To proces cywilny związany z tym, że miasto wypowiedziało umowę pierwszemu wykonawcy stadionu. Przed Sądem Okręgowym w Białymstoku domaga się od niego blisko 137 mln zł.

Pozwanym jest polsko-francuskie konsorcjum spółek Eiffage Budownictwo Mitex i Eiffage Construction, które chce oddalenia powództwa i w tzw. pozwie wzajemnym domaga się od miasta 15,7 mln zł kar umownych z odsetkami.

Uważa bowiem, że odstąpienie przez miasto od umowy - z powodu opóźnienia - było bezskuteczne. Chce również 1,1 mln zł z odsetkami za zabezpieczenie prac już wykonanych, a także 16,4 mln zł z odsetkami, jako różnicę między wartością prac wykonanych a tym, co zapłacił mu inwestor.
We wtorek sąd przesłuchał biegłych, specjalistów z Politechniki Gdańskiej, którzy przygotowali opinie dotyczące tej inwestycji.

W ocenie biegłych, przy takim zaangażowaniu wykonawcy, jakie miało miejsce (chodzi o tempo prac, liczbę pracowników na budowie itp.) nie było szans na dotrzymanie założonego terminu oddania stadionu do użytku. Pytani o to, ile w takim razie zajęłoby ewentualne przeorganizowanie się, by tempo znacznie wzrosło, ocenili iż zajęłoby to 2-3 miesiące.

Zaznaczyli jednak, że to rozważania hipotetyczne. Ocenili też, że od początku atmosfera na budowie nie była najlepsza, a inwestor z wykonawcą nie do końca ze sobą współpracowali.

W swojej opinii biegli odnieśli się też do kwestii konstrukcji zadaszenia stadionu i zgłosili wątpliwości dotyczące prawidłowości projektowania tej konstrukcji. Już kilka miesięcy temu ten wątek opinii nagłośniło pozwane konsorcjum interpretując wnioski biegłych tak, że są zastrzeżenia co do bezpieczeństwa użytkowania tej konstrukcji.

Swe wątpliwości, oparte na analizie fragmentu (segmentu) konstrukcji dachu, biegli powtórzyli też we wtorek przed sądem i ocenili, że potrzebny byłby niezależny audyt już całej konstrukcji zadaszenia. Według tego projektu stadion został bowiem dokończony przez innego wykonawcę, w ubiegłym tygodniu cały obiekt został oficjalnie oddany do użytku.

"Konstrukcja stalowa nie pracuje tak, jak żeśmy ją zaprojektowali, tylko tak jak żeśmy ją zbudowali. Patrząc na to, jak to zostało zbudowane, my mamy bardzo istotne zastrzeżenia co do modelu projektowego (...) i uważamy, że model teoretyczny jest nieadekwatny do rzeczywiści" - mówił przed sądem jeden z ekspertów, prof. Krzysztof Żółtowski z Politechniki Gdańskiej.
Dodał, że ten problem "zgłaszają z poczucia obowiązku, widząc w nim zagrożenia".

Pełnomocnicy miasta mówili tymczasem, że zostały przeprowadzone trzy audyty pełnego modelu konstrukcji (zlecone przez projektanta stadionu), które dały wynik pozytywny, tzn. nie wykazały nieprawidłowości. Mówili też, że do konstrukcji zostały wprowadzone dodatkowe elementy zapewniające jej sztywność. Zwracali też uwagę, że stadion uzyskał pozwolenie na użytkowanie.

Biegli, którzy szczegółów prac tych ekspertów nie znali powtórzyli, że konieczna jest jednak taka ekspertyza audytorów zewnętrznych, np. naukowców z Politechnik Białostockiej, na zlecenie inwestora, a nie konstruktora.

"Taki dokument, jak pozwolenie na użytkowanie, nic dla nas nie oznacza, w kontekście bezpieczeństwa tego obiektu" - dodał prof. Żółtowski. Po rozprawie, pytany przez PAP czy wobec ich wątpliwości można bezpiecznie chodzić na imprezy na tym stadionie powiedział, że to pytanie za trudne, by dało się odpowiedzieć wprost.

"Nie chcemy być wróżbitami, którzy mówią +zawali się dach+. Natomiast problem trzeba odwrócić. W dzisiejszych czasach, gdy mamy tak szeroko rozwinięte możliwości analiz i tak bogatą sztukę budowania i doświadczenie, my po prostu mamy mieć pewność, że jest dobrze. A więc nie mamy pewności, że się zawali, ale chcemy mieć pewność, że jest dobrze" - dodał.

Na sali sądowej strony tego sporu ponownie spotkają się w grudniu. Sąd chce przesłuchać wtedy m.in. szefa spółki miejskiej odpowiedzialnej za budowę stadionu. (PAP)