"Jesteśmy daleko w tyle jeśli chodzi o postęp negocjacji. (...) Tracimy czas w drodze do planowanego porozumienia w 2015 r. w Paryżu. Jestem optymistą, ale zaczynam być nieco nerwowy, że czas ucieka" - powiedział PAP Flasbarth, który na szczycie jest przedstawicielem delegacji Niemiec.

Jak podkreślił, Unia Europejska nie powinna przyjmować postawy nauczyciela w kwestii klimatu w odniesieniu do innych krajów świata. "Oczywiście trzeba przekonywać innych, a najlepiej to robić na dobrych przykładach. UE robi dużo w łagodzeniu skutków zmian klimatu, ale możemy jeszcze zrobić więcej. Nasz cel na 2020 r. jest zbyt słaby. (...) Potrzebujemy ambitniejszych celów" - dodał.

Dlatego - jak podkreślił - Federalna Agencja Ochrony Środowiska, doradzając rządowi Niemiec i Unii Europejskiej, namawia do podwyższenia europejskiej celu (redukcji emisji CO2) do 30 proc. "To mogłoby być sygnałem dla reszty świata, że można zwiększyć ambicje, bez osłabienia rozwoju gospodarczego" - powiedział.

Powodów do niepokoju nie widzi rzecznik prasowy resortu środowiska Paweł Mikusek. "Negocjacje toczą się zgodnie z zaplanowanym harmonogramem. Wszystko wskazuje na to, że porozumienia, które były zaplanowane do przyjęcia w Warszawie, zostaną przyjęte. Jesteśmy optymistami" - powiedział PAP Mikusek.

Z informacji przekazanych PAP przez unijne źródło wynika, że UE chce, by we wnioskach ze szczytu klimatycznego, które mają być punktem wyjściowym dla globalnej umowy klimatycznej w 2015 r., bardziej precyzyjnie zapisano tempo przygotowań krajowych zobowiązań klimatycznych.

W projekcie, do którego dotarła PAP, nie wymieniono daty, do której przyszli sygnatariusze globalnej umowy mieliby wyjść z własnymi deklaracjami w sprawie np. obniżania emisji CO2. Źródło unijne podało, że to polska prezydencja wyszła z tak "słabymi" zapisami, argumentując, że na inne nie zgadzają się Chiny.

"Szczyt (COP19) zachęca wszystkie strony, by zainicjowały bądź zintensyfikowały swoje krajowe przygotowania w kontekście porozumienia w 2015 r." - czytamy w tekście.

Źródło UE przekonuje, że tak "słaby" zapis może zaowocować nawet "całkowitym fiaskiem" szczytu w Paryżu, na którym w 2015 r. ma być zawarta globalna umowa klimatyczna. Zdaniem źródła, UE zależy na tym, by w tekście wskazano koniec roku 2014 lub początek 2015 jako termin złożenia deklaracji klimatycznych przez sygnatariuszy przyszłego porozumienia.

Według źródła brak takiego doprecyzowania odbiera Unii "silny argument" za przedstawieniem zobowiązań przez UE m.in. do obniżania emisji CO2 do 2030 r. Komisja Europejska planuje wyjść z taką propozycją w styczniu.

Przed COP19 komisarz UE ds. klimatu Connie Hedegaard wyraziła oczekiwanie, że zostaną na nim określone elementy potrzebne do skonstruowania globalnego porozumienia. Było też oczekiwanie, że już na szczycie w 2014 r. kraje przedstawią swoje deklaracje ws. obniżania emisji CO2 po 2020 r.

Niemiecka Federalna Agencja Ochrony Środowiska (UBA) jest centralnym organem ochrony środowiska Republiki Federalnej Niemiec.