Jak powiedział minister finansów, nowy, jednolity podatek ma być obliczany od dochodu na głowę w rodzinie. Najniższa stawka tego podatku - 10 proc. - będzie obowiązywać dla osób najgorzej zarabiających i płynnie rosnąć do 39,5 proc. dla najlepiej zarabiających.

Czytaj: Partie: po wyborach płace w górę, podatki w dół>>>

"Ani pracownik, ani pracodawca nie będą już odprowadzali składek na ubezpieczenia społeczne ani zdrowotne. Jedynym, bardziej logicznym i sprawiedliwym podatkiem będzie jednolity podatek dochodowy. Nie naruszamy w żaden sposób systemu emerytalnego, należne wpłaty do ZUS będą finansowane bezpośrednio z budżetu państwa" - powiedział minister finansów.

Stawka podatku, która - jak mówił Szczurek - "jest nieporównywalna z dzisiejszym PIT", zawierać ma w sobie wszystkie dotychczasowe składki, w tym ZUS i NFZ.

"Na początku tej skali - dla najmniej zarabiających - będzie ona wynosić 10 proc. i będzie rosnąć wraz z dochodem na osobę w rodzinie do 39,5 proc., co i tak jest mniejszym obciążeniem niż dziś, gdy na etacie płacimy podatków i składek - powyżej 40 proc." - wyjaśnił Szczurek po sobotniej konwencji PO, na której propozycję tę przedstawiła premier Ewa Kopacz.

Jak dodał, w propozycji tej chodzi o aktywizację zawodową osób zarabiających najmniej, lub wyrwanie ich z szarej strefy, bo w myśl zapowiadanych zmian "obciążenia podatkowe będą dla nich bardzo niskie, niższe niż dziś, czy w przypadku wprowadzenia kwoty wolnej od podatku, ponieważ często te osoby płacą bardzo mały PIT".

Czytaj: PO zapowiada zniesienie składek na ZUS i NFZ oraz jednolity podatek PIT>>>

"To jest właśnie największy problem polskiego systemu podatkowego. Możemy wprowadzać różne ulgi, zwolnienia od podatków itp., ale te ponad 30 proc. (składki do ZUS i NFZ), zawsze jest do zapłacenia, niezależnie ile się zarabia. Ten problem likwidujemy. Innym ważnym problemem jest wysokie obciążenie składkowe osób, które dopiero wchodzą na rynek pracy. Dla wielu stanowi to barierę" - powiedział minister finansów.

Szczurek dodał również, że efektem zmian będzie znaczący wzrost zarobków netto Polaków pracujących na etacie, a szczególnie tych o najniższym wynagrodzeniu.

"Ten efekt korzyści maleje wraz ze wzrostem dochodu na głowę w rodzinie. W naszych kalkulacjach, przy średniej płacy, jednej osobie na etacie i dwójce dzieci w rodzinie, tę korzyść szacujemy na ok. 4 tys. zł na rok. Przy mniejszych dochodach jest ona jeszcze większa" - wyjaśnił Szczurek.

Zmiany mają również dotyczyć osób fizycznych zatrudniających dorywczych pracowników. "Wystarczy jeden sms do urzędu poborczego podający PESEL, kwotę netto pracownika i przelanie 10 proc. wynagrodzenia na konto, i całe obciążenie administracyjne ma za sobą" - powiedział szef MF.

Zapytany o spodziewany termin wejścia w życie proponowanych zmian podatkowych, odpowiedział: "Mówimy o ogromnych zmianach zarówno na poziomie administracji jak i samych płatników podatku. To jest perspektywa 1,5 do 2 lat. 2017 lub 2018 r. to realne terminy, w których ta zmiana, a raczej rewolucja podatkowa mogłaby wchodzić w życie".

Wyjaśnił również, że na tym etapie jeszcze za wcześnie na dalsze szczegóły. "Proszę pamiętać, że nie mówimy jeszcze o projekcie ustawy. Przedstawiamy koncepcję i wstępnie szacunki kosztów, ale na szczegóły poczekajmy aż powstanie ustawa. (PAP)

Czytaj: PiS: CIT - 15 proc., minimalna płaca godzinowa 12 zł>>>