"Rząd niczego nie robi za plecami. Wszystko odbywa się przy otwartej kurtynie. Pakt fiskalny zwiększy dyscyplinę w strefie euro i wcale nie przesądza, czy do niej wejdziemy. (...) Przecież pierwszy, technicznie możliwy termin wejścia Polski do strefy euro to dopiero 2017 r. Przez te cztery lata wiele może się zmienić i w Polsce, i na świecie. A PiS i SP już prowadzą kampanię, że euro zagraża polskiej gospodarce, niepodległości, suwerenności, a jego przyjęcie będzie katastrofą" - powiedział Rosati w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

"Dlatego tak ważna jest debata, przedstawienie przez rząd rachunku zysków i strat z przyjęcia euro" - dodał.

"Ocenia się, że z powodu braku euro polska gospodarka traci rocznie 20-25 mld zł. To koszty przewalutowania, większe koszty obsługi długu itd. Wejście do euro będzie zachętą do inwestowania, to większy rynek, mniejsze bezrobocie. Musimy też pamiętać, że zmienia się sama strefa euro. Pakt fiskalny, unia bankowa i inne reformy mają doprowadzić do takiej sytuacji, że kryzys grecki już się nie powtórzy. Wiele wskazuje na to, że strefa euro wyjdzie z kryzysu umocniona, i to ona będzie centrum integracji europejskiej" - ocenia Rosati.

Przewodniczący KFP zaznacza, że bez zmiany m.in. artykułu 227 konstytucji nie jest możliwe przyjęcie euro.

"Tylko że Polska będzie przyjmować euro już po wyborach w 2015 r. Jeśli przeprowadzimy skuteczną kampanię informacyjną, to mam nadzieję, że Polacy potrafią liczyć i wybiorą parlament, w którym zwolennicy euro zdobędą konstytucyjną większość. Euro nie będzie wprowadzane wbrew społeczeństwu" - powiedział Rosati.

Dodał, że nie widzi jednak potrzeby przeprowadzenia referendum w tej sprawie.

"Polska w referendum akcesyjnym opowiedziała się za członkostwem w Unii i przyjęciem euro. Ta ewolucja Unii Europejskiej to proces trwający 50 lat. Pytanie, czy chcemy być wewnątrz tych przemian, czy na zewnątrz. Jeśli wewnątrz, to wiąże się to z przyjęciem euro" - powiedział.

jba/