"Jeżeli będą podtrzymane dotychczasowe propozycje, to Polsce nie pozostanie nic innego, tylko powiedzieć +stop+" - powiedział w środę Piechociński. Przyznał, że decydując się na weto w tej sprawie bierzemy pod uwagę wszystkie konsekwencje, które z tego wynikają.

W czwartek rozpoczyna się dwudniowy szczyt UE, na którym omawiana będzie propozycja Komisji Europejskiej ws. nowych celów redukcji emisji gazów cieplarnianych po 2020 roku. Część państw postuluje, by już na tym szczycie padło zobowiązanie do 40-proc. redukcji emisji CO2.

KE zaproponowała w styczniu m.in. redukcję emisji CO2 o 40 proc. w stosunku do 1990 r., 27-proc. udział źródeł odnawialnych (OZE) w produkcji energii elektrycznej dla całej UE oraz reformę systemu handlu uprawnieniami do emisji, zakładającą możliwość ingerowania przez KE w jego mechanizm rynkowy. Propozycje KE zyskały już niewiążące prawnie wsparcie Parlamentu Europejskiego.

Piechociński ma nadzieję, że nie tylko ze względu na sytuację na Ukrainie, ale też ze względu na sytuację przemysłu w UE "ekologiczne skrzydło w KE i PE otrzeźwi się". "Wizja Europy, gdzie dymiące kominy mają być zastąpione +dymiącymi głowami+, się nie spełniła. Bez porozumienia globalnego (ws. klimatu - PAP) wołanie o reindustrializację Europy (...) jest po prostu mrzonką" - ocenił.

Wicepremier spodziewa się, że przywódcy unijni nie podejmą w sprawie celów klimatycznych żadnych decyzji i będziemy mieli kolejne pół roku na przekonywanie Europy do naszego stanowiska.

Źródła unijne wskazują, że rozbieżności państw w sprawie pakietu są tak duże, że przywódcy mogą jedynie uzgodnić część z propozycji KE, np. tylko cel dotyczący źródeł odnawialnych. Z kolei zdaniem rozmówcy PAP z kręgów rządowych najpewniej można się spodziewać, że szczyt ustali ścieżkę dojścia do wspólnego celu redukcji emisji, jednak nie określi, jaka ona powinna być.

W ostatnim projekcie wniosków na szczyt UE datowanych na 17 marca, do którego we wtorek dotarła PAP, nie ma mowy o 40-proc. celu redukcji emisji CO2 do 2030 r. Wspomniano tylko, że "w świetle szczytu klimatycznego ONZ we wrześniu, nowy cel UE w zakresie redukcji emisji gazów cieplarnianych będzie zgodny z uzgodnionym celem na 2050 r." i że powinien on być bardziej ambitny niż efekt pełnego wdrożenia obecnych zobowiązań. We wnioskach zaznaczono też, że UE przedstawi swój wkład w globalną politykę klimatyczną najpóźniej do pierwszego kwartału 2015 r. W 2015 r. ma być zawarte globalne porozumienie klimatyczne.

Poza Polską zobowiązań już na tym etapie nie chcą inne kraje Grupy Wyszehradzkiej oraz Rumunia i Bułgaria. Kraje te podpisały niedawno wspólną deklarację, w której wskazały, że zanim zatwierdzi się cel, trzeba zapewnić m.in. sprawiedliwy podział jego realizacji między poszczególne kraje w oparciu o ich możliwości.

Polska obawia się nowych, ambitnych celów klimatycznych, ponieważ jej gospodarka w największym stopniu spośród wszystkich gospodarek UE opiera się na węglu. Dla Polski też poza samym ogólnym celem redukcji emisji CO2, bardzo ważny jest podział ciężaru jego realizacji między poszczególne kraje UE.

Obecnie w ramach pakietu klimatycznego obowiązującego do 2020 r., Polsce i innym krajom regionu przypadła część darmowych pozwoleń do emisji dla elektroenergetyki, liczba ta jednak stopniowo zmniejsza się i wyczerpie w 2020 r. Ponadto darmowe pozwolenia na emisję przysługują sektorom najbardziej narażonym na ucieczkę poza UE, gdzie nie obowiązują obostrzenia klimatyczne. Są to m.in. produkcja cementu, papieru czy chemia. (PAP)