Dwie najliczniejsze manifestacje zebrały się w Madrycie i Barcelonie, w odpowiedzi na apel największych związków zawodowych, które sprzeciwiają się reformie prowadzącej, według nich, do "przyspieszenia destrukcji miejsc pracy".

Związki zawodowe ogłosiły własne szacunki, zgodnie z którymi w Madrycie zebrało się pół miliona ludzi, a w Barcelonie - 400 tys.; 150 tys. demonstrantów liczyło zgromadzenie w Walencji, a 50 tys. - w Sewilli. Policja podała skromniejsze liczby - w Madrycie miało zebrać się 50 tys. ludzi, a w Barcelonie - 30 tys.

Protesty rozpoczęły się w Kordobie, a następnie w Madrycie, Barcelonie, Sewilli, Walencji i Toledo. Na czele pochodu w stolicy szli przywódcy związków zawodowych CCOO i UGT, Ignacio Fernandez Toxo i Candido Mendez.

Slogany na transparentach głosiły: "Nie reformie niesprawiedliwej dla pracowników" oraz "Nie reformie i cięciom budżetowym".

Manifestanci skandowali: "Strajk, strajk, strajk", domagając się od rządu otwarcia negocjacji w sprawie reformy. Wielu zebranych miało na głowie kapelusze z wielkimi nożyczkami na czubku i wznosiło okrzyki: "Nie obcinajcie naszych praw". Niektórzy mieli plansze w kształcie trumny z wypisanym hasłem: "Negocjacje i układy zbiorowe, spoczywajcie w pokoju".

Według central związkowych reforma jest nie tylko niesprawiedliwa, ale także bezużyteczna, gdyż "doprowadzi jedynie do jeszcze większego bezrobocia". "Trzonem tej reformy są arbitralne zwolnienia pracowników, zwolnienia bez porozumienia stron" - twierdzą związki zawodowe.

Przyjęta 10 lutego przez rząd Mariano Rajoya reforma m.in. zmniejsza wysokość odpraw dla pracowników oraz oferuje ulgi podatkowe za zatrudnianie osób młodych. Rząd argumentuje, że zapewnienie "większej płynności rynkowi pracy" umożliwi znalezienie zatrudnienia młodym Hiszpanom.

Sprzeciw wobec reformy wyraził sekretarz generalny największej partii opozycyjnej, socjalistycznej PSOE, Alfredo Perez Rubalcaba.

Reforma musi jeszcze zostać przyjęta przez parlament, w którym jednak rządząca Partia Ludowa (PP) ma większość absolutną. Rubalcaba zagroził zwróceniem się do Trybunału Konstytucyjnego, jeżeli reforma zostanie przyjęta, a prawnicy stwierdzą, że jest sprzeczna z konstytucją kraju. Związki zawodowe zapowiedziały w takim przypadku strajk generalny.

"Ta reforma jest niekorzystna dla wszystkich, z wyjątkiem przedsiębiorców, uprzywilejowanej mniejszości" - uzasadnił Candido Mendez.

Prezes Hiszpańskiej Federacji Organizacji Pracodawców (CEOE) Juan Rosell poparł reformę. "Żadna reforma nie tworzy miejsc pracy w krótkim czasie, jej efekty będą widoczne za pewien czas" - uzasadnił.

Bezrobocie w Hiszpanii sięga 23 procent, a wśród osób poniżej 25. roku życia - ok. 50 procent, i jest największe w całej Unii Europejskiej. (PAP)

ksaj/ opi/ ap/

10827509 10827604 arch.