Miasta i gminy muszą zmienić numer buta
Skala spadku liczby ludności i urodzeń zmusza samorządy do rewizji długofalowych planów. Żadne z miast w Polsce nie osiągnęło wskaźnika, który gwarantuje zastępowalność pokoleń. Mniej mieszkańców oznacza wyższe koszty jednostkowe utrzymania infrastruktury i usług publicznych, a w perspektywie poważne wyzwania dla oświaty, mieszkalnictwa i planowania przestrzennego. Eksperci wskazują, że samorządowcy muszą przestawić się na zarządzanie kurczeniem się gmin.

Krzysztof Iwaniuk jest wójtem gminy Terespol, położonej na wschodzie Polski przy granicy z Białorusią, od 1992 roku. Opowiada, że obecnie, w co w piątym domu - a im dalej od Terespola, tym nawet częściej - mieszka wdowa w wieku 65 lat i więcej. Gmina z roku na rok się starzeje. Jeszcze kilka lat temu rodziło się tam ok. 70 dzieci rocznie, w 2025 r. na świat przyszły zaledwie 24. Przy założeniu, że nikt z rodziców nie wyjedzie, za siedem lat może uda się utworzyć z tych dzieci jedną klasę. A dziś w gminie funkcjonują 4 szkoły.
W ciągu ostatnich pięciu lat, liczba mieszkańców zmniejszyła się o 13 procent, a w okolicznych gminach nawet o 15 procent. Współczuje temu, kto przyjdzie po mnie zarządzać gminą – wzdycha wójt Iwaniuk.
Wstępne dane GUS wskazują, że tylko w ubiegłym roku Polsce ubyło 157 tys. obywateli. Niemal 80 proc. polskich gmin traci mieszkańców, w małych gminach wiejskich (do 5 tys. mieszkańców) odsetek ten sięga aż 84 proc. Samorządowcy potwierdzają ten obraz. Blisko 71 procent sekretarzy jednostek samorządu terytorialnego w badaniu przeprowadzonym przez Fundację Rozwoju Demokracji Lokalnej im. Jerzego Rogulskiego przyznało, że ich jednostka odnotowała spadek liczby mieszkańców w ciągu ostatnich pięciu lat. Ponad 81 procent ankietowanych ocenia zmiany demograficzne jako duże lub bardzo duże wyzwanie dla swojej jednostki - przede wszystkim przedstawiciele małych miasteczek i miast powiatowych.
Z kolei Raport Unii Metropolii Polskich „Starzejące się miasta. Przemiany demograficzne prognozowane do 2050 r. a wyzwania największych polskich miast” pokazuje, że problemy demograficzne dotkną także metropolie. Tylko w 3 z 12 miast UMP do 2050 r. nastąpi nieznaczny wzrost liczby mieszkańców: w Warszawie (o 2 proc.), Krakowie (o 4 proc.) oraz Rzeszowie (o 4 proc.). W pozostałych miastach spodziewany jest spadek liczby mieszkańców – od 1 proc. w Gdańsku do 24 proc. w Bydgoszczy. Jednocześnie do 2050 r. liczba osób w wieku emerytalnym we wszystkich miastach UMP wzrośnie z 1,6 mln do 2 mln (o 19 proc.), a w Polsce ogółem – z 8,8 mln do 11,2 mln (o 27 proc.) w porównaniu z 2023 r. W konsekwencji udział tej grupy w całej populacji zwiększy się w miastach UMP z 24 do 31 proc., a w skali kraju – z 23 do 34 proc. Na tle miast UMP w 2050 r. najstarsze demograficznie będą Bydgoszcz i Łódź – seniorzy będą tam stanowić po 37 proc. mieszkańców. Największego przyrostu liczby osób w wieku sędziwym (80+) doświadczą miasta Polski Wschodniej: Rzeszów (o 64 proc.), Białystok (o 56 proc.) oraz Lublin (o 44 proc.). Poza nimi relatywnie duży wzrost liczby najstarszych mieszkańców prognozowany jest także w Szczecinie – o 53 proc
Za dwa pokolenia - z miasta będzie miasteczko
O ile wcześniej depopulacja miasteczek i wsi wynikała głównie z migracji do większych ośrodków lub za granicę, o tyle teraz głównym jej motorem jest brak urodzeń. Dane statyczne są nieubłagane:
- w 2020 roku urodziło się 355 tys. dzieci,
- w 2024 r. już 252 tys.
- w 2025 r. – tylko 238 tys.
W ciągu pięciu lat to spadek aż o 117 tysięcy - to tyle, jakby zniknęły trzy średniej wielkości miasta powiatowe. Zwiększa się liczba miast, w których nie urodziła się wystarczająca liczba dzieci do utrzymania nawet jednego oddziału szkolnego.
Jak wylicza w podcaście „Międzymiastowa” Janusz Szewczuk, doradca strategiczny Związku Miast Polskich, dane za 2024 rok wskazują, że żadne z miast w Polsce nie osiągnęło wskaźnika, który gwarantuje zastępowalność pokoleń, czyli 2,1. Najlepszy wynik to 1,75, najgorszy 0,3. Ponad 100 miast małych, peryferyjnych lub tzw. rekreacyjnych, położonych w pasie nadmorskich lub górskim, miało wskaźnik poniżej poziomu 0,7. To zdaniem ekspertów demografii oznacza, że w ciągu dwóch pokoleń te miasta po prostu znikną.
W około 700 miastach w ciągu dwóch pokoleń pozostanie jedynie jedna czwarta ludności, czyli z miasta liczącego dziś 40 tys. mieszkańców zostanie około 10 tys., z czego połowa to będą seniorzy – wskazuje Janusz Szewczuk.
Czytaj też w LEX: Szanse i utrudnienia deinstytucjonalizacji usług społecznych dla osób starszych mieszkających na wsi – wnioski z badań jakościowych >
Samorządowcy muszą zmienić podejście do inwestowania
Jak wskazują autorzy badania dla Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej "Wiedza bez strategii. Demograficzne wyzwania samorządów" większość samorządowców samorządowcy jest świadoma, że prognozy demograficzne powinny mocniej kształtować lokalne planowanie. A jednak gminy wyludniające się i gminy rosnące podejmują decyzje w bardzo podobny sposób.
Świadomość zagrożenia nie zmienia profilu priorytetów ani częstotliwości sięgania po dane demograficzne - puentują autorzy badania.
Eksperci wskazują, że spadek liczby ludności o połowę, oznacza proporcjonalny wzrost kosztów jednostkowych utrzymania infrastruktury: wody, ścieków, energii, komunikacji miejskiej. Utrzymywanie wszystkiego, co gminy teraz utrzymują, może okazać się zbyt kosztowne i pociągnąć w dół całą gminę.
Czytaj też w LEX: Zmiany demograficzne – konieczność działań na terenach wiejskich >
Problem dotyczy także mieszkalnictwa. O ile wciąż jest głód mieszkaniowy, to za 20 lat, wiele polskich samorządów może borykać się z nadmiarem mieszkań. Już teraz w województwie dolnośląskim różnice w cenach między obszarami wzrostu a depresji demograficznej są trzykrotne. Niektórzy eksperci przedstawiają czarne scenariusze, że za dwie, trzy dekady, także w Polsce powtórzy się model z Hiszpanii, gdzie za jedno euro będzie można kupić pustostan.
Czytaj też w LEX: Efektywności polityki mieszkaniowej w Polsce w świetle wyników badania luki czynszowej w latach 2010-2022 >
Eksperci wymieniają też błędy planistyczne.
Miasta, które już mają problemy związane z depopulacją, muszą zacząć myśleć, jak dopasować się do tego, że nie będą miały 100 tys. mieszkańców, ale 50 tys. mieszkańców, z czego większość to będą seniorzy – wskazuje Ryszard Grobelny, dyrektor Biura Związku Miast Polskich, specjalista w zarządzaniu i restrukturyzacji administracji publicznej.
Zarządzanie kurczeniem się
Zdaniem Marcina Wojdata, dyrektora ds. analiz i badań Unii Metropolii Polskich, samorządowcy nie mają dziś wyboru, muszą radykalnie zmienić sposób myślenia o funkcjonowaniu swoich jednostek.
Muszą przestawić się na myślenie o tym, jak ich gminy będą wyglądały za 10–15 lat. Tym bardziej, że nie istnieje jedna, uniwersalna recepta na to, jak reagować na wyzwania demograficzne. Każda gmina znajduje się w innej sytuacji: ma odmienną historię, inną strukturę społeczną i różne prognozy demograficzne. Wspólne są natomiast wyzwania, z którymi wszystkie będą musiały się zmierzyć – podkreśla Marcin Wojdat.
Czytaj też w LEX: Uchwały rad gmin uczestniczących w rządowych i ministerialnych programach dotyczących pomocy społecznej >
Według niego duże miasta już dziś powinny w większym stopniu koncentrować się na rozwoju usług wsparcia i opieki dla osób starszych. Zwraca uwagę, że włodarze gmin otaczających metropolie - tzw. gmin obwarzankowych, które nie mają problemów demograficznych, wprost przeciwnie - ich liczba rośnie, inwestując w usługi poprawiające komfort życia mieszkańców, takie jak żłobki, przedszkola i szkoły, także z tytułu głowy powinni mieć hasło: depopulacja. Za kilkanaście lat sytuacja ta może się diametralnie zmienić. Dlatego już teraz infrastruktura publiczna powinna być projektowana elastycznie – tak, aby za 20 lat mogła pełnić inne funkcje publiczne, na przykład związane z opieką i wsparciem osób starszych.
Czytaj też w LEX: Nowa rola samorządu terytorialnego w państwie współczesnym >
Zdaniem eksperta, wyzwaniem społecznym, zwłaszcza w dużych miastach, jest kwestia integracji migrantów, którzy w pewnym stopniu spowalniają proces depopulacji. Konieczna jest również dyskusja o zmianach w prawie. Tam, gdzie samorządy nie są w stanie samodzielnie realizować swoich zadań, np. w edukacji, powinny mieć możliwość szerszej współpracy z innymi gminami. Są bowiem w Polsce gminy, w których w 2025 r. nie urodziło się ani jedno dziecko. To oznacza, że za kilka lat nie będzie możliwe utworzenie nawet pierwszej klasy w szkole prowadzonej przez samorząd.
Depopulacja jest wyzwaniem nie tylko dla gmin, ale również dla państwa, które będzie musiało na nowo zorganizować funkcjonowanie instytucji publicznych i całego systemu usług tak, aby odpowiadały one na zmieniające się potrzeby lokalnych społeczności. Kluczowe będzie znalezienie równowagi, z jednej strony nie można rezygnować z lokalnej tożsamości, z drugiej - trzeba zapewnić sprawne funkcjonowanie administracji i usług publicznych dostosowanych do zupełnie innej struktury społecznej – uważa Wojdat.
Czytaj też w LEX: Usługi społeczne na rzecz społeczności lokalnych – rola organizacji pozarządowych >
Podkreśla, że samorządowcy muszą odejść od dotychczasowego myślenia o rozwoju rozumianym jako ciągła rozbudowa infrastruktury – kolejne szkoły, place zabaw czy domy kultury. Coraz częściej potrzebne jest „zarządzanie kurczeniem się” wspólnot lokalnych. Warto sięgać po doświadczenia samorządów Europy Zachodniej, które z problemem depopulacji mierzą się od ćwierć wieku, m.in. we wschodnich landach Niemiec po zjednoczeniu kraju. Tam odpływ mieszkańców doprowadził do powstania licznych pustostanów, zarówno mieszkaniowych, jak i użytkowych. Jedną z odpowiedzi był program, w ramach którego zdecydowano się na „skompresowanie” funkcjonowania miast, polegające na wyburzaniu zbędnej zabudowy na obrzeżach i zachęcanie mieszkańców do przeprowadzki bliżej centrów. Zwiększenie gęstości zaludnienia pozwala utrzymać usługi publiczne na odpowiednim poziomie. Przykład Lipska pokazuje, że takie działania mogą przynieść efekty – dziś miasto należy do najbardziej dynamicznie rozwijających się miast w Niemczech, jeśli chodzi o liczbę ludności.
To właśnie umiejętność zarządzania kurczeniem się, a nie tylko rozwojem, staje się jednym z najważniejszych wyzwań dla polskich samorządów w nadchodzących latach – podkreśla Wojdat.
Czytaj też w LEX: Struktury i procesy demograficzne jako determinanty decyzji podejmowanych przez samorządy terytorialne >
Janusz Szewczuk mówi o koncepcji resizingu (zmiany rozmiaru). Polega ona na koncentracji działań wokół „masy krytycznej” – centrów usługowych i funkcjonalnych, które miasto jest w stanie utrzymać. Reszta nieefektywnej infrastruktury powinna być sukcesywnie redukowana. Szewczuk podkreśla, że to nie jest koncepcja „zwijania miast”, ale inwestowania w ich przyszłość.
Przy takim poziomie dzietności i takiej strukturze wieku mieszkańców konieczna jest zmiana skali funkcjonowania miasta – mówiąc kolokwialnie, trzeba zmienić numer buta – podsumowuje Janusz Szewczuk.
Czytaj też w LEX: Prawno-ekonomiczne uwarunkowania pracy w domach pomocy społecznej w kontekście starzenia się populacji >








