Podczas obecnej kadencji samorządu odbyły się 83 referenda ws. odwołania władz lokalnych. Odwołano 2 prezydentów miast, 6 burmistrzów i 4 wójtów, a także 4 rady. Referenda, w których wzięła udział wymagana prawem liczba osób, zawsze skutkowały odwołaniem lokalnych władz.

"Przy tak biernym społeczeństwie, jak nasze, nie jest to może liczba imponująca, ale na pewno nie jest to coś, nad czym można po prostu przejść do porządku dziennego" - ocenił politolog z UW dr Rafał Chwedoruk, odnosząc się w rozmowie z PAP do liczby przeprowadzonych referendów.

"Polacy niechętnie uczestniczą w życiu publicznym, żyją w społeczeństwie o słabo zorganizowanych stowarzyszeniach, partiach z nikłym zakorzenieniem społecznym. Jeśli w czymkolwiek wykazują jakąś aktywność, to jest to, moim zdaniem, sygnał strukturalnych napięć, zarówno w kontekście lokalnym, jak i szerszym" - powiedział politolog.

Jego zdaniem referenda to "reakcja na kryzys gospodarczy, który w Polsce postępuje nierychliwie, nie tak spektakularnie jak w innych krajach, ale większość ludzi odczuwa spadek poziomu życia". Jak podkreślił, nieprzygotowane na to polskie społeczeństwo "reaguje często poprzez rzeczy na pozór uboczne, niewiążące się bezpośrednio z upadkiem poziomu życia, a często takie lokalne referendum jest stosunkowo najłatwiejszą formą spektakularnego działania".

Politolog zwrócił uwagę, że wśród miast, w których odbyły się referenda ws. odwołania władz, jest na przykład Łódź, Bytom czy Elbląg, a więc - jak zaznaczył - miasta, które przegrały transformację ustrojową. "W takich miejscach ujawnia się zahibernowana przez ostatnią dekadę niechęć Polaków do transformacji, niezadowolenie z jej kierunku, co widać w różnych badaniach" - wskazał.

"Nasze elity odtrąbiły wielki sukces z powodu reform samorządowych (...), te wszystkie referenda są krzyczącym oskarżeniem, że coś w tym całym systemie samorządowym jest nie tak. Ilość z jednej strony patologii, korupcji, nepotyzmu (...), z drugiej strony po prostu zwykłej nieudolności, nieracjonalności w działaniach samorządów przekracza w wielu wypadkach masę krytyczną" - ocenił.

Jego zdaniem to "minimalny poziom refleksji, który powinien wynikać z tych referendów dla naszych elit".

Zdaniem Chwedoruka obecne przepisy dotyczące funkcjonowania samorządów "tak naprawdę w dużym stopniu powodują chaos w funkcjonowaniu lokalnych społeczności". Jak tłumaczył, "powszechne wybory burmistrzów i prezydentów pod pozorem odpartyjnienia czynią z władzy wykonawczej przedmiot walki międzypartyjnej, ponieważ i tak funkcjonuje rada miejska złożona z partii, dlatego dysponujący legitymizacją z powszechnych wyborów prezydent czy burmistrz i tak musi rozgrywać karty między partiami".

Politolog ocenił jako "krok za daleko" wezwania do absencji w ewentualnym referendum ws. odwołania prezydent Warszawy ze strony premiera.

W połowie lipca premier Donald Tusk powiedział, że liczy na to, że "warszawiacy w swojej przewadze wyrażą wotum zaufania dla prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, odmawiając udziału w referendum ws. jej odwołania". Także prezydent Bronisław Komorowski na początku sierpnia zasugerował, że nie weźmie udziału w możliwym referendum.

"W polityce nawet nieobecność jest głosem za czymś albo przeciwko czemuś, gdyby do absencji wyborczej w jakimkolwiek referendum wzywali po prostu liderzy partii, zwłaszcza lokalni, to by się mieściło w logice gry" - ocenił Chwedoruk.

Dodał, że "wszyscy żyjemy mitem sprawnego, skutecznego samorządu, który dokonał tak niesamowitych inwestycji w ostatniej dekadzie". Tymczasem, jak ocenił, "teraz powoli zaczynamy sobie zdawać sprawę, że te inwestycje nie są za darmo, że ich utrzymanie będzie dużo kosztowało i że w wielu wypadkach należy zadać pytanie o sensowność tego typu inwestycji, by nie szukać daleko wystarczy popatrzeć na funkcjonowanie wielkich stadionów, ze szczególnym uwzględnieniem Wrocławia i Gdańska".