O ile efekty wydania unijnych pieniędzy widać często gołym okiem, o tyle wynik budowania innej tożsamości nie jest tak prosty do uchwycenia; włodarze obu miast najchętniej opisują 10 w UE zrealizowanymi tu inwestycjami.

Prezydent Koszalina Piotr Jedliński podkreślił w rozmowie z PAP, że po wejściu Polski do UE samorząd skorzystał z możliwości dofinansowania rozwoju praktycznie każdej dziedziny – od kultury, przez sport i edukację, po rewitalizację Parku Książąt Pomorskich, przebudowę Rynku Staromiejskiego (główny plac miasta) oraz wielomilionowe inwestycje drogowe.

Lista koszalińskich inwestycji dofinansowanych przez UE liczy 48 pozycji. Zbudowano nowoczesną filharmonię, halę widowiskowo-sportową, powstaje aquapark, tworzony będzie Inteligentny System Transportowy, który ma usprawnić ruch na drogach, rozwijana jest specjalna strefa ekonomiczna. „Korzyści są widoczne gołym okiem” – podsumował Jedliński.

Nie wszystko się udało. W styczniu br. ostatecznie upadł projekt uruchomienia portu lotniczego na dawnym wojskowym obiekcie w Zegrzu Pomorskim k. Koszalina. Miasto zabiegało o to przez kilkanaście lat, jednak musiało się poddać, bo zmiana „lotniskowej” polityki Brukseli spowodowała, że inwestycja musiałaby być realizowana w jednym, a nie w dwóch, planowanych etapach; Koszalina nie stać, by wyłożyć od razu ok. 100 mln zł.

Również wiceprezydent Słupska Andrzej Kaczmarczyk pierwszą dekadę polskiego członkostwa w UE opisuje jako „dziesięciolecie wielkiej budowy”. „Zrealizowaliśmy cały szereg inwestycji, o których śmiało można powiedzieć, że przeniosły nas na inny poziom cywilizacyjny. Chodzi np. o realizację wartego ponad 100 mln zł programu gospodarki wodno-ściekowej, czy remonty ulic” – powiedział.

W ciągu minionej dekady Słupsk pozyskał z UE na różnego rodzaju inwestycje i projekty ponad 365 mln zł. Do najciekawszych projektów społecznych należy wdrożenie systemu E-edukacji, dzięki któremu ponad 13 tys. słupskich uczniów ma dziś dostęp do platformy e-learningowej i dzienników elektronicznych.

Według wiceprezydenta Kaczmarczyka, „klamrami, które zepną pierwsze 10 lat Słupska w UE powinny być Park Wodny i Ring Miejski”. Aquapark nie będzie jednak zwieńczeniem pierwszej dekady Słupska w Unii. W drugiej połowie kwietnia br. inwestycja straciła 19,2 mln zł unijnej dotacji z programu operacyjnego woj. pomorskiego na lata 2007-2013. Marszałek rozwiązał umowę z winy miasta.

Prezydent Słupska uważa, że to efekt obstrukcji opozycyjnych radnych z PO i PiS, którzy mając większość storpedowali wszystkie jego próby pozyskania dodatkowych pieniędzy na budowę obiektu. Radni obarczają winą prezydenta, który w ich ocenie nie podjął z nimi konstruktywnego dialogu.

Aquapark zaczęto budować w 2011 r. Miał kosztować 57,7 mln zł i być gotowy w czerwcu 2012 r. Dwa lata później gotową w 70 proc. inwestycję wstrzymano rozwiązując umowę z wykonawcą z powodu opóźnienia. Kolejne firmy, które przymierzały się do dokończenia budowy, żądały dodatkowych pieniędzy. Miasto ich nie miało, a radni nie zgodzili się ani na proponowane przez prezydenta przesunięcia w budżecie, ani na rozłożenie finansowania inwestycji do 2019 r.

Na aquapark wydano dotychczas 42,5 mln zł. Do jego dokończenia potrzebne było jeszcze 33,9 mln zł. Miasto miało 16,5 mln zł. Szukało 17,4 mln zł, ale nie znalazło. Wykorzystane 2,9 mln zł z unijnej dotacji Słupsk będzie musiał zwrócić marszałkowi z odsetkami.

Szacowana na 192 mln zł mln zł budowa Ringu Miejskiego, czyli nowego, biegnącego przez Słupsk odcinka drogi krajowej nr 21 Ustka – Miastko, nie jest zagrożona. UE dała na to zadanie 163 mln zł. Firma, która wygrała przetarg na budowę, chce za prace 109 mln zł.

Cywilizacyjny skok obu miast dzięki unijnym funduszom trochę inaczej widzą naukowcy.

„Samorządy Koszalina i Słupska +wycisnęły brukselkę+ na ile się dało, przez co niejedna droga czy obiekt został zmodernizowany. Ale jakiegoś wielkiego pchnięcia do przodu to nie dało. Jest poczucie, że jak byliśmy województwem, było trudno, ale jednak lepiej, bo siedziało się na swoim” – powiedział PAP prof. Marek Dutkowski, kierownik Katedry Badań Miast i Regionów Uniwersytetu Szczecińskiego.

W jego ocenie oba miasta po reformie administracyjnej z 1999 r., cierpią na brak samosterowności i syndrom bycia drugim w województwie. „Utrata funkcji państwowych i dopływu pieniędzy budżetowych jest widoczna w Koszalinie i Słupsku. Przez ośrodki wojewódzkie tym miastom jest się po prostu trudno przebić” – zauważył profesor.

Według naukowca wynika to – jak mówił - z „braku pomysłu na Pomorze Środkowe; bo ani w Trójmieście, ani w Szczecinie nie ma chęci do +położenia się+ w sensie poprawienia dostępności tego subregionu. Droga krajowa nr 6 nie jest priorytetem ani dla Gdańska, który stawia na A1, ani dla Szczecina bardziej zainteresowanego trasą S3”. Impulsem rozwojowym, zdaniem profesora, mogłoby stać się odtworzenie woj. środkowopomorskiego.

„Gdyby powstało siedemnaste województwo, zarówno Szczecin jak i Trójmiasto zostałyby odciążone od balastu i mogłyby się skupić na swoich niebłahych przecież sprawach. Koszalin i Słupsk to peryferia dwóch peryferyjnych województw, w których to, co dobre, skupia się nad samym morzem, a 5 km dalej jest już gorzej” – podkreślił Dutkowski.

Jego zdaniem Koszalin i Słupsk „nie są źle zarządzane, nie popadają w ruinę, ale biorąc pod uwagę słabość zaplecza, pustkę gospodarczą wokół, ich sytuacja napawa pewnym pesymizmem”. „Cała nadzieja w tym, że biznes uratuje te miasta. Komuś się uda, znajdzie rynki i bez pomocy państwa zacznie się rozwijać. Że małe firmy zaczną urastać do średnich i one te miasta poniosą” – dodał profesor.

Z naukowcem zgadza się w tym prezes koszalińskiego oddziału Północnej Izby Gospodarczej Robert Bodendorf, który jednak nie przypisuje rozwoju Koszalina unijnym dotacjom, ale przedsiębiorstwom, które płacą podatki i zatrudniają mieszkańców. Aktywność samorządu prezes widzi głównie w „ułatwianiu funkcjonowania przedsiębiorców przez dostosowywanie infrastruktury do ich potrzeb lub uprzyjemnianie mieszkańcom czasu spędzanego po pracy”.

„W tych obszarach unijne dotacje okazały się pomocne. Samorząd zbyt mało jednak pracował do tej pory nad tym, aby dostosowywać kwalifikacje osób poszukujących pracy do rzeczywistych potrzeb przedsiębiorców, a do tego nie są potrzebne dotacje unijne, tylko dobra wola i pomysły” – uważa Bodendorf.

Na brak pomysłów wskazał też dr Marek Górka, politolog z Instytutu Polityki Społecznej i Stosunków Międzynarodowych Politechniki Koszalińskiej. „Koszalin się zmienia, widać inwestycje, ale jest problem z dynamiką tych zmian. Nie ma wyraźnego pomysłu na kierunek rozwoju. Brakuje inicjatyw społecznych, charyzmatycznych liderów” – podsumował dr Górka.

(PAP)