Zgodnie z traktatem UE "dziewiątka" może zbudować wzmocnioną współpracę w tej sprawie. Inicjatorem listu była Francja, której prezydent zapowiedział wprowadzenie podatku od transakcji finansowych we Francji już od sierpnia br.

Zgodnie z komunikatem prasowym ministerstwa finansów Francji list ws. unijnej dyrektywy o podatku od transakcji finansowych podpisali we wtorek ministrowie: Niemiec, Austrii, Włoch, Belgii, Hiszpanii, Finlandii, Francji, Grecji i Portugalii.

"Podkreślając ich silne przekonanie, że taki podatek jest niezbędny na poziomie wspólnotowym zarówno by zapewnić sprawiedliwy wkład sektora finansowego w koszty kryzysu finansowego, jak i żeby poprawić regulację rynków finansowych, premier Włoch (jest jednocześnie ministrem finansów - PAP) i ministrowie ośmiu państw wyrażają pełne poparcie dla projektu dyrektywy" - poinformowano w przekazanym PAP komunikacie. Apelują do prezydencji duńskiej o "przyspieszenie prac", tak by pierwsze czytanie ws. dyrektywy odbyło się jeszcze w tym półroczu.

Jak podał francuski dziennik "Le Monde", źródła bliskie tego dossier wskazały, że dziewiątka może zawrzeć "wzmocnioną współpracę" w ramach traktatu UE i wprowadzić podatek u siebie, gdyby pozostałe kraje się sprzeciwiały.

Komisja Europejska 28 października oficjalnie zaproponowała podatek od transakcji finansowych (tzw. FTT - financial transaction tax) w UE od 2014 r. "To kwestia uczciwości" - tłumaczył wówczas szef KE Jose Barroso, wskazując na współodpowiedzialność sektora finansowego za obecny kryzys.

Podatek FTT miałby być nakładany na wszystkie transakcje instrumentami finansowymi przeprowadzane między instytucjami finansowymi, jeżeli co najmniej jedna ze stron transakcji znajduje się w UE. Ma być niski - obrót akcjami i obligacjami byłby opodatkowany według stawki 0,1 proc., a obrót instrumentami pochodnymi według stawki 0,01 proc.

KE liczy, że jeśli jej propozycja zostanie wdrożona w całej UE, może to dać około 55 mld euro rocznie. Pomysł polegał też na tym, aby część zysków z tego podatku (ok. 15-20 mld euro) trafiała do budżetu UE jako tzw. nowe źródło dochodu, a nie tylko do budżetów narodowych.

Na razie nie ma szans, by pomysł został wprowadzony globalnie. Tej inicjatywy nie popierają inne mocarstwa, w tym USA. W UE najbardziej sprzeciwiają się FTT Szwecja i Wielka Brytania. Brytyjczycy obawiają się, że taki podatek najbardziej dotknie londyńskie City. Oba kraje są poza strefą euro.

Także duńska prezydencja nie kryła sceptycyzmu. Kopenhaga uważa, że podatek, aby miał sens, powinien obowiązywać globalnie albo przynajmniej w całej UE.

"Zdaniem Danii sama propozycja Komisji Europejskiej nie jest bardzo solidna. Sama KE sugeruje, że może spowodować utratę setek tysięcy miejsc pracy" - powiedziała w styczniu dziennikarzom z Brukseli minister gospodarki Danii Margrethe Vestager. Chodzi o miejsca pracy, które mogłyby zostać stracone, gdyby po wprowadzeniu podatku uciekła z Europy część działalności bankowej i finansowej.

Najgorętszymi zwolennikami FTT są Berlin i Paryż. We wszelkich decyzjach w obszarze podatków wymagana jest w UE jednomyślność. Dlatego - wobec braku jednomyślności w Unii - dyplomaci obu krajów już wcześniej zapowiadali, że nie wykluczają, iż podatek zostanie ograniczony tylko do eurolandu albo nawet do mniejszej grupy państw (w ramach tzw. wzmocnionej współpracy), na co zezwala Traktat z Lizbony.

Z Brukseli Inga Czerny (PAP)