W stolicy na protesty zareagowali hinduscy nacjonaliści, w tym wielu prawników, oskarżając studentów o antyindyjskość.

W czwartek studenci co najmniej w 10 indyjskich miastach wyszli na ulice, krytykując zatrzymanie Kanhaiyi Kumara, przewodniczącego studenckiego związku na prestiżowym Uniwersytecie Jawaharlala Nehru w Delhi. Zatrzymano go w piątek w związku z udziałem w wydarzeniach, podczas których skandowano antyindyjskie hasła.

Oburzenie studentów zwiększyły pokazane w telewizji sceny brutalnego doprowadzenia Kumara przez policję na środowe przesłuchanie w sądzie. Sąd nałożył na niego dwutygodniowy areszt.

Kumar zaprzeczył w środę, jakoby wznosił wrogie Indiom okrzyki podczas manifestacji z 9 lutego z okazji rocznicy wykonania w 2013 roku wyroku śmierci przez powieszenie na kaszmirskim separatyście Mohamadzie Afzalu Guru, skazanym za atak terrorystyczny na indyjski parlament w 2001 roku.

Aresztowanie Kumara wywołało w Indiach żywe dyskusje na temat wolności słowa.

W Delhi studenci w czwartek zebrali się na kampusie, by pomaszerować do centrum miasta, ale według policji nie otrzymali zgody na przeprowadzenie protestu. W Madrasie policja aresztowała 40 studentów. W Kalkucie policję postawiono w stan gotowości; na tamtejszym kampusie uniwersyteckim odbyły się wiece przeciwstawnych ugrupowań studenckich. Te związane z rządzącą Indyjską Partią Ludową (BJP) premiera Narendry Modiego domagały się surowego potraktowania Kumara, oskarżanego o antyindyjskość.

Protesty doprowadziły do oskarżeń pod adresem rządu Modiego i BJP o prześladowania dysydentów w imię patriotyzmu.

Po rozpoczęciu się protestów szef indyjskiego MSW Rajnath Singh na Twitterze umieścił informację, że wykrzykiwanie antyindyjskich haseł nie będzie tolerowane.

Natychmiastowego uwolnienia Kumara zażądała organizacja obrony praw człowieka Amnesty International. Szefowa AI na Indie Tara Rao powiedziała, że "prawo dotyczące buntu służyło Brytyjczykom do ograniczania wolności słowa podczas walki o niezależność Indii".

Jak pisze agencja AFP, za bunt grozi kara dożywotniego więzienia, ale orzekanie jej zdarza się rzadko. Przepisy dotyczące buntu zabraniają podżegania do "niezadowolenia" wobec rządu.(PAP)