Rzecznik wyjaśnił, że sędzia, który zajmuje się sprawą miał w czwartek zwykły dzień sesyjny i rozpoznawał sprawy, które miał na wokandzie. Według rzecznika ostatnia z nich skończyła się na tyle późno, aby uniemożliwić mu podjęcie decyzji w sprawie sześciorga dzieci.

Czytaj: Minister Ziobro interweniuje ws. odbierania przez sąd dzieci>>

Urbaniak zwrócił uwagę, że w czwartek został sporządzony nowy wywiad środowiskowy przez kuratora, który wpłynął do sądu późno, a zawiera nowe ustalenia. "Sędzia chce też zastanowić się nad sprawą, nad argumentami pełnomocnika, nowymi dowodami, zapoznać się z dokumentami dołączonymi do zażalenia. Pojawiły się nowe fakty, które wynikają z dzisiejszego wywiadu" - powiedział.

Rodzina pana Wojciecha, która składa się z sześciorga dzieci i babci zamieszkujących w ok. 40-metrowym mieszkaniu socjalnym w Łodzi - pozostawała pod opieką Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej od grudnia ubiegłego roku. W tym samym domu zamieszkiwała matka dzieci, którymi opiekuje się mężczyzna (nie wszystkie są jego biologicznymi dziećmi); w ostatnim czasie nie sprawowała ona opieki nad swoim potomstwem.

Od czerwca br. z rodziną pracował pracownik socjalny, ponieważ były w niej różne problemy, m.in. nieporadność opiekuńczo-wychowawcza. Za zgodą rodziny MOPS wprowadził do niej asystenta, który miał za zadanie eliminować dotykające ją problemy. Ośrodek pozytywnie ocenia Wojciecha K. Mężczyzna pracuje, stara się, podjął dodatkowe zatrudnienie, aby zapewnić dzieciom jak najlepsze warunki. W opiece pomaga mu babcia. Młodsze dzieci chodzą do przedszkola, starsze do szkoły. Asystent rodziny jest w stałym kontakcie z tymi instytucjami; nie ma tam żadnych nieprawidłowości czy niepokojących sygnałów.

Dowiedz się więcej z książki
Meritum Prawo rodzinne
  • rzetelna i aktualna wiedza
  • darmowa wysyłka od 50 zł

 

Według MOPS o odebraniu dzieci i umieszczeniu ich w domu dziecka sąd zadecydował na posiedzeniu niejawnym, bez udziału ojca rodziny, bez zasięgnięcia opinii pracownika socjalnego czy asystenta rodziny.

Jak powiedział w rozmowie z mediami sędzia Urbaniak, sąd podjął decyzję o odebraniu rodzinie tych dzieci, ponieważ zadecydowały "względy związane z ich dobrem, zagrożeniem ich bieżącej egzystencji, opieki i zapewnienia prawidłowej nauki". Zwrócił uwagę, że w tej sprawie sąd dysponował kilkoma pismami z MOPS i w związku z nimi to postępowanie zostało wszczęte. Natomiast - jak mówił - informacja o tym, że sytuacja rodziny zmieniła się na lepsze pochodzi dopiero z 21 września.

"Do tej pory kilka pism wskazywało na istotne dysfunkcje w wykonywaniu pieczy i władzy rodzicielskiej przez oboje rodziców tych dzieci" - powiedział. Pytany, czy dochodziło do przemocy wobec dzieci odpowiedział, że takie sygnały i informacje znajdowały się w pismach MOPS, podobnie jak dane o pewnego rodzaju uzależnieniach (nie sprecyzowano, jakich), które dotyczyły obojga rodziców. Dodał, że także wywiady przeprowadzane przez kuratora potwierdzały wcześniejsze informacje z MOPS. Również babcia dzieci miła oświadczyć, że nie jest już w stanie opiekować się dziećmi.

W sprawie interweniowało Ministerstwo Sprawiedliwości oraz resort rodziny. Jak oceniła na miejscu Katarzyna Napiórkowska z Departamentu Polityki Rodzinnej Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, rodzina otrzymuje daleko idące wsparcie z MOPS, które jest adekwatna do jego sytuacji. Przedstawiciel resortu sprawiedliwości po spotkaniu z rodziną pana Wojciecha, odwiedził też łódzki sąd.

Do protestu i uniemożliwienia odebrania dzieci przez kuratora wezwał w czwartek za pośrednictwem mediów Ruch Sprawiedliwości Społecznej. Tego samego dnia do Łodzi przyjechali przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości oraz resortu rodziny. W mieszkaniu pana Wojciecha zjawiła się kuratorka, która odstąpiła od wykonania wyroku sądu (odmówiła wypowiedzi dla mediów). (PAP)

Czytaj: Rzecznik KRS: dzieci nie są odbierane rodzicom tylko z powodu biedy>>