Opinię, że mniejszość niemiecka upolitycznia temat powiększenia Opola o obszary sąsiednich gmin, Pietrucha wyraził na wtorkowej konferencji prasowej.

Jak zaznaczył, projekt powiększenia Opola zrodził się z pobudek niepolitycznych; u jego podstaw legły chęć wzmocnienia miasta i regionu. Przekonywał, że "pierwszym politycznym głosem" w tej sprawie było stanowisko przyjęte przez organizacje mniejszości niemieckiej w grudniu ub. roku, które negatywnie zaopiniowały plany poszerzenia miasta. Jak wtedy argumentowała mniejszość - poszerzenie może skutkować m.in. zmianą proporcji narodowościowych w podopolskich gminach i przez to naruszać prawa mniejszości.

Pietrucha uznał we wtorek, że był to „pierwszy akt wrogi wobec Opola” ze strony środowiska mniejszości. Według niego także inicjatywa pozbawienia prezydenta Opola funkcji przewodniczącego zarządu Aglomeracji Opolskiej (AO), którą utworzyło 21 gmin z Opolem na czele, pojawiła się wśród działaczy mniejszości będących w AO.

Zdaniem Pietruchy pomysłodawcami stanowiska konwentu starostów woj. opolskiego, w którym wyrażono "stanowczy protest" przeciwko planom prezydenta Opola odnośnie poszerzenia miasta, także byli przedstawiciele mniejszości. Choć, jak przyznał, przyjęli je wszyscy członkowie konwentu.

Wiceprezydent Opola mówił także o projekcie uchwały sejmiku dot. inicjatywy poszerzenia granic Opola, w której ma się znaleźć negatywne stanowisko wobec tej inicjatywy. Złożył je w imieniu klubu radnych MN przewodniczący tego klubu wicemarszałek Roman Kolek. Stanowisko to jest konsultowane. Zdaniem Pietruchy to też będzie uchwała o charakterze politycznym. Jak ocenił, Kolek "próbuje w ten sposób zaszantażować całą koalicję rządzącą woj. opolskim".

Koalicję w sejmiku tworzą PO, PSL i MN.

Wiceprezydent Opola podkreślił, że w żadnej wypowiedzi przedstawicieli miasta podczas działań dot. powiększenia Opola nie było "ocen o charakterze narodowościowym”. „Natomiast z drugiej strony nieustannie mieliśmy do czynienia z atakami o charakterze politycznym" - uznał.

Szef Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców (TSKN) na Śląsku Opolskim Rafał Bartek na briefingu powiedział, że jest "mocno zaskoczony takim stanowiskiem miasta Opola". Argumentował m.in., że grudniowe stanowisko organizacji mniejszości niemieckiej było „długo konsultowane” i „wyszło z potrzeby ludzi”, którzy dopytywali o zdanie mniejszości w tej sprawie.

„To, że zabraliśmy ten głos jako pierwsi, pewnie nie jest przypadkowe. Jesteśmy w tym regionie jedyną siłą regionalną, która się skupia głównie na kwestiach dotyczących tego regionu. W przeciwieństwie do partii politycznych, które spoglądają często przez pryzmat swojej centrali” - podkreślił.

Jak dodał, np. w sejmiku mniejszość jest „jedną z frakcji, wybraną demokratycznie”, która bierze udział w polityce regionalnej i jej radni mogą proponować stanowiska.

„Jestem bardzo zasmucony, że pan prezydent wchodzi w retorykę narodowościową próbując spłycić cały dyskurs do kwestii narodowościowych. Odbieram to bardzo negatywnie, bo nie po to budowaliśmy przez ostatnie 26 lat wspólnotę, żeby dzisiaj dla krótkowzrocznych, koniunkturalnych celów, to niszczyć” – podsumował Bartek.

Prezydent Opola chce włączyć w granice miasta tereny 13 sołectw (całych lub ich części) z 5 podopolskich gmin: Dąbrowy, Dobrzenia Wielkiego, Komprachcic, Prószkowa i Turawy. Dzięki temu miasto zyskałoby blisko 9,5 tys. mieszkańców (dziś liczy niespełna 120 tys.) i ponad 5,3 tys. ha. Zdaniem prezydenta dałoby to możliwość rozwoju Opola.

Propozycja prezydenta wzbudziła sprzeciw sąsiednich gmin. Ich mieszkańcy organizowali protesty, pikiety, spotkania i blokady dróg. We wszystkich tych gminach i w powiecie opolskim w konsultacjach społecznych ponad 90 proc. głosujących wypowiedziało się przeciw poszerzeniu granic Opola. Wyniki konsultacji w mieście mają być znane w przyszłym tygodniu. (PAP)