Niedoceniana u nas - zdaniem NIK - mała retencja polega na gromadzeniu wody w niewielkich zbiornikach naturalnych albo sztucznych.

Tymczasem obecne metody walki z negatywnymi skutkami susz czy powodzi są niewystarczające. Izba podaje bowiem, że w naszym kraju łączna objętość wody zmagazynowanej w sztucznych zbiornikach wynosiła w ostatnich latach ok. 4 mld m sześc. (nieco ponad połowa w dziesięciu dużych zbiornikach o pojemności powyżej 100 mln m sześc). "Ich stosunkowo niewielka całkowita pojemność nie daje pełnej możliwości ochrony przed powodzią i suszą" - podkreślono w raporcie.

Zobacz: Ekspert: susza może być groźniejsza od powodzi, nie można jej bagatelizować 

Zwraca też uwagę, że w naszym kraju występuje niski poziom retencji wód (chodzi o naturalne magazynowanie wody opadowej np. przez lasy, które opóźniają jej odpływ z danego terenu). Jest to po części spowodowane m.in.: rozwojem gospodarczym na obszarach narażonych na występowanie powodzi, postępującą urbanizacją, regulacją rzek i potoków, sytuowaniem wałów zbyt blisko rzek, budową na terenach rolnych głównie melioracji odwadniających oraz zagospodarowywaniem naturalnych zbiorników retencji wód, jakimi są np. mokradła i starorzecza.
A - jak przypomina NIK - nasz kraj nie jest zasobny w wodę. "Na jednego mieszkańca Polski przypada rocznie ok. 1,6 tys. m sześć. wody. To nawet trzykrotnie mniej niż w większości krajów europejskich" - czytamy.

Jak czytamy w raporcie, samorządy województwa śląskiego i małopolskiego nie wiedziały, jakie obszary na ich terenie są zagrożone powodzią i suszą. "W dodatku ich programy małej retencji od lat były nieaktualne, a ich realizacja opóźniona" - zaznaczono.

Izba wskazała, że po 10 latach realizacji programu małej retencji w Małopolsce, ponad sześćdziesiąt zadań nie zostało w ogóle podjętych. "Tylko jedno zadanie było w trakcie realizacji, a sześć przygotowywano do wykonania" - wyjaśniono.

W woj. śląskim, po blisko sześciu latach realizacji programu małej retencji, nie zrealizowano 78 z 95 zaplanowanych zadań. NIK zaznacza, że patrząc na tempo realizacji tych projektów, wątpliwym jest, żeby zostały one zakończone do końca 2015 roku.

Zobacz: Resort środowiska informuje jak radzić sobie z suszą 

"Spośród 349 gmin położonych na terenie województw małopolskiego i śląskiego, zaledwie 18 z nich (5 proc.) budowało, a 21 (6 proc.) modernizowało obiekty małej retencji (np. stawy, oczka wodne, spiętrzenia cieków wodnych). Do 30 czerwca 2014 r. inwestycje tego rodzaju zakończyło odpowiednio 15 i 20 gmin. Spośród 314 gmin (90 proc.), które w powyższym okresie nie budowały ani nie modernizowały obiektów małej retencji, ponad połowa nie widziała takiej potrzeby, a prawie jedna czwarta nie miała na to pieniędzy" - dodano. W tej sytuacji działania samorządów województw i gmin w zakresie małej retencji sprowadzały się głównie do przeprowadzania remontów i konserwacji już istniejących obiektów.

NIK zauważa, że wśród powyższych samorządów znalazły się m.in. gminy, w których w ostatnich latach wystąpiły powodzie i podtopienia (Gilowice, Bielsko-Biała, Czechowice-Dziedzice, Wilamowice, Jasienica, Blachownia, Czernichów, Jeleśnia, Koszarawa, Lipowa, Radziechowy-Wieprz, Rajcza i Węgierska Górka).

Samorządy nie promowały ponadto problematyki małej retencji wśród rolników oraz właścicieli terenów, na których można przeprowadzić takie inwestycje. Izba wskazała, że dotyczyło to aż 286 gmin, co stanowi ponad 80 proc.

Zobacz: Nawet milion hektarów gruntów może być objętych suszą 

NIK podkreśla za to, że z projektami małej retencji znacznie lepiej radziły sobie Lasy Państwowe. Dyrekcje w Krakowie i Katowicach oraz poszczególne nadleśnictwa rozpoznały zagrożenia z tytułu powodzi i susz oraz potrzeby rozwijania małej retencji. Takie informacje przekazywane były też do wykorzystania w programach wojewódzkich. "Nadleśnictwa zrealizowały w sumie 247 zadań remontowych i inwestycyjnych, dzięki czemu pojemność retencyjna zarządzanych przez nie obszarów wzrosła o co najmniej 4,4 mln m sześc. wody. Pozytywny wpływ na zwiększenie retencji miało również zalesianie i odnawianie drzewostanu, odmulanie rowów oraz rewitalizacja oczek wodnych. Lasy Państwowe, w przeciwieństwie do samorządów, położyły również większy nacisk na popularyzację problematyki małej retencji" - wyjaśnia raport.

"Konsekwencją zaniechania i odstąpienia od realizacji konkretnych przedsięwzięć z zakresu małej retencji będzie utrwalanie się stanu, w którym konieczność likwidacji kłopotliwych skutków dokuczliwych upałów i suszy (a co za tym idzie niedoboru wody) będzie przeplatać się z okresami likwidacji skutków powodzi o różnym natężeniu i zasięgu. W świetle ustaleń kontroli aktywność samorządów powinna zatem ulec zwiększeniu, tak by działania wzmacniające potencjał małej retencji nie koncentrowały się tylko na obszarach zarządzanych przez Lasy Państwowe" - konkluduje NIK.

Zobacz: Susza przyczyną problemów rolników i hodowców zwierząt 

Kontrolerzy dodają, że szczególnie istotne jest upowszechnianie wiedzy o celach i funkcji małej retencji wśród właścicieli gruntów. "Konieczne wydaje się także rozpoznanie przez gminy potrzeb oraz potencjalnych źródeł finansowania inwestycji z zakresu małej retencji oraz podjęcie kompleksowych działań dla zwiększenia roli małej retencji przez ministra środowiska, przy udziale pozostałych organów administracji publicznej właściwych w sprawach gospodarowania wodami" - dodano. (PAP)