We wtorek resort cyfryzacji zrezygnował z pomysłu zniesienia odpowiedzialności właścicieli wyszukiwarek za umożliwianie dostępu do nielegalnych treści. Chodzi o te wyniki wyszukiwania, które odsyłają użytkownika do treści, m.in. filmów i muzyki, nielegalnie zamieszczonych w internecie.

Takie rozwiązanie znalazło się w projekcie nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną; przeciwko niemu protestowało blisko 500 polskich twórców i resort kultury. W liście skierowanym 16 lutego do premiera Donalda Tuska twórcy podkreślili, że uchwalenie ustawy w kształcie proponowanym przez MAC uczyniłoby z Polski "raj dla portali pirackich z całego świata".

Ostrowski jest zdania, że zrezygnowanie z regulacji utrzyma obecny stan niepewności prawnej. "Nadal nie będzie wiadomo, czy i w jakim zakresie właściciele wyszukiwarek mają odpowiadać za umożliwianie dostępu do nielegalnych treści" - powiedział PAP Ostrowski. Uważa, że niepewność prawa to największa bariera rozwoju rynku usług elektronicznych.

W opinii Ostrowskiego zmiany w polskim prawie powinny podążać w kierunku rozwiązań przyjętych w UE i Stanach Zjednoczonych, gdzie "zazwyczaj rozróżnia się odpowiedzialność tych, którzy pośredniczą w przekazywaniu informacji od tych, którzy umieszczają bezprawne informacje u siebie na serwerze". Pierwotne zmiany proponowane przez MAC wprowadzały takie rozróżnienie.

Ostrowski uważa, że za umożliwienie dostępu do nielegalnych treści powinny odpowiadać przede wszystkim podmioty umieszczające je w sieci oraz podmioty świadczące usługi hostingowe, czyli zarabiające na udostępnianiu miejsca na swoim serwerze, jeżeli nie spełnią warunków określonych w ustawie. Rynek usług hostingowych jest niezwykle prężny, korzystają z nich np. przedsiębiorcy posiadający strony internetowe.

"Jako przykład weźmy sklep z dopalaczami sprzedający niedozwolone używki" - mówił Ostrowski tłumacząc, że korzysta z przykładu dopalaczy, aby pokazać, że rozwiązania te nie dotyczą tylko naruszeń praw autorskich.

Właściciel takiego sklepu, chcąc założyć stronę internetową, umieszcza ją na serwerze podmiotu świadczącego usługę hostingową. "Nie ma przecież sensu, aby w tym celu sam budował serwer, bo to mu się nie opłaca" - zaznaczył prawnik. Podmiot, który świadczy usługę hostingową właścicielowi sklepu z dopalaczami, ma obowiązek zareagować, jeśli otrzyma wiarygodną informację o bezprawnym charakterze działalności swojego klienta. Z kolei właściciel wyszukiwarki nie powinien, zdaniem Ostrowskiego, odpowiadać za pokazanie w wynikach wyszukiwania linku do strony internetowej sklepu sprzedającego dopalacze, ponieważ jego działalność polega na "fotografowaniu" zawartości internetu.

Prawnik uważa też, że stan niepewności prawnej jest korzystny dla właścicieli treści, bo "mogą zastraszać użytkowników i przedsiębiorców swoimi interpretacjami prawa". "Twierdzą oni, że ściągać z internetu nie wolno, że można pójść za to do więzienia, a przecież ściąganie jest dozwolone, tylko trzeba wiedzieć od kogo i w jaki sposób to robić. Nowe zapisy prawne wreszcie uregulowałyby odpowiedzialność pośrednika" - podkreślił.

"Karanie właścicieli wyszukiwarek za umożliwianie dostępu do nielegalnych treści jest jak karanie listonosza za dostarczanie wiadomości. Wyszukiwarki linkują automatycznie do treści, na które nie mają żadnego wpływu, nie są ich właścicielami" - powiedział Ostrowski.

Inne zdanie na ten temat ma resort kultury. W ocenie ministerstwa właściciel wyszukiwarki nie jest jedynie biernym pośrednikiem i ma wpływ na to, jakiego rodzaju treści pojawią się w pierwszej kolejności lub czy pojawią się w ogóle. "Dodatkowo ma możliwość usuwania stron z wyników wyszukiwania, czyli może uniemożliwić dostęp do nich osobom, które nie dysponują adresem internetowym strony" – napisano w komunikacie przesłanym PAP.

Dyskusja o odpowiedzialności wyszukiwarek trwa od kilku lat. Podobne rozwiązanie zaproponowało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji w 2008 r., nie zostało ono wówczas przyjęte. Do pomysłu powróciło Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji, w 2011 r. Rada Ministrów przyjęła założenia do projektu nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, wśród których znalazła się kontrowersyjna propozycja.