To powtórny proces w tej sprawie. W lipcu 2013 r. sąd w Hajnówce także skazał Józefa P. na dwa lata więzienia w zawieszeniu oraz 4 tys. zł grzywny. Od wyroku odwoływała się wówczas obrona i prokuratura, a w połowie 2014 r. Sąd Okręgowy w Białymstoku wyrok uchylił.

SO zdecydował wówczas, że sprawa powinna wrócić do sądu pierwszej instancji, bo istotne dla wnikliwej oceny i wydania wyroku jest, by kluczowy świadek w procesie, który obciążał oskarżonego, był przesłuchany w obecności biegłego psychologa.
Świadek ten w postępowaniu przygotowawczym złożył zeznania obciążające Józefa P., później natomiast - zasłaniając się problemami psychicznymi i niepamięcią - nie był nawet w stanie rozpoznać oskarżonego.

W powtórnym procesie sąd w Hajnówce ponownie uznał b. dyrektora Białowieskiego Parku Narodowego za winnego, nieco modyfikując kwalifikację prawną zarzucanych mu czynów. Skazał go na dwa lata więzienia w zawieszeniu na cztery lata, 4 tys. zł grzywny oraz przepadek 6 tys. zł jako równowartości łapówek, które miał przyjąć.

Prokuratura chciała takiej kary, jedynie z dłuższym o rok okresem próby. Obrona i sam oskarżony - wnosili o uniewinnienie.
Sprawa Józefa P. była głośna w 2007 r., gdy jako ówczesny dyrektor Białowieskiego Parku Narodowego został zatrzymany przez policjantów zajmujących się walką z korupcją. Postawiono mu wówczas zarzuty m.in. uzależniania przyznania premii pracownikom od otrzymania łapówek - miał za to żądać od kilkuset złotych do ponad 3 tys. zł. Zarzucono mu także niedopełnienie obowiązków, co według prokuratury polegało na tym, że zlecił bez przetargu wydanie albumu, a wartość tej umowy sięgała 120 tys. zł.

Ostatecznie akt oskarżenia objął ponad 30 zarzutów, w tym związanych także z jego pracą jako nadleśniczego (przed objęciem obowiązków dyrektora parku narodowego), a dotyczących przyjęcia pieniędzy od konkretnej osoby, zainteresowanej zakupem drewna z puszczy, co było związane także np. z poświadczeniem nieprawdy w dokumentach. W tym zakresie sąd przyjął, że kwoty jednostkowe były nie mniejsze, niż 200 zł.

Pierwszy wyrok w tej sprawie zapadł w Bielsku Podlaskim, w grudniu 2011 r. został jednak przez białostocki sąd okręgowy częściowo uchylony.

Wobec części zarzutów zapadł jednak prawomocny wyrok 1,5 roku więzienia w zawieszeniu i 2 tys. zł grzywny, ale w pozostałej części sprawa wróciła do sądu pierwszej instancji. Tej części sprawy dotyczy obecny proces. (PAP)