Włoskie media podały, że w regionie Apulia do sędziego pokoju, orzekającego w drobnych sporach cywilnych i w sprawie wykroczeń w ruchu drogowym, zgłosił się mężczyzna, który zaskarżył kuriozalny mandat, wystawiony mu przez funkcjonariuszy straży miejskiej.

Ukarali go oni za to, że siedząc za kierownicą na moment podniósł lewą rękę, by podrapać się w ucho, również lewe. Co ciekawe, zaswędziało go ono w chwili, gdy stał w korku ulicznym i właśnie w takiej sytuacji spostrzegawczy strażnicy miejscy wystawili mu mandat w wysokości kilkudziesięciu euro.

Kierowca uznał tę karę za absurdalną i wystąpił przeciwko zarządowi miasta, któremu podlega straż.

W przytoczonym przez prasę orzeczeniu sędzia napisał: "Dotykanie ucha w trakcie prowadzenia samochodu nie oznacza utraty swobody poruszania się, potrzebnej do tego, by móc wykonać manewry niezbędne podczas jazdy".

"Można uznać, że swoboda poruszania jest ograniczona tylko wtedy, gdy w czasie jazdy prowadzący pojazd będzie używał rąk w taki sposób, że nie będzie mógł natychmiast położyć ich z powrotem na kierownicy, na przykład chwytając duże przedmioty lub obejmując osobę siedzącą obok" - wyjaśnił sędzia z Bari. Nakazał on władzom miejskim wypłatę odszkodowania w wysokości 1000 euro za niesłusznie wystawiony, osobliwy mandat. Straż musi zaś oddać sumę zapłaconą przez kierowcę.

Z Rzymu Sylwia Wysocka(PAP)