Mężczyzna przebywał w szpitalu po operacji. Po wieczornym zdarzeniu, z ranami postrzałowym uda i miednicy, ponownie trafił na salę operacyjną. W nocy z poniedziałku na wtorek (14/15 lipca 2014) zmarł.

Lekarze z rudzkiego szpitala nie chcieli we wtorek mówić o przyczynach zgonu i o wcześniejszym zachowaniu pacjenta. Jak mówił podczas wtorkowego briefingu p.o. zastępca dyrektora szpitala Adam Furmaniuk, będzie to wyjaśniane między innymi na podstawie sekcji zwłok. Dodał, że okolicznościami zdarzenia zajmuje się prokurator.

Jak informował wcześniej rzecznik śląskiej policji podinspektor Andrzej Gąska, policjanci zostali wezwani do szpitala w poniedziałek przed godziną 22. Prośba dotyczyła interwencji wobec agresywnie zachowującego się pacjenta.

Według relacji Gąski 56-latek przebywał w szpitalu po zabiegu operacyjnym. W poniedziałek wieczorem wyrwał sobie dreny i wybiegł z oddziału, wybijając po drodze ręką szybę w drzwiach. Uciekł do pomieszczeń kuchennych, gdzie znalazł dwa noże. Jak mówił rzecznik, swoim zachowaniem zaczął zagrażać personelowi i pacjentom.

- Policjanci wezwali go do odrzucenia noży i podporządkowania się ich poleceniom. Efekt był jednak przeciwny - pacjent zaczął zachowywać się jeszcze bardziej agresywnie - relacjonował Gąska.

Funkcjonariusze dwukrotnie użyli gazu obezwładniającego, a potem też pałki. Nie przyniosło to rezultatu. Gdy mężczyzna zaatakował policjanta, rzucając się w jego stronę z nożami, drugi funkcjonariusz oddał strzał, raniąc go w udo. Nie powstrzymało to jednak atakującego. Padł drugi strzał, w miednicę. Dopiero wówczas obezwładnienie 56-latka było możliwe.

Jak powiedział Gąska, mężczyzna został natychmiast przewieziony na salę operacyjną.
- O godzinie 2.30 dostaliśmy informację, że pacjent zmarł. W tej sytuacji na pewno prokuratura zarządzi sekcję zwłok, żeby wyjaśnić, co było bezpośrednią przyczyną śmierci. Odniesione rany nie wydawały się specjalnie zagrażające życiu - mówił policjant.

Jak dodał, śledczy będą najpewniej starali się wyjaśniać powody agresywnego zachowania mężczyzny. 56-latek był mieszkańcem Rudy Śląskiej, nie był wcześniej notowany przez policję.

Podczas wtorkowego briefingu p.o. zastępcy dyrektora rudzkiego szpitala uściślił, że 56-latek był pacjentem oddziału chirurgicznego. Lekarz nie wiedział, w jakich okolicznościach pacjent trafił do szpitala, a także czy w poniedziałek wieczorem mógł być na przykład pod wpływem leków. Podkreślił, że podczas zdarzenia „zostały zachowane wszelkie procedury bezpieczeństwa”, wezwano policję.

- Jesteśmy wstrząśnięci tą informacją, dlatego że przede wszystkim myśleliśmy o niebezpieczeństwie, jakie wynikało z tej sytuacji. Było ewidentne zagrożenie życia i zdrowia pacjentów oraz personelu medycznego - zaznaczył Furmaniuk. Dodał, że tylko dzięki przybyciu policji nie było żadnych ofiar po stronie pacjentów.

Analizą zdarzenia - poza policją i prokuraturą - ma się zająć szpitalny zespół ds. zdarzeń niepożądanych.(pap)