Ptaki i bobry mogą przegrać z nowym prawem
Przygotowany przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska projekt zmian w ustawie o ochronie przyrody wprowadza szereg pożytecznych zmian, takich jak zakaz dokarmiania zwierząt chronionych czy wyższe kary za zaśmiecanie lasów. Jednocześnie, jak wskazują środowiska przyrodnicze, osłabia ochronę ptaków i bobrów. Zastrzeżenia dotyczą m.in. przesłanek dopuszczających ingerencję w siedliska ptaków oraz warunków wypłaty odszkodowań za szkody wyrządzane przez bobry.

Resort klimatu i środowiska zabrał się za porządkowanie przepisów dotyczących ochrony środowiska. Zdaniem resortu obecne regulacje ustawy o ochronie przyrody nie zapewniają wystarczająco skutecznych narzędzi jej ochrony.
Szereg rozwiązań obowiązuje od ponad 20 lat i nie był przedmiotem gruntownej weryfikacji i uaktualnienia od czasu wejścia w życie tej ustawy. Część rozwiązań okazała się w praktyce niewystarczająca lub nie pozwala na skuteczne zarządzanie i ochronę obszarów chronionych – podają w uzasadnieniu autorzy projektu.
Wśród proponowanych rozwiązań są m.in. wprowadzenie możliwości użycia amunicji gumowej do płoszenia niedźwiedzi i żubrów, zakaz dokarmiania i wabienia zwierząt chronionych czy podniesienie kar za zaśmiecanie lasu, ale przyrodnicy zwracają uwagę też niebezpieczne zapisy, które odnoszą się do siedlisk bobrów oraz siedlisk ptasich.
Presja na usuwanie żeremi?
Nowelizacja przewiduje zmianę art. 126 ustawy o ochronie przyrody. Skarb Państwa ma odpowiadać za szkody w mieniu wyrządzone przez żubry, wilki, rysie, niedźwiedzie i bobry. W obecnej wersji odpowiada za określone szkody wyrządzone przez zwierzęta:
- żubry - w uprawach, płodach rolnych lub w gospodarstwie leśnym;
- wilki i rysie- w pogłowiu zwierząt gospodarskich;
- niedźwiedzie - w pasiekach, w pogłowiu zwierząt gospodarskich oraz w uprawach rolnych;
- bobry - w gospodarstwie rolnym, leśnym lub rybackim.
Odszkodowanie nie będzie przysługiwać osobom, które nie wykonały czynności mających na celu ograniczenie szkody (np. niszczenie, usuwanie, uszkadzanie tam, nor, żeremi), określonych w zarządzeniu regionalnego dyrektora ochrony środowiska, chyba że ich wykonanie nie było możliwe z przyczyn od nich niezależnych.
Taki kierunek budzi poważne wątpliwości z perspektywy ochrony przyrody, ponieważ są to elementy środowiska o istotnym znaczeniu ekologicznym i hydrologicznym. Wspierają naturalną retencję, sprzyjają zachowaniu wilgoci w krajobrazie i tworzą warunki korzystne dla wielu innych organizmów. Z punktu widzenia adaptacji do zmiany klimatu oraz ochrony różnorodności biologicznej potrzebne są rozwiązania wzmacniające trwałość tych siedlisk, a nie mechanizmy zwiększające presję na ich usuwanie – komentuje Szymon Żuławiński ze Stowarzyszenia „Nasz Bóbr”.
Korzystne dla inwestorów, niekorzystne dla ptaków
Istotne zastrzeżenia budzi również proponowana zmiana art. 56 ust. 4 i 4a. Przepisy te określają przesłanki dopuszczalności odstępstw od zakazów obowiązujących wobec gatunków chronionych. Zmiana polega na dopuszczeniu niszczenia gniazd i siedlisk ptasich ze względu na „słuszny interes strony”.
Jeżeli ustawodawca osłabiłby obecny standard i dopuścił szersze uzasadnianie ingerencji w siedliska ptaków, oznaczałoby to odejście od bardziej restrykcyjnego modelu ochrony w obszarze szczególnie wrażliwym przyrodniczo. Z prawnego punktu widzenia byłaby to zmiana istotna, ponieważ przesłanki derogacyjne w ochronie gatunkowej powinny być interpretowane ściśle, a nie rozszerzająco – tłumaczy Szymon Żuławiński.
Siedlisko ptaków może oznaczać konkretne drzewo czy krzew, na którym ptak np. żeruje czy odpoczywa, ale też całą łąkę czy las, w którym żyje. Zdaniem autorów projektu, obecnie brak jest przesłanki pozwalającej na zniszczenie siedliska ptaków we wszystkich sytuacjach, w których jest to niezbędne, nawet wtedy, gdy działanie to pozostawałoby bez szkody dla gatunku – dozwolone jest to wyłącznie w sytuacjach wystąpienia nadrzędnego interesu publicznego. Stan ten uniemożliwia więc realizację szeregu inwestycji na obszarach, stanowiących siedliska ptaków, nawet tych pospolicie występujących.
- Siedliska ptaków, także gatunków występujących stosunkowo pospolicie, nie mają znaczenia wyłącznie dla samych ptaków. Są częścią szerszego systemu przyrodniczego, podtrzymują różnorodność biologiczną i zapewniają usługi ekosystemowe istotne także dla ludzi. Ma to szczególne znaczenie na obszarach miejskich, gdzie miejsca stanowiące ostoję ptaków współkształtują lokalny mikroklimat, ograniczają skutki przegrzewania się przestrzeni zurbanizowanych i wpływają na dobrostan mieszkańców - wyjaśnia Szymon Żuławiński.
Ministerstwo Klimatu i Środowiska wskazuje, że proponowana zmiana będzie zgodna z dyrektywą ptasią i przyczyni się do usprawnienia procesu wydawania zezwoleń na odstępstwo od zakazu niszczenia siedlisk ptaków, które od wprowadzenia zmiany będzie również możliwe w sytuacji wystąpienia słusznego interesu strony (np. przy budowie domu).
Inaczej uważa jednak Maria Włoskowicz, prawniczka z Fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi.
W naszej ocenie przepis jest sprzeczny z dyrektywą ptasią. Choć dyrektywa nie wprowadza wprost zakazu niszczenia siedlisk ptaków, to przyznaje im szczególną ochronę. Na jej podstawie Polska jest zobowiązana do zachowania lub przywrócenia wystarczającej różnorodności i obszaru siedlisk, utrzymania i gospodarowania naturalnymi siedliskami zgodnie z ich potrzebami ekologicznymi, a także poddania określonych typów siedlisk szczególnym środkom ochrony - tłumaczy Maria Włoskowicz.
Włoskowicz zauważa, że w proponowanym stanie prawnym zezwolenia na niszczenie siedlisk będą przyznawane w zasadzie w każdym przypadku jakiegokolwiek procesu inwestycyjnego. Będzie to praktyka powszechna, a ze względu na ograniczenia administracyjne - w zasadzie niekontrolowana.
- Dodatkowe przesłanki wydania zezwolenia, tj. brak rozwiązań alternatywnych oraz brak wpływu usunięcia siedliska dla zachowania populacji gatunku, nie są wystarczającym zabezpieczeniem. A to ze względu na ograniczoną jakość i aktualność danych o populacjach, brak obowiązku analizy kumulatywnego oddziaływania niszczenia siedlisk, a także brak odgórnego, systemowego mechanizmu monitorowania wpływu zezwoleń na ilość siedlisk i populacje gatunków - mówi Maria Włoskowicz.
Ekolodzy wskazują na brak równowagi
Z nowym brzmieniem wskazanego wyżej przepisu wiąże się jeszcze problem tego, że ustawodawca nie przewidział w nim żadnej przesłanki proporcjonalności czy ważenia interesu strony z interesem publicznym, jakim jest ochrona przyrody.
Będzie to prowadzić do sytuacji, w których w imię interesu indywidualnego niszczone mogą być duże siedliska rzadkich czy zagrożonych gatunków ptaków - mówi Maria Włoskowicz.
Tymczasem przyroda sama się nie obroni, a dbanie o nią jest we wspólnym interesie.
Zdaniem Szymona Żuławińskiego ochrona przyrody nie może być redukowana do przeszkody proceduralnej, ponieważ jest elementem interesu publicznego, związanego z bezpieczeństwem ekologicznym, zdrowiem ludzi i odpornością państwa na skutki zmiany klimatu. W naszej ocenie projekt w tym zakresie wymaga korekty.
Przez antropopresję skala zniszczeń w przyrodzie już teraz jest olbrzymia. Liberalizowanie przepisów tylko pogłębi ten kryzys - podsumowuje Agnieszka Gołębiowska z Fundacji Noga w Łapę.
Zakończyły się konsultacje publiczne projektu. Nie ma jeszcze informacji o uwagach, ale wiele organizacji przyrodniczych deklaruje, że je zgłosiło.








