Szef komisji Adam Szejnfeld (PO) chciał, by prace nad projektem nowelizacji ustaw mających za zadanie ułatwić dostęp do 50 zawodów zakończyć jeszcze w czwartek. Po wielu godzinach dyskusji nad poszczególnymi poprawkami poseł Józef Racki (PSL), popierany przez innych parlamentarzystów (poza PO), zwrócił się o przerwanie posiedzenia. Zdecydowano, że na kolejnym posiedzeniu komisja rozstrzygnie o konkretnych prawnych zapisach co do sposobu otwarcia zawodu notariusza.

W czwartek, po burzliwej dyskusji, większość komisji zdecydowała o wyborze propozycji Szejnfelda dot. tego, jak ukształtować dostęp do zawodu notariusza. Przepadły propozycje zgłaszane przez PiS, PSL i SLD. Poprawka Szejnfelda zakłada likwidację instytucji asesora notarialnego (osoba po aplikacji i zdanym egzaminie zawodowym, a przed nominacją na notariusza, gdy asesor zdobywa doświadczenie terminując w kancelarii innego notariusza). W zamian za to Szejnfeld proponuje wydłużenie z 2,5 roku do 3,5 roku aplikacji notarialnej.
 
Prezes Krajowej Rady Notarialnej Tomasz Janik, obecny na posiedzeniu, nie krył zaskoczenia takim obrotem sprawy. Jak mówił, kształt propozycji deregulacji jego zawodu był wiele miesięcy negocjowany z Ministerstwem Sprawiedliwości, a poprawki miały inny kształt niż te przyjęte przez komisje. Rządowy projekt utrzymywał asesurę, ale proponował też - przy sprzeciwie notariuszy - wprowadzenie "notariusza na próbę", czyli możliwości nominowania przez ministra notariusza na trzy lata, w trakcie których rejent działałby pod nadzorem patrona - a dopiero potem uzyskiwałby bezterminową nominację.
 
Posłowie zakończyli prace nad zasadami deregulacji m.in. zawodów adwokata, radcy prawnego, przewodników turystycznych, rzeczoznawców, administratorów i zarządców nieruchomości. Do wszystkich tych zapisów posłowie PiS Krystyna Pawłowicz i Przemysław Wipler mieli poprawki jeszcze bardziej poszerzające dostęp do tych profesji, niż proponował to rząd. Propozycje te nie zyskały jednak większości w komisji, poza nielicznymi przypadkami, gdy np. komisja zgodziła się na wniosek PiS, by bibliotekarzami mogły zostać osoby o wykształceniu średnim, a nie wyższym, jak proponowano.