, gdyż zbytnio hałasuje. W przypadku z Dolnego Śląska sądy jednoznacznie stanęły po stronie fabryki gdyż uznały, że skoro lokatorzy sami zdecydowali się, gdzie chcą mieszkać praktycznie na jej terenie, to teraz nie powinni narzekać, ani wymagać, aby zakład przemysłowy dostosował się nich. W Poznaniu sytuacja jest inna – tam dla toru wyścigowego ustalono normy hałasu, a budynki mieszkalne zlokalizowano poza jego terenem, choć w pobliżu.
Wyrok NSA z 21 kwietnia 2026 r., III OSK 1790/23








