Nagrania ze szkoleń Opanuj promptowanie, research i narzędzia AI
Zmień język strony
Zmień język strony
Prawo.pl

Prof. Wołodkiewicz: Spory z wątkiem zagranicznym czyli od serialu po spadki

Problemy związane z doręczeniami transgranicznymi lub przeprowadzeniem dowodów za granicą mogą pojawić się właściwie w każdej sprawie. Wszystko to powoduje, że nigdy nie wiadomo, kiedy kluczowa okaże się umiejętność sprawnego poruszania się po zagadnieniach międzynarodowego prawa procesowego cywilnego – mówi dr hab. Bartosz Wołodkiewicz z UW, autor nagrodzonej przez Przegląd Sądowy książki pt. „Obce prawo procesowe w sądowym postępowaniu cywilnym".

Bartosz Wolodkiewicz

Katarzyna Żaczkiewicz-Zborska: Zagadnienia obrotu prawnego z zagranicą w sprawach cywilnych coraz częściej trafiają na pierwsze strony gazet i portali. Ale te tematy są trudne. Jedną z takich kontrowersyjnych kwestii było ustalenie sądu właściwego w procesie o naruszenie dóbr osobistych byłego więźnia obozu w Auschwitz w związku z opublikowaniem na stronie internetowej niemieckiego dziennika artykułu, w którym zawarto fałszywe sformułowanie „polski obóz zagłady”. Od wydawcy tego dziennika powód żądał przeprosin, zadośćuczynienia i zakazania rozpowszechniania takich nieprawdziwych określeń. Co przesądza w takim wypadku o tym, który sąd jest właściwy?

Bartosz Wołodkiewicz:   Rzeczywiście, chociaż kwestia ustalenia, czy sprawą ma się zająć sąd polski czy też sąd innego państwa pojawia się w wielu sprawach, uwagę mediów skupiają zwykle te najbardziej kontrowersyjne przypadki – jak wymieniona sprawa, do której przyczynkiem była publikacja internetowa budząca zrozumiały sprzeciw. Wśród wielu występujących w niej kwestii jedna była pierwszoplanowa – czy sądy polskie mogą się nią zająć w całości, czy też ze względu na siedzibę wydawcy - właściwe są sądy niemieckie.

Z czego wynikały te wątpliwość? 

Specyfika naruszeń w Internecie sprawia, że łącznik jurysdykcyjny miejsca wystąpienia szkody staje się niewystarczający. W końcu publikacja internetowa jest dostępna wszędzie. Orzecznictwo radzi sobie z tym przez regułę mozaiki, która nakazuje rozgraniczyć jurysdykcję pełną od ograniczonej. W praktyce oznacza to, że sądy państwa, w którym osoba poszkodowana ma swoje centrum interesów życiowe, mogą orzekać o całości doznanych krzywd. Z kolei sądy państw, gdzie publikacja była jedynie dostępna, mogą rozpatrywać sprawę tylko w granicach szkody, jaka wystąpiła na ich obszarze.

W tej sprawie wyzwaniem dla zastosowania łącznika centrum interesów życiowych interesów był fakt, że przedmiotowa publikacja nie zawierała danych pozwalających indywidualnie zidentyfikować powoda. Trybunał Sprawiedliwości UE oraz sądy polskie musiały zatem rozstrzygnąć, czy jurysdykcja sądów państwa centrum interesów życiowych jest w takiej sytuacji przewidywalna dla pozwanego. Przewidywalność miejsca, w którym może toczyć się spór, jest bowiem jednym z głównych założeń europejskich norm jurysdykcyjnych.

Sąd Najwyższy w lutym 2025 r. uchylił zaskarżone postanowienie w części dotyczącej odrzucenia pozwu i w tym zakresie przekazał sprawę Sądowi Apelacyjnemu w Warszawie do ponownego rozpoznania.

Rzeczywiście, po wydaniu przez Trybunał Sprawiedliwości UE wyroku w sprawie C-800/19, Sąd Apelacyjny początkowo uznał, że sądom polskim nie przysługuje jurysdykcja krajowa i odrzucił pozew. Stwierdził bowiem, że publikacja nie zawierała treści pozwalających na zindywidualizowanie powoda, a zgodnie z wykładnią Trybunału, łącznik centrum życiowych interesów tylko w takim przypadku może znaleźć zastosowanie w sprawach o naruszenie dóbr osobistych w internecie. Orzeczenie to uchylił jednak Sąd Najwyższy, wskazując na regułę mozaiki, która pozwala sądom na orzekanie o szkodzie ograniczonej do terytorium danego państwa. Stosując tę regułę, Sąd Apelacyjny stanął następnie przed zagadnieniem podzielności roszczeń zgłoszonych w sprawie. W orzeczeniu z listopada ubiegłego roku Sąd Apelacyjny uznał, że jurysdykcja sądów polskich w tej sprawie obejmuje wyłącznie żądania pieniężne. Roszczenia niepieniężne, takie jak nakaz złożenia oświadczenia odpowiedniej treści czy zakaz dalszych naruszeń, zostały uznane za niepodzielne (objęte jurysdykcją sądów niemieckich), a pozew w ich zakresie odrzucony.

I te problemy wyjaśniają, dlaczego sędziowie nie lubią tego typu spraw. I dlaczego ciągną się one latami, tak jak ten spór trwający ponad osiem lat, sięgający kwietnia 2017 roku, gdy ukazał się artykuł.

Chociaż sprawa, o której rozmawiamy, jest pod wieloma względami wyjątkowa, nawet jak na standardy sporów transgranicznych, to tego rodzaju postępowania rzeczywiście mają swoją specyfikę. Już na wstępie trzeba bowiem ustalić, w którym reżimie prawnym się poruszamy. Sięgnięcie w pierwszej kolejności po przepisy Kodeksu postępowania cywilnego w wielu przypadkach okaże się prostą drogą do błędu. Istnieje szereg umów międzynarodowych, zawieranych od końca XIX wieku, które regulują zagadnienia jurysdykcji krajowej, uznawania i wykonywania orzeczeń czy pomocy prawnej. To pierwszy rodzaj aktów, które należy uwzględnić.

Do tego dochodzi prawo Unii Europejskiej, które w obrocie z państwami członkowskimi w zasadzie wypiera stosowanie przepisów Kodeksu postępowania cywilnego. Z jednej strony, jest to ułatwienie, ponieważ prawo Unii Europejskiej wprowadza wspólne reguły, upraszczając np. transgraniczne doręczenia czy przeprowadzanie dowodów. Z drugiej strony, pojawia się trudność, bo mamy do czynienia z dodatkowym, nie zawsze przejrzystym katalogiem aktów prawnych o różnych zakresach zastosowania. Tworzy się swoista mozaika przepisów i to zapewne ona budzi ostrożność praktyków.

Gdy już ustalimy właściwy akt prawny, pojawia się kwestia jego wykładni. Tu czeka kolejna trudność, ponieważ przeniesienie krajowego rozumienia pojęć prawnych na wykładnię przepisów umów międzynarodowych lub prawa unijnego może prowadzić do błędnych wniosków. Dlatego tak cenny w prawie Unii Europejskiej jest mechanizm pytań prejudycjalnych – sprawa, od której zaczęliśmy rozmowę, opierała się przecież właśnie na wykładni TSUE.

Problem wykładni powstał też w sprawie o ochronę dóbr osobistych w związku z przedstawieniem żołnierzy Armii Krajowej w emitowanym również w Polsce niemieckim serialu "Nasze matki, nasi ojcowie”. Powodowie zarzucili twórcom, że film ukazuje żołnierzy AK w sposób naruszający ich dobra osobiste – w szczególności jako współpracujących z Niemcami w Holocauście. Powództwo pierwotnie wniesiono do sądu polskiego. Czy słusznie?

W związku z pytaniem prejudycjalnym zadanym w lutym ubiegłego roku przez Sąd Najwyższy w sprawie o sygn. II CSKP 459/23, odpowiedź w tej sprawie również przyniesie wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE. Wątpliwość Sądu Najwyższego wzbudziła przede wszystkim dopuszczalność stosowania wspomnianej wcześniej reguły mozaiki w sytuacji, gdy treści naruszające dobra osobiste, zostały zawarte w utworze filmowym emitowanym równolegle w internecie oraz drogą telewizyjną.  Sprawa dotyczy bowiem serialu emitowanego jeszcze w 2013 roku. Jest to zresztą kolejne już pytanie prejudycjalne skierowane do TSUE, która uwidacznia negatywne konsekwencje reguły mozaiki w postaci możliwości fragmentaryzacji sporu i wiążącego się z tym ryzyka wydania przez sądy państw członkowskich sprzecznych orzeczeń co do różnych roszczeń dochodzonych przez powodów.  Jak dotąd Trybunał nie zdecydował się od niej odstąpić i nie sugeruje tego również Rzecznik Generalny w opinii przedstawionej do sprawy C-232/25.

A czy ewentualnie wyrok polskiego sądu mógłby zostać wykonany w innych państwach?

W prawie Unii Europejskiej obowiązuje zasada wzajemnego zaufania do wymiarów sprawiedliwości państw członkowskich, czyli przyjmujemy, że sądy państw członkowskich dochowują wspólnego, minimalnego standardu rzetelnego postępowania, a poziom udzielanej przez nie ochrony prawnej jest porównywalny. Dlatego w obrocie prawnym między państwami członkowskimi rezygnuje się z kontroli zagranicznych orzeczeń przed dopuszczeniem do ich przymusowego wykonania. Kontrola następuje na późniejszym etapie, a jej zakres jest ograniczony.

Takie rozwiązanie jest bardzo korzystne dla powodów.

Tak rzeczywiście jest, ponieważ pozwala „wyeksportować” skutki wyroku uzyskanego w jednym państwie  do innych państw członkowskich – na przykład tam, gdzie pozwany posiada majątek. Właśnie dlatego tak istotna jest przewidywalność norm jurysdykcyjnych, które określają warunki, w jakich sąd państwa innego niż miejsce zamieszkania lub siedziby pozwanego może rozpoznać sprawę. Bez prawidłowego stosowania tych norm zasada wzajemnego zaufania zostałaby podważona. A to ona uzasadnia swobodny przepływ orzeczeń w sprawach cywilnych w Unii Europejskiej.
Sprawy o ochronę dóbr osobistych dobrze pokazują granice tego systemu. Pokazują, kiedy zaufanie ustępuje miejsca kontroli. Przykładowo, w 2018 roku wyrok sądu polskiego zobowiązujący niemiecką stacje telewizyjną, notabene producenta wspominanego serialu, do publikacji przeprosin za użycie na swojej stronie internetowej określenia „polskie obozy zagłady” spotkał się w Niemczech z odmową uznania. Trybunał Federalny (Bundesgerichtshof) uznał, że wykonanie orzeczenia naruszałoby porządek publiczny.

Klauzula porządku publicznego – bardzo interesująca konstrukcja prawna stosowana w sporach arbitrażowych – działa też w wypadku orzeczeń sądów państwowych?

Tak, obejmuje ona również przypadki zastosowania prawa obcego na podstawie norm kolizyjnych. Klauzula porządku publicznego zakłada, że istnieją tak fundamentalne interesy lub wartości, na których opiera się dany system prawny, że można odmówić przyjęcia skutków rażąco z nimi sprzecznych.  

Przykładem sprawy obrazującym okoliczności uzasadniające zastosowanie klauzuli porządku publicznego jest postanowienie Sądu Najwyższego z 11 października 2013 r., I CSK 697/12. Odmówiono w nim stwierdzenia wykonalności orzeczenia sądu amerykańskiego w części zasądzającej odszkodowanie karne (punitive damages) od wydawcy i redaktora naczelnego tygodnika „Wprost” w związku z publikacją prasową naruszającą dobra osobiste powodów. Sąd Najwyższy uznał, że kwota zasądzona tym tytułem nie służyła zrekompensowaniu rzeczywiście poniesionej krzywdy. W uzasadnieniu podkreślono, że odszkodowanie karne, realizując funkcję represyjną i prewencyjną, odrywa się od rozmiaru szkody. W efekcie wykonanie orzeczenia w tej części naruszałoby podstawowe zasady polskiego prawa cywilnego dotyczące odpowiedzialności odszkodowawczej, której celem jest wyrównanie uszczerbku faktycznie doznanego przez poszkodowanego. Ta sprawa pokazuje, że chociaż klauzula porządku publicznego powinna być stosowania ostrożnie, to mieszczą się w niej zasady wiodące poszczególnych gałęzi prawa.

Z kolei we wspominanej przeze mnie sprawie Trybunał Federalny powołał się na prawo do swobodnego wyrażania opinii przysługujące stacji telewizyjnej, do którego naruszenia miałoby – w jego ocenie – prowadzić wykonanie wyroku sądu polskiego. 

Wykonanie tego orzeczenia miało polegać na opublikowaniu na stronie internetowej oświadczenia zawierającego przeprosiny za naruszenie dóbr osobistych.

I sądy polskie orzekające w tej sprawie także musiały rozstrzygnąć, czy takie sformułowania, jak użyte w publikacji na stronie stacji telewizyjnej, mogą korzystać z ochrony w ramach wolności wypowiedzi. Uznały, że granice tej wolności zostały przekroczone, a nakazanie publikacji przeprosin na stronie internetowej stacji telewizyjnej jest w tej sytuacji reakcją proporcjonalną. Rozpatrując jednak kwestię wykonania tego orzeczenia w Niemczech Trybunał Federalny – dokonując oceny w oparciu o swoje rozumienie niemieckiego porządku publicznego – ponownie przeanalizował aspekt wolności wypowiedzi. I uznał, że skoro pozwana stacja telewizyjna przeprosiła już powoda listownie, a na swojej stronie zamieściła pewnego rodzaju sprostowanie, to nakładanie dodatkowego obowiązku publikacji oświadczenia nie jest niezbędne do usunięcia skutków naruszenia.

W tej sprawie uwidoczniło się napięcie między zakazem kontroli merytorycznej orzeczeń zagranicznych a klauzulą porządku publicznego. Ta ostatnia powinna znajdować zastosowanie tylko wtedy, gdy skutków orzeczenia nie da się ich pogodzić z podstawowymi zasadami porządku publicznego. Klauzula ta nie służy do badania czy sprawa została rozstrzygnięta prawidłowo. Jej zastosowanie w tej sprawie było dalekie od jednoznaczności.

Granica między niedopuszczalną kontrolą merytoryczną a dopuszczalną ochroną porządku publicznego wydaje się trudna do uchwycenia. Czy orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE nie jest tu pomocne? 

Problem stosowania klauzuli porządku publicznego rzeczywiście regularnie powraca w jego orzecznictwie. W odniesieniu do kolizji między wolnością wypowiedzi a ochroną dóbr osobistych, Trybunał Sprawiedliwości UE mierzył się z nim niedawno w sprawie C-633/22. U podstaw sporu leżał artykuł we francuskim dzienniku „Le Monde”, w którym zasugerowano, że klub piłkarski Real Madryt korzystał z usług lekarza zamieszanego w aferę dopingową w środowisku kolarskim. Powództwo klubu przeciwko wydawcy i autorowi toczyło się przed sądami hiszpańskimi i zakończyło wyrokiem korzystnym dla Realu Madryt.

Gdy sprawa trafiła do Francji, tamtejszy Sąd Kasacyjny powziął wątpliwość, czy klauzula porządku publicznego pozwala na odmowę wykonania wyroku, którego egzekucja naruszałaby wolność prasy. Trybunał Sprawiedliwości UE, potwierdzając, co do zasady, taką możliwość, nakazał jednak badać proporcjonalność sankcji do wagi naruszenia dóbr osobistych. Jednocześnie podkreślił, że niedopuszczalna jest kontrola merytoryczna orzeczenia –  wskazując, że sąd francuski nie może kwestionować ustaleń co do samego faktu naruszenia dóbr osobistych czy rozmiaru doznanej krzywdy. Może jednak ocenić, czy sposób naprawienia krzywdy, w tej sprawie wysokość zasądzonego zadośćuczynienia, nie jest na tyle drastyczny, by wywołać efekt mrożący dla debaty publicznej. W razie potrzeby dopuszczalne jest również wykonanie orzeczenia tylko w części.

I tu ponownie wracamy do pytania, jak daleko można chronić własny porządek publiczny przed skutkami obcych orzeczeń. Czy takie problem pojawiają się też w bardziej codziennych sprawach?

Co prawda nasza rozmowa koncentruje się wokół spraw niecodziennych, ale kwestie związane z ustaleniem sądu właściwego, czy uznawaniem lub wykonaniem orzeczeniem, pojawiają się także w sprawach o zdecydowanie bardziej typowych stanach faktycznych. Umowy jurysdykcyjne, które pozwalają uniknąć większości problemów z określeniem sądu właściwego, stosowane są w obrocie transgranicznym niemal powszechnie. Spotykają się z nimi także konsumenci. Z kolei od problemu uznania orzeczeń zagranicznych niełatwo abstrahować nawet w sprawach spadkowych -ze względu na silną swego czasu emigrację Polaków. Problemy związane z doręczeniami transgranicznymi lub przeprowadzeniem dowodów za granica mogą pojawić się właściwie w każdej sprawie. Wszystko to sprawia, że nigdy nie wiadomo, kiedy kluczowa okaże się umiejętność sprawnego poruszania się po zagadnieniach międzynarodowego prawa procesowego cywilnego.

 

 

 

 

Polecamy książki prawnicze