Sąd I instancji przyznał poszkodowanemu milion zł, sąd odwoławczy obniżył więc łączną kwotę zadośćuczynienia o 200 tys. zł. Wyrok jest prawomocny.
W wyniku zapalenia metanu w mysłowickiej kopalni 5 górników zmarło, a ok. 30 zostało poszkodowanych. Dawid P., który wytoczył proces KHW, do którego należy kopalnia, był jednym z najciężej rannych - miał oparzone 80 proc. powierzchni ciała oraz drogi oddechowe. Przeszedł ponad 20 operacji i długotrwałą rehabilitację. Ma przed sobą kolejne zabiegi.
P. pozwał Katowicki Holding Węglowy (KHW), domagając się pierwotnie 800 tys. zł zadośćuczynienia; po opinii przedstawionej przez biegłych strona powodowa podwyższyła żądanie do 1 mln złotych. Sąd Okręgowy w Katowicach przyznał mężczyźnie właśnie 1 mln zł, uznając, że rozmiar doznanej przez niego krzywdy jest niewyobrażalny i unikatowy w skali kraju. Wyrok z I instancji zaskarżył KHW, uznając milion złotych za kwotę rażąco wysoką.
Już wcześniej prawomocnie sąd zasądził na rzecz powoda 258 tys. zł, czego nie kwestionował KHW. Razem z przyznanymi w czwartek 541 tys. zł to prawie 800 tys. zł. Poza zadośćuczynieniem górnik otrzymał też 80 tys. zł na mocy odszkodowania polisy ubezpieczeniowej wykupionej przez kopalnię.
Sędzia Jolanta Pietrzak zaznaczyła w czwartek, że wypadek wywarł trwałe i dotkliwe piętno na życiu poszkodowanego. Przypomniała, że P. doznał wielu cierpień, jest trwale niezdolny do pracy, został oszpecony, nie ma szans na odzyskanie pełnej sprawności i jest uzależniony od pomocy żony.
Nie kwestionując ustaleń sądu okręgowego, sąd apelacyjny nie do końca podzielił jednak jego ocenę prawną i postanowił zmienić kwotę zadośćuczynienia – uznał że 800 tys. zł jest adekwatne do cierpień fizycznych i psychicznych górnika. Sąd wziął pod uwagę wypłacone już wcześniej P. odszkodowanie i zadośćuczynienie, a także kwoty zadośćuczynień przyznanych innym poszkodowanym w tym samym wypadku.
"Brak mi słów, nie chcę o tym rozmawiać" - powiedział po ogłoszeniu wyroku poszkodowany, który przyszedł do sądu wraz z żoną. Jego pełnomocnik mec. Michał Konieczyński powiedział dziennikarzom, że chociaż wyrok jest rozczarowujący, jako zawodowy prawnik musi się z nim pogodzić. Dodał jednak, że argumentacja sądu nie przekonuje go i kasacja do Sądu Najwyższego nie jest wykluczona.
"Kiedy ta sprawa znalazła się w obiegu medialnym, studiowałem komentarze internetowe i ten głos społeczeństwa – anonimowy, ale jednak konkretny – całkowicie solidaryzował się uczuciami mojego klienta" - powiedział adwokat. Wyraził przekonanie, że orzeczenie z I instancji powinno zostać utrzymane w mocy, a odbiór społeczny czwartkowego wyroku będzie negatywny. Dodał, że różnica 200 tys. to kwota dla jego klienta znacząca.
Kasacji nie wykluczył też radca prawny Holdingu mec. Stefan Wojnar. Decyzję w tej sprawie podejmie zarząd spółki. Przyznał jednak, że ta kwota wydaje się adekwatna do cierpień P.. Oświadczył, że podobnych przypadkach KHW wypłacał zadośćuczynienie natychmiast po uprawomocnieniu się wyroku.
6 października 2014 r. na poziomie 665 m kopalni Mysłowice-Wesoła doszło do zapalenia i wybuchu metanu. W strefie zagrożenia znajdowało się wówczas 37 pracowników. Katastrofa spowodowała pięć śmiertelnych ofiar. Czterej ciężko poparzeni górnicy w wieku 26, 28, 29 i 32 lat zmarli w kolejnych dniach w Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. Kolejną ofiarą był 42-letni kombajnista, którego ratownicy odnaleźli w 12. dobie prowadzonych w trudnych warunkach poszukiwań.
Specjalna komisja powołana przez prezesa Wyższego Urzędu Górniczego ustaliła, że w rejonie eksploatowanej ściany wydobywczej doszło do pożaru endogenicznego - to naturalne zjawisko, spowodowane samozapłonem lub samozagrzaniem węgla. Należy wówczas wycofać załogę i podjąć akcję pożarową. Komisja uznała, że metan zapalił się wobec m.in. "braku aktywnej profilaktyki pożarowej".
W ocenie komisji, do wypadku przyczyniła się nieprawidłowa praca osób kierownictwa i dozoru ruchu kopalni, polegająca m.in. na prowadzeniu robót eksploatacyjnych w ścianie w warunkach występowania pożaru, nierozpoczęciu akcji przeciwpożarowej oraz nieinformowaniu pracowników o wzroście zagrożenia pożarowego. Nie było też należytej kontroli ściany.
W związku ze stwierdzonymi już nieprawidłowościami prezes WUG zakazał 12 osobom z kierownictwa i dozoru ruchu kopalni wykonywania czynności na dotychczasowych stanowiskach - to najsurowsze sankcje, jakie może stosować nadzór górniczy. Do sądu skierowano wnioski o ukaranie 12 innych osób z dozoru ruchu kopalni, wobec kierownika ruchu zakładu orzeczono karę finansową. Powiadomiono również prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez siedem osób kierownictwa kopalni i wyższego dozoru ruchu.
Śledztwo w sprawie wypadku w kopalni Mysłowice-Wesoła prowadzi Prokuratura Okręgowa w Katowicach. Dotychczas nie przedstawiła nikomu zarzutów, czeka na opinię biegłych. (PAP)