Jak zasygnalizował we wtorek pełniący obowiązki prezesa Katowickiego Holdingu Węglowego Zygmunt Łukaszczyk, może to się wydarzyć w ciągu paru godzin, ale również może przeciągnąć do następnego dnia.
W poniedziałek wieczorem w należącej do Katowickiego Holdingu Węglowego kopalni Mysłowice-Wesoła doszło najprawdopodobniej do zapalenia metanu. W strefie zagrożenia znajdowało się wówczas 37 górników. 36 wyjechało na powierzchnię, ogółem 31 trafiło do szpitali w Sosnowcu, Katowicach i Siemianowicach Śląskich. We wtorek rano w szpitalach przebywało nadal 28 górników, wśród nich 18 w Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich w stanie bardzo poważnym, zagrażającym życiu.
W kopalni przed południem wciąż trwały prace zmierzające do podjęcia poszukiwań ostatniego zaginionego górnika. „Komisja ds. wypadków ustala scenariusz – na dole rozciągnięta jest linia chromatograficzna, aby ustalić skład powietrza, w którym momencie ratownicy mogliby wejść i to wyrobisko penetrować. Jest ustalony mniej więcej scenariusz tych działań, natomiast wszystko zależy od warunków, od składu powietrza, od atmosfery, jaka tam panuje” - wyjaśnił Łukaszczyk.
Wcześniej szef sztabu akcji ratowniczej i główny inżynier energomechaniczny kopalni Grzegorz Standziak mówił dziennikarzom, że chodzi m.in. o wyeliminowanie grożącego potencjalnie ratownikom zagrożenia ponownym zapłonem czy wybuchem metanu. Ratownicy z grubsza wiedzą, gdzie zaginiony górnik się znajduje – na podstawie rozmów z pracownikami, którzy po wypadku opuścili ten rejon.
Ratownicy mają nadzieję, że w rejonie zdarzenia powinny być warunki, które pozwalają na przeżycie. Ze względu na poszukiwania pracownika nie zamknięto tam obiegu powietrza, jak to się zwykle robi w przypadku podziemnych pożarów. Łukaszczyk zasygnalizował jednak później, że ponieważ pomiary wskazują na obecność w wyrobisku pożaru, być może zapadnie decyzja o ograniczeniu dopływu powietrza – aby zdusić pożar i zmniejszyć niebezpieczeństwo.
Standziak rano mówił też m.in., że na podstawie wskazań kopalnianej aparatury określono dokładny czas zdarzenia, a także zinterpretowano je w ten sposób, że pod ziemią doszło nie tyle do zapalenia, co do wybuchu metanu. Przed południem jednak zweryfikował to Łukaszczyk. Jego zdaniem „mogło tam dojść do zapłonu metanu” - wybuch tego gazu poskutkowałby prawdopodobnie znacznie większymi zniszczeniami. Za najbardziej prawdopodobną przyczynę zdarzenia po. prezesa KHW uznał wypływ metanu z pustek po wcześniejszej eksploatacji, tzw. zrobów.
Na efekt poszukiwań zaginionego górnika – 42-letniego kombajnisty z 24-letnim stażem pracy, przed kopalnią czekał we wtorek jego ojciec, emerytowany górnik Franciszek Jankowski. „Mówią, że go szukają, ale nie mam nadziei. On był kombajnistą, mógł być w punkcie największego zagrożenia. Popytajcie się znajomych – najlepszy pracownik na kopalni. I tak zostanie tam na dole, jako najlepszy” – powiedział dziennikarzom.
Według mężczyzny dzień przed wypadkiem wśród pracowników kopalni pojawiły się informacje o zwiększonym zagrożeniu metanowym. „Kolega do syna dzwonił, jak jechaliśmy samochodem. Prawdopodobnie dzień wcześniej ludzie wiedzieli, że jest tam stężenie metanu, już tam nie powinni pracować” – mówił rozżalony ojciec.
Odnosząc się do tych pogłosek Łukaszczyk mówił we wtorek, że kopalnia Mysłowice-Wesoła to kopalnia wysokometanowa, gdzie stopień zabezpieczenia i monitoringu „jest bezwzględny i praktycznie posunięty do maksimum ostrożności”. Wyjaśnił, że czujniki, których pomiary są na bieżąco rejestrowane, monitorują szereg parametrów związanych z warunkami pod ziemią i eksploatacją. Zaznaczył też, że ok. godz. 18 w poniedziałek w tamtym rejonie nie odbywało się wydobycie – były prowadzone prace zabezpieczające, profilaktyczne, w związku z występującymi zagrożeniami.
Wypadek związany najprawdopodobniej z zapaleniem metanu miał miejsce w poniedziałek ok. godz. 20.55 na głębokości 665 m. W rejonie zagrożenia znajdowało się wówczas 37 górników. Część z nich wyjechała na powierzchnię samodzielnie, kolejni z pomocą ratowników. Do godz. 1.30 odnaleziono i wydobyto 36 pracowników. Jeden we wtorek ok. południa nadal był zaginiony.
Po wypadku do akcji ratowniczej skierowano zastępy ratowników. Rzecznik KHW Wojciech Jaros informował nocą, że ich pracę utrudniały dymy wskazujące na pożar - ratownicy pracowali w maskach z aparatami tlenowymi. Nad ranem m.in. zabudowywali sprzęt służący do analizy składu powietrza.
Przyczyny i okoliczności zaistniałego zdarzenia bada Okręgowy Urząd Górniczy w Katowicach pod nadzorem Wyższego Urzędu Górniczego w Katowicach. Swoje czynności jeszcze wieczorem podjęli też prokuratorzy Prokuratury Okręgowej w Katowicach i Prokuratury Rejonowej w Mysłowicach - przede wszystkim zabezpieczyli dokumentację związaną z ruchem ściany i zakładu. Pierwsze przesłuchania w ramach śledztwa zaplanowano jeszcze na wtorek.
Połączona kopalnia Mysłowice-Wesoła powstała 1 stycznia 2007 r. z połączenia dawniej odrębnych kopalń - Mysłowice i Wesoła. Jest uważana za zakład z dużym zagrożeniem metanowym. Obecnie eksploatacja węgla skupia się w Wesołej, a dawna kopalnia Mysłowice w centrum tego miasta wykorzystywana jest jedynie marginalnie. Po poniedziałkowym wypadku zakład całkowicie wstrzymał wydobycie.(PAP)