Sama idea jest błędna, szkodliwa dla takiego kraju, jak nasz, ponieważ jest kontynuacją zasad neoliberalnych, nie społecznych – zauważyła. Układ o wolnym handlu z Ameryką może nas uwiązać na dziesiątki lat, a nie znamy jego skutków – ostrzegła. Przypomniała m.in. efekty zawartego w latach 90. Północnoamerykańskiego Układu o Wolnym Handlu (NAFTA) między Kanadą, USA i Meksykiem, który okazał się bardzo kosztowny gospodarczo i społecznie dla Meksyku.

Jej zdaniem po załamaniu się rozmów w ramach Światowej Organizacji Handlu Unia Europejska i Stany Zjednoczone chciały "przechytrzyć świat" i pozostawiły na boku resztę uczestników negocjacji w WTO. TTIP grozi więc dużym efektem przesunięcia handlu na niekorzyść państw pozostających poza układem.

Czytaj: Sondaż: Polacy za umową handlową UE-USA>>>

"Jeżeli ten układ negocjuje się przeciwko Chinom, przeciwko Rosji, przeciwko krajom rozwijającym się (…), to niesie za sobą kolejne nierówności w gospodarce światowej i kolejne kryzysy" – mówiła. Podkreśliła, że rozwiązania, dającego szansę na równowagę należy szukać na forum WTO. "Inaczej te kraje (globalnego południa) będą ciągle dotknięte wojną, konfliktami i biedą. A to w końcu zagraża także nam" – zauważyła.

Oręziak wskazała też, że umowę międzynarodową jest o wiele trudniej wypowiedzieć, niż umowę bilateralną.

W debacie zorganizowanej przez Instytut Kaleckiego i Fundację Global.Lab padały argumenty za i przeciw TTIP. Rozmówcy wskazywali na możliwości, jakie układ stwarza dla unijnej gospodarki, jak i zagrożenia, jakie wiążą się z ekspansją ekonomiczną amerykańskich korporacji.

Były europarlamentarzysta Paweł Zalewski (PO) podkreślał, że TTIP doprowadzi do umocnienia systemu wspólnych wartości, łączących UE i USA i pozwoli na propagację w świecie łączących standardów. Odnosząc się do zarzutów o tajność negocjacji prowadzonych przez Komisję Europejską i USA zauważył, że nie zna umowy handlowej, która byłaby znana przed podpisaniem.

Bagatelizował także znaczenie klauzuli dotyczącej rozwiązywania sporów między państwem a inwestorem (ISDS), przypominając, że obowiązuje ona Polskę w ramach bilateralnej umowy z USA o wzajemnej ochronie inwestycji.

Uczestnicy wspomnieli także o negocjowanym w ramach umowy rozdziale dotyczącym handlu energią. Prof. Oręziak podkreśliła, że rozważania dotyczące sprzedaży surowców energetycznych przez Stany Zjednoczone trafiają w Polsce na podatny grunt. Wyraziła jednak wątpliwość, czy Amerykanie będą chcieli sprzedawać Europejczykom nośniki energii poniżej cen rynkowych. Jeśli zgodzą się na preferencje, to nie zagwarantują ciągłości dostaw – zauważyła.

"Układ obowiązuje, gazu nie ma. Co my zrobimy?" – pytała. To według niej wysoka cena za mglistą obietnicę.

Zdaniem innego uczestnika debaty, posła Maksa Kraczkowskiego (PiS), "temat energetyczny pozostaje otwarty", gdyż nawet obowiązująca w USA cena nośników energii powiększona o koszty transportu byłaby dla Polski korzystna. (PAP)