Badania wykonane przez niezależną firmę wykazały, że normy emisji dioksyn i furanów były przekroczone o ponad 3,7 tys. proc. "Z uwagi na realne zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi decyzji został nadany rygor natychmiastowej wykonalności. Oznacza to, że spółka Eko-Top nie będzie mogła prowadzić działalności w zakładzie dzierżawionym od szpitala" – poinformowali urzędnicy.

Przedstawiciele rzeszowskiej firmy Eko-Top byli w piątek po południu nieuchwytni.

Spalarnia funkcjonuje od kilkunastu lat przy szpitalu położonym w rekreacyjnej dzielnicy Bielska-Białej. Protestują przeciw niej mieszkańcy. Twierdzą, że pięć lat temu odłączony został filtr, który ograniczał emisję dioksyn i furanów. Zastosowano inny rodzaj oczyszczania, który jedynie schładzał i odpylał spaliny oraz neutralizował chlorowodór i dwutlenek siarki. Ich zdaniem zanieczyszczenie wytwarzane przez instalacje przyczyniło się do wielu chorób. Podają, że na 55 domów w najbliższej okolicy w 33 chorują ludzie, w tym na nowotwory.

Jesienią 2013 r. spółka Eko-Top z Rzeszowa wydzierżawiła instalację. Marszałek śląski wystawił wówczas firmie 10-letnie pozwolenie na spalanie niebezpiecznych odpadów medycznych i weterynaryjnych.

Protesty mieszkańców nasiliły się podczas ubiegłorocznej kampanii wyborczej do samorządu. Ich zdaniem firma znacznie zwiększyła ilość likwidowanych odpadów. W styczniu doprowadzili do skontrolowania instalacji przez śląski urząd marszałkowski. Urzędnicy dopatrzyli się nieprawidłowości, choć zapewniali, że nie zagraża to bielszczanom. Zakwestionowali m.in. to, skąd odpady trafiły do Bielska-Białej. Chodzi o tzw. zasadę bliskości, według której powinny one zostać spalone w miejscu możliwie najbliższym od tego, gdzie zostały wytworzone. Mieli też zastrzeżenia co do ilości utylizowanych odpadów.

Marszałek jeszcze w styczniu wszczął postępowanie administracyjne w sprawie cofnięcia lub ograniczenia pozwolenia. Miesiąc później zlecił inspektorowi ochrony środowiska koleją kontrolę w spalarni, którą przeprowadziła niezależna firma. Wyniki pokazały, że normy zanieczyszczeń są znacznie przekroczone. Konsekwencją tego była decyzja śląskiego inspektora ochrony środowiska o wstrzymaniu pracy instalacji.

Jeden z liderów nieformalnej grupy „Bielszczanie przeciw spalarni” Jacek Zachara nie krył wówczas zadowolenia. „To pierwszy krok we właściwym kierunku. Wygraliśmy bitwę, ale wojna trwa. Naszym celem jest likwidacja spalarni” – mówił.(PAP)

szf/ mhr/