Zawiadomienie dotyczy osoby, która pełniła funkcję dyrektora departamentu informatyki i jednego z pracowników resortu - powiedział w piątek PAP rzecznik CBA Jacek Dobrzyński.

Chodzi o zarzut przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariusza publicznego - dodał. Za taki czyn grozi do 3 lat więzienia.

Rzecznik prasowy Prokuratora Generalnego Mateusz Martyniuk poinformował PAP, że zawiadomienie trafiło w piątek do prokuratury. "Prokuratura Generalna otrzymała zawiadomienie szefa CBA. Jest to zawiadomienie dotyczące niedopełnienia obowiązków i przekroczenia uprawnień przez b. dyrektora departamentu informatyzacji i rejestrów sądowych i naczelnika w tym wydziale w związku z przygotowywaniem zakupów oprogramowania informatycznego" - powiedział PAP Martyniuk. Zawiadomienie dotyczy lat 2009-12.

Pytany, czy chodziło o korupcję, odpowiedział, że CBA w zawiadomieniu "nie wskazuje na zaistnienie przestępstwa o charakterze korupcyjnym". "Prokuratura Generalna obecnie bardzo wnikliwie analizuje to zawiadomienie. W najbliższych dniach prokurator generalny wskaże jednostkę, która będzie wyjaśniać tę sprawę i prowadzić postępowanie" - powiedział PAP prok. Martyniuk.

Rzecznik CBA powiedział PAP, że "zawiadomienie to realizacja tego, co szef CBA Paweł Wojtunik zapowiadał w związku z infoaferą - że będziemy się przyglądać również innym resortom i instytucjom". Wyjaśnił jednak, że nie ma ono bezpośredniego związku ze sprawą Centrum Projektów Informatycznych MSWiA.

Zawiadomienie skierowano po kontroli CBA w Ministerstwie Sprawiedliwości, która objęła lata 2007-13. Biuro zaczęło kontrolę przed rokiem - w marcu 2013 i prowadziło ją do października. Zawiadomienie dotyczy zamówień publicznych udzielanych w latach 2009-12.

"Sprawdzaliśmy decyzje dotyczące udzielania zamówień publicznych oraz rozporządzania mieniem, w związku z wydawaniem środków na zakup usług i sprzętu teleinformatycznego, w tym projektu Centrum Świadczenia Usług Rejestrowych w Ministerstwie Sprawiedliwości" – powiedział PAP Dobrzyński.

Zaznaczył, że obecny minister sprawiedliwości Marek Biernacki zapoznał się z protokołem pokontrolnym CBA. "Podpisał go szybko i bez zastrzeżeń, zresztą dobrze współpracowało się nam z ministerstwem w czasie samej kontroli" - podkreślił rzecznik Biura.

Minister Biernacki powiedział w piątek dziennikarzom w Sejmie, że zatrzymania są najprawdopodobniej efektem kontroli zamówień z wolnej ręki w MS, o którą poprosił CBA. "Było wiele przetargów z wolnej ręki. To mnie zdziwiło, bo to jest grosz publiczny. Więc chciałem, żeby to zweryfikowała instytucja do tego upoważniona - CBA" - powiedział.

Zaznaczył, że osoby, o których mówi się w kontekście tej sprawy, nie pracowały już, gdy przyszedł do resortu. Osoby te nie pracują od 2012 r., bo jeszcze minister Gowin "podziękował im" za pracę.

Rzeczniczka prasowa resortu Partycja Loose przypomniała, że to szefowie resortu występowali o kontrolę CBA po wykryciu w ramach wewnętrznych procedur możliwych nieprawidłowości przy przetargach informatycznych. "To ministrowie sprawiedliwości występowali o kontrolę CBA - zarówno minister Jarosław Gowin, jak i Marek Biernacki - której efektem jest piątkowe zawiadomienie do prokuratury. Od początku kontroli ministerstwo współpracowało z Biurem, teraz czekamy na efekty pracy i decyzje prokuratury w tej sprawie" - powiedziała PAP rzeczniczka.

Pod koniec 2012 r. resort sprawiedliwości, po przeprowadzeniu wewnętrznego audytu, poinformował CBA o swoich wątpliwościach dotyczących m.in. zakupu w trybie niekonkurencyjnym sprzętu komputerowego oraz oprogramowania. W marcu 2013 r. CBA rozpoczęło kontrolę w MS na jego wniosek. Resort chciał zbadać, czy nie doszło do naruszenia interesu Skarbu Państwa w procedurze udzielania zamówień publicznych.

W tej sprawie z zawiadomienia ministerstwa w lipcu 2013 r. prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie przestępstwa przy przetargu na budowę systemu usług elektronicznych dla resortu. Śledztwo objęło okres od sierpnia 2011 do czerwca 2012 r. Szkoda, która miała powstać w wyniku tamtego przestępstwa, to 26 mln zł.

Piątkowe zawiadomienie, to nowa sprawa, niewynikająca bezpośrednio z tamtego zawiadomienia - zaznaczył Dobrzyński.

Według piątkowej „Rzeczpospolitej” chodzi o dyrektora Jarosława P., który nie pracuje już w resorcie, a w zawiadomieniu do wszczętego w lipcu śledztwa był też wskazany, jako odpowiedzialny za rozpisanie tamtego przetargu.

„Rzeczpospolita” podała, że sprawa dotyczy czterech przypadków zamówień z wolnej ręki. Chodzi m.in. o przetarg za 33 mln zł w ciągu trzech lat, na system informatyczny Sawa - ułatwiający obsługę dokumentów i informacji w sądach powszechnych oraz wart 136 mln zł projekt Centrum Świadczenia Usług Rejestrowych - tworzenie informatycznych rejestrów sądowych i udostępnianie danych firmom i obywatelom.

Gazeta podała, że zamówienie na system Sawa dostała sopocka spółka Krajowej Rady Komorniczej - Currenda. Resort uzasadniał, że wybrano go, bo 84 proc. sądów miało już program tej firmy, ale bez należących do firmy kodów źródłowych. Umowę z sopocką spółką rozwiązano w 2013 r.

CBA oprócz resortu sprawiedliwości prowadzi też kontrole w czterech innych resortach - nauki, kultury, spraw zagranicznych i sportu. W tym ostatnim sprawą zajmuje się już prokuratura, w resorcie nauki kontrola zakończyła się i trwają czynności pokontrolne, a w dwu pozostałych termin zakończenie kontroli, to maj.

 

CBA to służba specjalna, która od 2006 r. zajmuje się ściganiem przestępczości łapówkowej, sprawdzaniem oświadczeń majątkowych oraz przestrzeganiem zakazu łączenia funkcji publicznych z działalnością gospodarczą. Sprawdza m.in. procedury prywatyzacyjne i komercjalizacyjne, a także związane ze wspieraniem finansowym przedsiębiorstw, udzielaniem zamówień publicznych, przydzielaniem koncesji, zezwoleń i zwolnień podatkowych. (PAP)