Eksperci Centrum poinformowali podczas wtorkowej konferencji prasowej, że w tym roku na opłacenie wszystkich podatków musieliśmy pracować 172 dni. Szef Centrum im. Adama Smitha Robert Gwiazdowski nie wykluczył jednak, że po ostatecznych wyliczeniach może się okazać, że liczba ta się zwiększy.

W 2011 r. Dzień Wolności Podatkowej - według wyliczeń Centrum im. Adama Smitha - miał przypaść na 24 czerwca. Okazało się jednak, że z powodu większych wydatków sektora finansów publicznych dzień, w którym przestajemy "płacić" podatki, a pracujemy tylko na siebie - wypadł 7 lipca.

"Pracowaliśmy przymusowo na rzecz polskiego rządu dwa tygodnie dłużej niż wynikało z dostępnych danych, według których ten dzień wyliczaliśmy. W efekcie statystyczny Jan Kowalski w Polsce pracował aż 188 dni, uwzględniając wszystkie podatki" - powiedział wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha Andrzej Sadowski.
Dzień Wolności Podatkowej wylicza się na podstawie przewidzianego na dany rok udziału wydatków publicznych w PKB kraju. Im większy jest ten udział, tym dłużej musimy pracować, by zapłacić wszystkie daniny wobec państwa i tym później przypada moment, od którego pracujemy już na własny rachunek. Mniejszy udział wydatków publicznych w PKB to mniej podatków do zapłacenia, krótszy czas pracy, by na nie zarobić, a co za tym idzie - wcześniejszy Dzień Wolności Podatkowej.

Michał Porębski z SGH omawiając tegoroczne wyniki badania powiedział, że w tym roku trudno było uchwycić wszystkie istotne wydatki publiczne. "Staraliśmy się dotrzeć do jak najdokładniejszych danych odzwierciedlających prawdziwą sytuację, ale mieliśmy z tym problemy, bo rząd o dziwo chowa spore wielkości (wydatków - PAP), takie jak np. Krajowy Fundusz Drogowy - mówił Porębski. Dodał, że wszelkie problemy z wyliczeniem, kiedy przypada Dzień Wolności Podatkowej, wynikają z opóźnień publikowania danych.

Od roku 1997 Dzień Wolności Podatkowej wypada w okolicach 20 czerwca. Jak wskazali eksperci Centrum im. Adama Smitha, niewielkie reformy, takie jak obniżenie okładki rentowej czy wprowadzenie dwóch stawek podatku dochodowego dla obywateli w wysokości 18 proc. i 32 proc., nie przyniosły zauważalnych i pożądanych efektów.

Andrzej Sadowski powiedział, że polski system podatkowy jest nieefektywny i szkodliwy dla gospodarki. "Dziś nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ten system zmienić" - podkreślił.

Robert Gwiazdowski dodał, że z powodu obecnego systemu podatkowego przedsiębiorcy traktują państwo jak wroga. "Z uwagi na zły system podatkowy polscy przedsiębiorcy traktują państwo jako wroga z uwagi na to, że przy pomocy podatków może zniszczyć on przedsiębiorców" - mówił. Dodał, że nie chodzi jedynie o wielkość podatków, ale i o interpretację przepisów podatkowych.

"Bez dwóch zdań system jest wrogi polskiej przedsiębiorczości. Ile jeszcze firm realizujących kontrakty dla rządu musi upaść (...), aby ten system został uznany za nieefektywny ekonomicznie i nieludzki" - zastanawiał się Sadowski. (PAP)