Na poprzedniej konferencji klimatycznej ONZ w Durbanie USA, Brazylia, RPA, Chiny i Indie zadeklarowały gotowość - choć nie od razu - przystąpienia do nowej, wiążącej umowy ws. obniżania światowych emisji CO2. W zamian UE zadeklarowała, że przystąpi do drugiego okresu obowiązywania Protokołu z Kioto z 1997 r., by utrzymać go przy życiu do czasu nowej umowy klimatycznej. Pod koniec tego roku wygasa bowiem tzw. pierwszy okres obowiązywania obniżającego dotąd światowe emisje protokołu. UE spodziewa się w Dausze (Dauha, Katar) potwierdzenia deklaracji ze strony emitentów i rozpoczęcia prac nad nową umową.

Jak wskazały w poniedziałek PAP unijne źródła, "problematyczne" w tej kwestii, pomimo wcześniejszych deklaracji, są Chiny i Indie.

Tymczasem jeśli chodzi o Protokół z Kioto, w samej UE problematyczne jest przeniesienie na drugi okres jego obowiązywania (po 2012 r.) tzw. jednostek emisji CO2 (AAU), które zostały przyznane krajom w pierwszym okresie obowiązywania protokołu. Nadwyżki AAU mają kraje Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polska, które chcą ich przeniesienia, by móc je sprzedawać. Ograniczeń domaga się m.in. Komisja Europejska. Wobec braku zgody w UE, kwestia ta będzie przedmiotem obrad w Dausze i - jak wskazało źródło - Polska będzie musiała być w tej kwestii "elastyczna".

Rosja postawiła sprawę przeniesienia AAU jako warunek rozważenia przystąpienia do drugiego okresu obowiązywania Protokołu z Kioto. Poza UE gotowość przystąpienia zadeklarowały wstępnie: Australia, Norwegia, Szwajcaria i Ukraina. Kraje te (wraz z UE) generują jedynie kilkanaście procent światowych emisji CO2.

Protokół z Kioto zobowiązuje kraje uprzemysłowione do 5,2 proc. redukcji emisji poniżej poziomu z 1990 r. w latach 2008-2012, szczegóły jego przedłużenia mają być omówione w Dausze; do ustalenia pozostaje m.in. czas na jaki protokół miałby być przedłużony.

"Na stole", choć raczej tylko teoretycznie, jest wciąż kwestia ewentualnego podwyższenia celu redukcji emisji CO2 przez UE do 30 proc., co Unia zadeklarowała przed szczytem klimatycznym w Kopengadzie w 2009 r., jeśli podobnie uczynią inne gospodarki. Źródło PAP przyznało jednak, że nikt nie spodziewa się deklaracji w tej sprawie w Dausze. Niedawno Parlament Europejski w rezolucji przed Dauhą niewielką większością głosów poparł apel o podniesienie do 30 proc. unijnego celu redukcji emisji CO2.

Katarze ministrowie z całego świata zastanowią się natomiast, jak finansować przeciwdziałanie zmianom klimatycznym w krajach rozwijających sie po 2012 r. Na konferencji klimatycznej w Kopenhadze kraje rozwinięte zadeklarowały przeznaczanie do 2020 r. rocznej kwoty 100 mld dol. na ten cel. Na lata 2010-2012 uruchomiono tzw. szybką ścieżkę finansowania na kwotę 30 mld dolarów, z czego jedną trzecią finansuje UE. W Dausze nie padną jednak najprawdopodobniej zobowiązania do konkretnych kwot ze strony poszczególnych krajów, jeśli chodzi o dołożenie się do Zielonego Funduszu Klimatycznego po 2012 r. Fundusz ten może być także finansowany z rynkowych instrumentów, np. z handlu uprawnieniami do emisji.

"Zielony Fundusz Klimatyczny został ustanowiony podczas rozmów klimatycznych w Cancun (Meksyk) w 2011 r., by kierować do niego obiecane 100 mld dolarów. Za miesiąc wygaśnie okres szybkiej ścieżki finansowania i Zielony Fundusz Klimatyczny pozostanie pusty" - zaalarmowała przed rozmowami w Dausze organizacja Oxfam.

Wysokie oczekiwania wobec szczytu klimatycznego w Dausze gasiła sama KE, która wskazywała, że jest to szczyt przygotowawczy w perspektywie nowej umowy klimatycznej. Komisarz UE ds. klimatu Connie Hedegaard przestrzegała w środę w Strabsurgu, że nie należy po Dausze spodziewać się spektakularnych efektów, choć spotkanie ma swoją wagę. "Mam nadzieję (...), że uda się stworzyć klocki, z których uda nam się zbudować porozumienie w 2015 r. To jest bardzo ważne i z tego punktu widzenia mam nadzieję, że Dauha będzie ważnym krokiem naprzód" - mówiła komisarz.

Po raz pierwszy klimatyczne negocjacje gości w tym roku kraj OPEC - Katar. W przyszłym roku szczyt klimatyczny ONZ będzie gościć prawdopodobnie Warszawa.

Z Brukseli Julita Żylińska (PAP)

jzi/ ro/