W poniedziałek wieczorem minął tydzień od katastrofy w mysłowickiej kopalni. Na poziomie 665 m doszło do zapalenia i prawdopodobnie wybuchu metanu. W strefie zagrożenia znajdowało się wówczas 37 górników. 36 wyjechało na powierzchnię, 31 trafiło pierwotnie do szpitali. Jednego z górników, 42-letniego kombajnisty, dotąd nie odnaleziono.
Jak poinformował w środę dziennikarzy wiceprezes WUG Wojciech Magiera, tego dnia odbyło się pierwsze posiedzenie 19-osobowej komisji powołanej przez prezesa Urzędu dla zbadania przyczyn i okoliczności wypadku.
W jej składzie znaleźli się m.in. eksperci z Głównego Instytutu Górnictwa, Akademii Górniczo-Hutniczej, Instytutu Technik Innowacyjnych EMAG, Okręgowego Inspektoratu Pracy w Katowicach i Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego, a także przedstawiciele zarządu Katowickiego Holdingu Węglowego, zakładowej inspekcji pracy oraz czterech związków zawodowych.
Komisja wysłuchała informacji przedstawicieli kopalni m.in. o warunkach górniczo-geologicznych ściany, w której doszło do wypadku, występujących w niej zagrożeniach naturalnych oraz o wykonanych prognozach zagrożenia metanowego. Przedstawiciele kopalni przekazali też wiedzę o zastosowanych tam zabezpieczeniach, zatrudnionych pracownikach, prowadzonej profilaktyce i pomiarach, o sytuacji przed wypadkiem oraz o prowadzonej po nim akcji ratowniczej.
Grono ekspertów uzgodniło pięć tematów, którym muszą zostać poświęcone szczegółowe ekspertyzy. Pierwszy to kluczowa dla wyjaśnienia przyczyn i okoliczności wypadku analiza sposobu przewietrzania, analiza zagrożenia pożarowego i metanowego oraz analiza zabezpieczeń w tym rejonie. Drugi zbiór zagadnień to analiza stanu zagrożenia tąpaniami.
Trzecia ekspertyza ma dotyczyć czasu i warunków wejścia do wyrobiska, które po zakończeniu akcji ratowniczej zostanie otamowane – najprawdopodobniej na kilka miesięcy. Ta sprawa wiąże się z możliwością przeprowadzenia przez ekspertów wizji lokalnej – do tego czasu w rejonie wypadku musi zostać zlikwidowane zagrożenie. Po wypadku w kopalni Krupiński, gdzie w maju 2010 r. po zapaleniu metanu zginęły trzy osoby, a 11 zostało rannych, wizja lokalna była możliwa po pół roku.
Po wejściu do rejonu wypadku będzie też analizowana kwestia, czy doszło tam również do wybuchu pyłu węglowego. Magiera przypomniał m.in., że w czasie katastrofy w kopalni Wujek-Śląsk w 2009 r., w której wskutek zapalenia i wybuchu metanu zginęło 20 górników, a 37 zostało rannych, doszło również do lokalnych wybuchów pyłu węglowego. Ostatnia analiza będzie dotyczyła przebiegu i oceny akcji ratowniczej po wypadku.
Podczas środowego posiedzenia komisji prezes WUG Mirosław Koziura akcentował, że w tym roku zagrożenie metanowe w polskich kopalniach wzrosło w sposób niespotykany dotąd w okresie powojennym. Według obliczeń przeciętnie z każdej tony wydobywanego węgla wydziela się ponad 11 m sześc. metanu.
„W związku z tym, że tego metanu jest dużo, to i to zagrożenie jest duże. Żadne przesłanki dzisiaj nie wskazują, że jeżeli chodzi o emisję, będzie lepiej” - zaznaczył w rozmowie z dziennikarzami Magiera. „To temat ważny, przy każdej okazji staramy się o nim mówić i uczulać ludzi, że z tym nie ma żartów, co potwierdza się w cyklicznie powtarzających się niestety katastrofach” - dodał.
Według danych WUG w następstwie zagrożenia metanowego w ostatnich dziesięciu latach w polskich kopalniach doszło łącznie do 54 wypadków śmiertelnych, 39 ciężkich i 25 lekkich.
W środowym posiedzeniu komisji WUG uczestniczyli też przedstawiciele prowadzącej śledztwo po wypadku Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Na wniosek prokuratorów biegłym przekazano już 19 używanych przez wycofywanych po wypadku górników aparatów ucieczkowych. Sygnalizowali oni, że mieli z tym sprzętem problemy.
Doniesienia o zastrzeżeniach co do jakości używanych w kopalniach aparatów ucieczkowych, które w sytuacjach zagrożenia powinny zapewniać górnikom bezpieczeństwo, pojawiają się w branży od kilku lat. Sprawę kontrolował ostatnio WUG – z oceny Urzędu wynika, że nowe aparaty są jakościowo dobre, natomiast te używane w kopalniach bywają wadliwe, zarówno z winy producenta, jak i użytkowników. Śledztwo ws. jakości aparatów wszczęła też kilka miesięcy temu, z doniesienia jednego ze związków, prokuratura.
Katowicka prokuratura okręgowa prowadzi niezależne od komisji WUG śledztwo ws. wypadku w Mysłowicach-Wesołej.