Mamy wreszcie - powiedział ekspert - startupy, czyli młode i bardzo nowatorskie firmy czy też spin-offy, które często powstają na uczelniach, bądź we współpracy z uczelniami. Tych drugich - podkreślił – mamy ciągle stosunkowo niewiele, biorąc pod uwagę ludzki potencjał naukowy i przedsiębiorczy, którym w Polsce dysponujemy. Według Olejnika "to nadal nowy kierunek rozwoju i powstawania polskich firm technologicznych".

To czego nam brakuje - kontynuował - w porównaniu z USA, Kanadą czy Wielką Brytanią - to angażowanie studentów, doktorantów czy kół naukowych do realizowania części prac badawczych i rozwojowych na różnym ich etapie. Ponadto - jak podkreślił - na polskich uczelniach technicznych większa część zajęć prowadzona być powinna przez praktyków biznesu, a firmy czy ich przedstawiciele chcący skorzystać z takiej możliwości, mogłyby mieć ułatwioną ścieżkę w tym zakresie.

"Promowanie takich działań i ich wsparcie ze strony uczelni w dużej mierze zaczynać powinno się na poziomie wydziałów, instytutów i organizacji studenckich. Znane są mi przykłady współpracy przedsiębiorstw z uczelniami, gdzie część z tych rozwiązań jest praktykowana" - mówił.

Zwrócił też uwagę na aspekt finansowy. Według Olejnika przedsięwzięcia innowacyjne wymagają inwestycji, które mogą przynieść efekt w perspektywie nawet 10-letniej. "W zakresie technologii opracowywanych na uczelniach może minąć 6-8-10 lat od momentu stworzenia technologii przez jej przebadanie, aż do wprowadzenia jej na rynek. Potrzeba więc funduszy bardziej długoterminowych i z większym stopniem ryzyka inwestycyjnego" - podsumował. (PAP)