We wtorek w Sali Kolumnowej Sejmu podczas publicznego wysłuchania projektu starli się przeciwnicy zmian i zwolennicy odebrania samorządom prawa weta do tworzenia nowych parków narodowych. Oklaskami lub buczeniem reagowali na popierane przez siebie lub przeciwne rozwiązania.
Według obowiązującej ustawy o ochronie przyrody utworzenie parku lub zmiana jego granic wymaga uzgodnień z samorządami, na których terenie leży lub ma powstać park. W obywatelskim projekcie mowa jest tylko o zaopiniowaniu projektu rozporządzenia o utworzeniu lub zmianie granic parku przez samorząd, Państwową Radę Ochrony Przyrody oraz zainteresowane organizacje pozarządowe.
Do podkomisji trafią wygłoszone podczas czterogodzinnego wysłuchania wystąpienia, jak i te, których ze względu na ograniczony czas nie dało się ich autorom wygłosić.
Jeden z twórców reformy administracyjnej kraju prof. Michał Kulesza ocenił podczas wysłuchania, że cel, który przyświeca ustawie jest dobry, ale wybrana droga - poprzez zamianę słowa uzgodnienie na opinia nie jest właściwy. W jego ocenie samorządy powinny wiedzieć przed powstaniem, lub rozszerzeniem parku narodowego, o kosztach infrastruktury i uczciwym szacunku kosztów całego przedsięwzięcia, powinny znać procedury, na podstawie których zostanie powołany park, i korzyści, które jego powołanie przyniesie.
"Plany zagospodarowania przestrzennego to wielorakie studia i analizy, a tu ma pozostać jedynie opinia, bez żadnych analiz, bilansu zysków i strat. To niepoważne" - mówił.
Przedstawiciele samorządów z woj. warmińsko-mazurskiego, podlaskiego, podkarpackiego, gmin obejmujących Puszczę Białowieską, ale też związków samorządowych opowiadali się za odrzuceniem rozwiązań proponowanych w obywatelskim projekcie. Postulowali, by samorządy, na których terenie istnieją, lub byłyby tworzone nowe parki narodowe, uzyskiwały rekompensatę z tego tytułu w formie "subwencji ekologicznej".
Z jednolitego głosu samorządowców wyłamał się burmistrz Mogielnicy (Wielkopolskie) Sławomir Chmielewski. Przekonywał on, że tak jak żadna rada gminy nie jest w stanie ocenić wartości obrazów van Gogha i uznać je za dzieła, które trzeba zachować jako dobro ludzkości, tak nie jest w stanie ocenić walorów unikalnego w skali kraju, czy kontynentu, obszaru chronionej przyrody.
Były minister środowiska Maciej Nowicki podkreślał, że najwyższą formą ochrony - parkiem narodowym - w Polsce objęty jest zaledwie 1 proc. powierzchni kraju. W jego ocenie z negocjacji z samorządami wynika, że wystarczyłaby im właściwa rekompensata za utworzenie parku narodowego - zwrot utraconych dochodów z podatku leśnego, czy zrównanie pensji leśników w parkach narodowych z pensjami leśników pracujących w Lasach Państwowych.
Powstanie parku powinno być traktowane jako normalna inwestycja, z przypisanym do niej rozwojem infrastruktury, która ma służyć rozwojowi gospodarczemu lokalnej społeczności - przekonywał Nowicki.
Jego następca na stanowisku szefa resortu środowiska Andrzej Kraszewski przekonywał, że fiasko rozmów w sprawie rozszerzenia granic Białowieskiego Parku Narodowego, pomimo oferowanych przez państwo nakładów na rozwój gmin, które zgodziłyby się na to, świadczy o tym, że obecne rozwiązanie nie sprawdza się. "Mamy jedyny kawałek pierwotnego lasu w Europie od Kremla do Paryża. Mamy obowiązek go chronić, a gminy mają przywilej goszczenia u siebie takiego bogactwa" - mówił.
Jeśli na jednej szali położymy 120 miejsc pracy pilarzy, które stracimy przez rozszerzenie Puszczy, to na drugiej szali mamy kilkaset miejsc pracy, które mogą powstać po rozszerzeniu parku, w obsłudze turystycznej - podkreślał Kraszewski.
Szef Greenpeace Robert Cyglicki zwracał uwagę na paradoksy w polskim prawie - z jednej strony ustawa pozwala bez uzyskania zgody gmin wywłaszczyć tysiące ludzi na obszarze planowanego wydobycia surowców naturalnych, a z drugiej od zgody gminy uzależnia utworzenie parku narodowego na obszarze należącym do skarbu państwa i mającym wartość dobra narodowego.
Inicjatorzy zmian w ustawie zebrali 250 tys. podpisów, przy wymaganych 100 tys. Podpisy zaczęto zbierać po tym, jak samorządy nie zgodziły się na powiększenie Białowieskiego Parku Narodowego. Projekt został złożony w Sejmie w listopadzie 2010 r. W poprzedniej kadencji nie został wprowadzony pod obrady, ale projekty obywatelskie nie podlegają zasadzie dyskontynuacji. Dlatego prace nad tym samym wnioskiem podjął parlament obecnej kadencji. (PAP)