Do zdarzeń, którymi zajmował się sąd, doszło w drugiej połowie października 2014 r. Jak podawała wówczas policja, najpierw dyżurny miejski policji otrzymał telefonicznie informację od dziennikarza jednej ze stacji telewizyjnych o tym, iż w trakcie realizacji materiału zauważył stan samorządowca mogący świadczyć o spożyciu alkoholu. Niedługo potem także patrol drogowy, który wykonywał swoje obowiązki niedaleko urzędu, został przez kolejną osobę zawiadomiony o sytuacji.

W tym czasie ówczesny wicemarszałek Walenty Korycki (sąd zezwolił mediom na podawanie jego danych osobowych i prezentację wizerunku) wyszedł z urzędu, więc niedaleko stamtąd policjanci z patrolu chcieli skontrolować stan jego trzeźwości. Nie zgodził się na badanie na miejscu, badanie alkomatem zostało przeprowadzone na komisariacie. Jak podawała wówczas policja, alkomat wskazał 1,3 promila w wydychanym powietrzu.

Przed sądem obwiniony nie przyznał się do zarzutu, iż wypełniał obowiązki zawodowe będąc pod wpływem alkoholu. Mówił, że dzień wcześniej zapowiedział, iż weźmie urlop na żądanie, powoływał się na rozmowę z ówczesnym drugim wicemarszałkiem województwa, Mieczysławem Baszko. Twierdził, iż przyjechał do pracy jedynie po laptopa i torbę pozostawione dzień wcześniej.

Jak mówiła we wtorek sędzia Katarzyna Skindzier-Ostapa, bezsporne w tym procesie było to, iż obwiniony był pod wpływem alkoholu, a kwestią sporną było to, czy obwiniony w dniu zdarzenia wykonywał obowiązki zawodowe.

Sędzia mówiła, że Korycki zeznawał, iż przyjechał do pracy po to, by wypełnić wniosek urlopowy. A - jak zauważyła - zgodnie z regulaminem i praktyką urzędu marszałkowskiego, żeby uzyskać urlop na żądanie wystarczy zawiadomić pracodawcę telefonicznie, a następnie, po odbytym urlopie, wypełnić odpowiednie wnioski. W ocenie sądu zatem były wicemarszałek nie musiał się stawiać do miejsca pracy. Sędzia mówiła też, że nie ma żadnego dowodu, aby obwiniony składał tego dnia wniosek o urlop na żądanie telefonicznie bądź na piśmie. Nie zrobił też tego po powrocie do pracy. Co istotne - jak podkreśliła sędzia - w tym dniu wziął zwolnienie lekarskie.

Sędzia mówiła, że same wyjaśnienia obwinionego w tej sprawie "są wewnętrznie sprzeczne i kłócą się ze zdrowym rozsądkiem". Z danych z postępowania wynika, że obwiniony w swoich zeznaniach był niekonsekwentny i podawał różne przyczyny swoich działań, np. raz mówił, że przyszedł do urzędu po teczkę i klucze, innym razem, że po teczkę i laptopa, raz, że jest na urlopie dwudniowym, innym razem, że na jednodniowym.

W ocenie sądu, "nielogiczne" są też zeznania obwinionego, że przyszedł do pracy, by wypełnić wniosek urlopowy, bo - jak już wcześniej zaznaczyła sędzia - nie było takiej praktyki w urzędzie. Natomiast, skoro stawił się w pracy - zdaniem sądu - miał wystarczająco dużo czasu, aby powiadomić ówczesnego wicemarszałka Baszko o wzięciu dnia wolnego. Skindzier-Ostapa mówiła, że w urzędzie nie ma żadnej informacji, aby obwiniony brał wtedy urlop na żądanie.

Sędzia odniosła się też do zeznań obwinionego, w których mówił, iż nie podjął tego dnia czynności zawodowych, ponieważ - jak zeznawał - nie podpisywał żadnych dokumentów. "Ale to nie oznacza, że jeżeli ktoś niczego nie podpisał i nie miał umówionych spotkań, to nie wykonuje czynności zawodowych" - mówiła Skindzier-Ostapa. Dodała, że dla sądu istotna była okoliczność, iż tego dnia rozmawiał z dziennikarzem (rozmowa została nagrana i zmontowana w materiale telewizyjnym), w której - jak podkreśliła sędzia - obwiniony nie wypowiadał się prywatnie, ale jako wicemarszałek, dlatego sąd nie ma wątpliwości, że obwiniony pracował tego dnia. W ocenie sądu także przyjazd obwinionego do urzędu w tym dniu samochodem służbowym świadczy, że chciał on wykonywać obowiązki służbowe.

Skindzier-Ostapa powiedziała, że kara grzywny w wysokości 4 tys. zł jest współmierna do wykroczenia, które popełnił. Wyjaśniła, że obwiniony był wówczas wicemarszałkiem województwa, "pełnił bardzo istotną i ważną funkcję, powinien ją traktować równie poważnie". Dodała, że "nie ma równych i równiejszych", każdy ma taki sam obowiązek stawiać się do pracy w stanie trzeźwości.

Obrońca obwinionego mówił dziennikarzom, że nie wiadomo jeszcze, czy złoży odwołanie od wyroku. W jego ocenie, nie zostało w tej sprawie udowodnione, czy były wicemarszałek podjął czynności zawodowe.

Walenty Korycki pełnił z ramienia PSL funkcję wicemarszałka województwa podlaskiego w latach 2010-2014. W ostatnich wyborach samorządowych startował na urząd burmistrza Bielska-Podlaskiego, jednak nie został wybrany. Jest radnym w obecnej kadencji sejmiku województwa podlaskiego.(PAP)