Zgodnie z projektem resort edukacji będzie zobowiązany do stopniowego wyposażenia uczniów klas I-III szkół podstawowych w bezpłatne podręczniki oraz do zapewnienia dotacji celowej na zakup podręczników dla uczniów klas IV-VI i gimnazjalistów. Docelowo do 2017 r. wszyscy uczniowie szkół podstawowych i gimnazjów będą mieli zapewnione darmowe podręczniki, które będą własnością szkół wypożyczaną szkołom.
"Docelowo chcemy doprowadzić do sytuacji, gdy podręczniki staną się wieloletnie, będą własnością szkoły wypożyczaną uczniom. Będą służyć im przez co najmniej trzy lata. Będą finansowane z budżetu państwa" - powiedziała w Sejmie minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska. Przypomniała, że w ostatnich latach ceny podręczników znacznie wzrosły, w efekcie rodzinom jest coraz trudniej wyposażyć dzieci do szkoły.
Urszula Augustyn (PO), rekomendując dalsze prace nad projektem, podkreśliła m.in., że zaproponowano w nim kompleksowy system. "To systemowe, bardzo odważne rozwiązanie. Myślę, że warto dołożyć wszystkich starań byśmy to rozwiązanie zrobili jak najlepsze" - powiedziała. "Ten projekt przyczyni się do odciążenia rodziców z wydatków szkolnych" - zaznaczył Artur Bramora (PSL). Podkreślił, że wychodzi on na przeciw oczekiwaniom społecznym.
Zbigniew Dolata (PiS) przypomniał, że jego ugrupowanie od dawna zwraca uwagę na bardzo wysokie ceny podręczników, które - jak mówił - są m.in. efektem kolejnych zmian w edukacji wprowadzanych za koalicji rządowej PO-PSL. Podkreślił, że podręcznik nie może być traktowany jak produkt rynkowy. Jednocześnie zgłosił wątpliwości dotyczące zapisów projektu. Pytał, dlaczego w systemie darmowych podręczników nie uwzględniono uczniów szkół ponadgimnazjalnych, i czy nie doszło tu do "dealu z wydawcami", którzy w zamian za zmiany dotyczące podręczników dla najmłodszych będą mogli łupić najstarszych.
O to dlaczego w systemie nie uwzględniono podręczników dla szkół ponadgimnazjalnych pytała też Marzena Wróbel (Solidarna Polska). "My też deklarujemy wolę dalszych prac nad tym projektem, choć podzielamy wiele obaw" - zaznaczyła. "Dobrze, że rząd zauważył, że sytuacja na rynku podręczników stała się patologiczna" - oceniła.
Deklaracje chęci dalszych prac nad projektem ze względu na jego ostateczny cel - darmowy podręcznik - złożyli także posłowie SLD i Twojego Ruchu. Oni również zgłosili szereg wątpliwości co do zapisów. Piotr Paweł Bauć (TR) zwrócił uwagę na to, że projekt ma być rozpatrywany przez parlament w trybie pilnym. Jego zdaniem, stało się już normą, że rzeczy ważne omawiane są w ten sposób. Przypomniał, że zbliżają się wybory. "Teraz kiełbasą wyborczą stały się podręczniki" - ocenił.
Poseł Twojego Ruchu odniósł się też do zapisów poprzedniej małej nowelizacji ustawy dotyczącej podręczników, dającej prawo ministrowi edukacji zlecania opracowywania i wydawania podręczników. "Kiedy przegracie wybory (...), to Antoni Macierewicz napisze swój podręcznik jeden dla wszystkich. To będzie oczywiście podręcznik do historii i geografii Europy. Pani prof. Krystyna Pawłowicz napisze podręcznik do WDŻ (wychowanie do życia w rodzinie)" - powiedział Bauć.
O to, czy w przyszłości każdy rząd i każdy minister będą mogli pisać własne podręczniki pytał też Artur Ostrowski (SLD). On także pytał o tempo prac nad projektem i nad podręcznikiem dla klas I szkół podstawowych. "Nauczyciele dostaną we wrześniu podręcznik, którego nie znają i rozpocznie się eksperyment na dzieciach" - ostrzegał. Pytał, czy nie lepiej za te same środki, które są na niego przeznaczone z budżetu nie wyposażyć dzieci w gotowe podręczniki obecne na rynku, dostosowane do nowych wymagań. Mówiąc o wpływie nowelizacji na rynek wydawniczy przestrzegł, że może ona naruszyć konstytucję poprzez złamanie "zasady ochrony interesów w toku".(PAP)

Polecamy:  Wkrótce kolejne zmiany w prawie oświatowym

Reforma ws. rządowego podręcznika będzie jednym z głownych tematów III zjazdu Akademii Zarządzania Dyrektora Szkoły>>