Gdyby nie nowelizacja, uczelnie miałyby czas do 30 czerwca 2016 r., by dostosować swoje nazewnictwo do obowiązujących przepisów Prawa o szkolnictwie wyższym. Chodzi o możliwość używania w nazwie uczelni wyrazów takich jak: "uniwersytet", "politechnika", "akademia", a także uniwersytet tzw. przymiotnikowy (np. "uniwersytet przyrodniczy").
Możliwość używania każdej z tych nazw wiąże się z koniecznością posiadania przez jednostki uczelni konkretnej liczby uprawnień do nadawania stopnia naukowego doktora - w określonych dziedzinach wiedzy.

Nie wszystkie uczelnie spełniają ustawowe wymogi. Resort nauki informował, że samych uniwersytetów, które wciąż wymogów nie spełniają, jest obecnie sześć. To m.in. Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, Uniwersytet Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, Uniwersytet Rzeszowski, Uniwersytet Szczeciński i Uniwersytet w Białymstoku, a także Katolicki Uniwersytet Lubelski. Gdyby nie nowelizacja, kłopoty z zachowaniem nazwy miałyby też niektóre uniwersytety "przymiotnikowe" czy akademie.
Nie chodzi o to, że poprzeczka dla uczelni nie jest ustawiona za wysoko, tylko w nieodpowiedni sposób - przekonywał wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego Aleksander Bobko podczas dyskusji nad nowelizacją w parlamencie. Dla niektórych uniwersytetów problemem może być np. konieczność zdobywania uprawnień w dziedzinach technicznych, nie zawsze będących w obszarze ich zainteresowań.
Bobko zwrócił uwagę, że trwają już prace nad zupełnie nową ustawą dotyczącą uczelni, która może być przygotowana w ciągu 2 lat. Jego zdaniem w nowych przepisach sprawa nazewnictwa uczelni byłaby uregulowana na nowo.
Wymogi, jakie muszą spełnić uczelnie aby móc używać poszczególnych nazw, zawarto w Prawie o szkolnictwie wyższym z 2005 r. Okazało się jednak, że czas na dostosowanie nazw był zbyt krótki, dlatego w 2009 r. nowelizowano ustawę i przesunięto ten obowiązek o sześć lat. (PAP)

Dowiedz się więcej z książki
Akta karne dla aplikantów
  • rzetelna i aktualna wiedza
  • darmowa wysyłka od 50 zł