Sejmowa komisja Edukacji, Nauki i Młodzieży podczas prac nad rządowym projektem nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym oraz ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych zarekomendowała przyjęcie projektu z drobnymi, doprecyzowującymi poprawkami.

Przepisy, nad którymi pracuje Sejm – są one odpowiedzią na zobowiązania z expose premier Ewy Kopacz - umożliwiają utworzenie rządowego programu pomocy finansowej w pokryciu kosztów związanych ze studiami na zagranicznych uczelniach. Program - jak zakłada projekt nowelizacji - ma trwać 10 lat, a jego koszt wyniesie 336 mln zł. Z programu – jak szacuje resort nauki - skorzystać może w sumie ok. 700 studentów.

Projekt noweli zakłada, że o wsparcie w ramach programu będą się mogli ubiegać studenci po trzecim roku jednolitych studiów magisterskich lub ci, którzy uzyskali w ostatnim roku tytuł licencjata lub inżyniera - o ile dostaną się na studia na którejś z najlepszych uczelni świata.

W myśl projektu, rządowy program pomocy finansowej na pokrycie kosztów związanych ze studiami na zagranicznych uczelniach zostanie ustanowiony w formie uchwały przyjętej przez Radę Ministrów, na wniosek ministra nauki i szkolnictwa wyższego.

Zobacz: Państwo sfinansuje najzdolniejszym studia za granicą 

Uczestnikami programu - jak zakłada projekt - mogą być przede wszystkim obywatele polscy lub obywatele Unii Europejskiej i członkowie ich rodzin. Powinny to być osoby, które nie wcześniej niż w roku poprzedzającym zgłoszenie do programu ukończyły studia I stopnia lub trzeci rok jednolitych studiów magisterskich. O środki w programie mogą się ubiegać osoby, które nie mają jeszcze tytułu magistra i które zakwalifikowały się na studia magisterskie w jednej z najlepszych zagranicznych uczelni.

Zgodnie z rządowym projektem, student nie będzie musiał zwracać udzielonej mu pomocy finansowej, jeśli w ciągu 10 lat od ukończenia studiów na zagranicznej uczelni będzie odprowadzał w Polsce składki na ubezpieczenia społeczne i ubezpieczenie zdrowotne przez łączny okres 5 lat; albo jeśli zrobi w kraju doktorat.

Podczas prac sejmowej komisji przewodniczący Parlamentu Studentów RP Mateusz Mrozek wyraził obawy, czy takie zapisy rzeczywiście zagwarantują powrót uczestników programu do kraju. Przyznał, że aby spełnić te wymogi, wystarczy np. założyć w Polsce działalność gospodarczą i odprowadzać najmniejsze możliwe składki. Proponował, by wprowadzone zostały konkretne widełki kwotowe tak, aby uczestnik zwrócił przynajmniej istotną część pieniędzy, jakie otrzymał od państwa. "Mamy do czynienia z wielkimi pieniędzmi, które przeznaczamy na jedną osobę, a nie mamy żadnej pewności, że te pieniądze zwrócą się polskiemu podatnikowi" - zaznaczał.

Wiceminister nauki Daria Lipińska-Nałęcz odrzucając tę propozycję przyznała, że oszukanie państwa przez osoby, które dostaną się do programu jest mało prawdopodobne. "To nie jest ten typ człowieka, którego chcielibyśmy do programu pozyskać. To powinien być inny człowiek, za którego uczelnia w jakiś sposób poręcza. Jego dorobek powinien świadczyć o tym, że jest człowiekiem uczciwym, otwartym" - mówiła. Według niej zaufanie wobec uczestników może tu odnieść lepszy skutek niż restrykcyjne uregulowania.

Zobacz: Za nowelą w sprawie finansowania studiów za granicą opowiada się komisja finansów 

Projekt zakłada, że jeśli uczestnik programu z własnej winy nie podejmie lub nie ukończy studiów albo nie będzie robił postępów w nauce - np. nie zaliczy kolejnego semestru – będzie musiał zwrócić otrzymaną pomoc finansową.

Przedstawiciele polskich stowarzyszeń studenckich z zagranicy sugerowali, że pieniądze w ramach programu mogą nie zostać wydane optymalnie. Założyciel Federacji Polskich Stowarzyszeń Studenckich w Wielkiej Brytanii (PolSoc), Krzysztof Bar w rozmowie z PAP zwrócił uwagę na zbyt wąskie kryteria naboru do programu. "Istnieje obawa, że nie znajdzie się wystarczająco dużo kandydatów, którzy spełnialiby te kryteria i byliby zainteresowani skorzystaniem z oferty stypendialnej" - przyznał.

"Nasza intencja jest inna. Celem nie jest wykorzystanie za wszelką cenę 100 stypendiów. Jeśli zostaną nam pieniądze, być może w kolejnym roku będzie więcej aplikantów. Mamy określony pewien rozmiar programu. Jeśli w pierwszym roku będzie mniej kandydatów, to pieniądze i tak się nie zmarnują" - wyjaśniła podczas posiedzenia sejmowej komisji wiceminister Lipińska-Nałęcz.

Jak wynika z projektowanego przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego rozporządzenia do projektu noweli, studenci będą się mogli ubiegać o sfinansowanie studiów tylko na najlepszych uczelniach wskazanych w Akademickim Rankingu Uniwersytetów Świata. Mogą to być uczelnie z górnej piętnastki głównej listy lub uczelnie znajdujące się w pierwszej dziesiątce jednej z pięciu list branżowych rankingu. Zagraniczne stowarzyszenia polskich studentów uważają m.in., że warto poszerzyć listę tych uczelni oraz uwzględnić inne rankingi, aby nie opierać się wyłącznie na jednej metodologii wyboru najlepszych uczelni.

Projekt nowelizacji, przedłożony przez ministra nauki i szkolnictwa wyższego, przyjęła 17 lutego Rada Ministrów. 18 marca odbyło się w Sejmie I czytanie, a 9 kwietnia sejmowa komisja Nauki Edukacji i Młodzieży zakończyła pracę nad projektem nowelizacji. (PAP)