Tymczasem Komisja Europejska proponuje, by środkami zarządzały specjalna rada i komitet, w których mieliby się znaleźć przedstawiciele państw członkowskich, KE oraz Europejskiego Banku Inwestycyjnego.

"Zaproponowana przez KE propozycja, czyli zarządzanie funduszem przez +radę inwestycyjną+ i +komitet zarządzający+, jest rozbudową biurokracji i wydaje się niepotrzebne" - ocenił pełnomocnik rządu ds. polityki klimatycznej i wiceminister środowiska Marcin Korolec podczas piątkowego spotkania z dziennikarzami. Rada miałaby podejmować strategiczne decyzje co do tego, na co pójdą pieniądze, a komitet miałby zarządzać codziennymi operacjami.

Korolec przypomniał, że zgodnie z październikowym kompromisem, zarządzanie funduszem miało zostać oddane beneficjentom, czyli państwom członkowskim UE. Przy wyborze projektów, które uzyskałyby finansowanie, rolę miał odgrywać też Europejski Bank Inwestycyjny.

"To są pieniądze, które mają pracować na modernizację państw o niższym dochodzie i w związku z tym te państwa powinny mieć jak najwięcej do powiedzenia w jaki sposób wykorzystać te pieniądze, oczywiście zgodnie z założonymi celami czyli np. na projekty związane z efektywnością energetyczną, czy OZE" - powiedział wiceminister. Dodał, że jego zdaniem większość środków powinna być przeznaczona na rozproszoną energetykę, np. małe biogazownie rolnicze czy energetykę prosumencką.

Fundusz modernizacyjny ma pomóc dziesięciu najbiedniejszym państwom w UE, w tym Polsce, unowocześnić system energetyczny i pobudzić inwestycje przyczyniające się do zmniejszenia zużycia energii. Na ten cel przeznaczono ok. 310 mln pozwoleń na emisję, a środki z ich sprzedaży wesprą projekty w państwach członkowskich. 43 proc. ze sprzedaży tych pozwoleń (konkretna kwota będzie zależała od ceny pozwolenia na emisję) zostanie przyznanych Polsce, co przełoży się na miliardy złotych na inwestycje w modernizację energetyki.

Korolec zwrócił uwagę, że w Polsce mamy bardzo doświadczone instytucje takie jak Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej czy Bank Gospodarstwa Krajowego, które z powodzeniem realizują projekty ekologiczne. "Tym projektom towarzyszą też konkretne korzyści środowiskowe, np. uniknięcie emisji gazów cieplarnianych" - dodał.

Jego zdaniem, uprawnienia ze sprzedaży których będą finansowane projekty w ramach funduszu modernizacyjnego (2 proc. całej puli uprawnień), mogłyby się "znaleźć" w EBI jeszcze przed 2020 rokiem. "Bank mógłby je zacząć sprzedawać wcześniej tak by fundusz mógł od razu zafunkcjonować w 2020 roku" - ocenił Korolec.

W środę Komisja Europejska przedstawiła projekt dyrektywy dotyczący reformy unijnego systemu pozwoleń na emisję CO2 (Europejskiego Systemu Handlu Emisjami - EU ETS). Nowe regulacje mają zacząć obowiązywać między 2020 a 2030 r. Nowa dyrektywa ma przyczynić się do osiągnięcia przez Wspólnotę 40-proc. celu redukcji emisji CO2 w 2030 roku.

Nowe przepisy skonstruowane są w taki sposób, by firmom w UE bardziej opłacało się inwestować w efektywność energetyczną i technologie zmniejszające emisję, niż płacić za certyfikaty uprawniające do wypuszczania do atmosfery gazów cieplarnianych.

Korolec ocenił, że zdecydowana większość rozwiązań przedstawionych przez Komisję w środę (poza m.in. sposobem zarządzania funduszem modernizacyjnym), odzwierciedla porozumienie jakie państwa UE zawarły w październiku ub.r. "Przywileje, które Polsce zostały wtedy zagwarantowane, znalazły się w przepisach projektu dyrektywy" - zaznaczył pełnomocnik.

Zaznaczył jednak, że "jesteśmy na początku wielomiesięcznego procesu dyskusji" nad propozycjami KE. Formalnie negocjacje rozpoczną się we wrześniu. (PAP)