Porozumienie eurogrupy osiągnięte w nocy z wtorku na środę potwierdza zamiar utworzenia wspólnego funduszu upadłościowego, do którego składki wpłacałyby same banki. Po 10 latach jego wielkość miałaby wynieść dla strefy euro 55 mld euro.

Jednak kontrowersyjną kwestią było zabezpieczenie finansowe likwidacji w czasie, gdy fundusz ten będzie się napełniać. Niemcy broniły się przed wykorzystaniem na ten cel funduszu ratunkowego strefy (EMS), by za kłopoty np. hiszpańskich banków nie płacili niemieccy podatnicy. Ostatecznie Berlin uzyskał zabezpieczenia, które umożliwiły porozumienie.

Według wstępnych uzgodnień do czasu uzbierania wystarczających środków we wspólnym funduszu upadłościowym rządy będą mogły nałożyć dodatkowe opłaty na banki. Jeśli to nie wystarczy, będą mogły wykorzystać środki krajowe. Jeśli rząd nie będzie miał wystarczających środków, może zwrócić się o pożyczkę do EMS, podobnie jak wcześniej o pożyczkę na wsparcie sektora bankowego zwróciła się Hiszpania.

Później, po 2025 roku, gdy fundusz upadłościowy się napełni, będzie mógł pożyczać dodatkowe środki. Za spłacanie tych pożyczek mają jednak ostatecznie odpowiadać same banki w formie składek, także ex-post.

Uzgodnienia ministrów finansów strefy euro zwiększają szanse na porozumienie ministrów finansów UE w środę w sprawie całego wspólnego mechanizmu restrukturyzacji i uporządkowanej likwidacji banków (SRM), czyli drugiego etapu unii bankowej, a także na zatwierdzenie kompromisu na szczycie UE w czwartek i piątek. W razie porozumienia SRM mógłby wejść w życie już w 2015 roku.

Według unijnych dyplomatów uzgodnienia eurogrupy są "przełomem", bo udało się rozwiązać kilka najbardziej spornych spraw. "Rysuje się porozumienie w sprawie unii bankowej" - powiedział w środę wysoki rangą dyplomata. Jednak doprecyzować należy jeszcze interpretację niektórych zapisów z porozumienia eurogrupy. "Być może każdy rozumie kompromis tak, jak chce: zarówno kraje południa UE, które chciałyby być pod kroplówką europejskiego mechanizmu stabilizacyjnego, jak i Niemcy, które nie chcą do tego dopuścić" - dodał dyplomata.

Ciągle otwarte pozostaje też pytanie, co z krajami spoza strefy euro, które przystąpią do unii bankowej. "Dla nas najważniejsze jest, by zadbać o to, aby zabezpieczenie (w ramach SRM) było teoretycznie dostępne dla krajów spoza euro" - powiedział dziennikarzom polski dyplomata.

We wstępnym porozumieniu eurogrupy znalazł się zapis o "zapewnieniu równoważnego traktowania wszystkich krajów członkowskich uczestniczących w SSM/SRM (wspólnym nadzorze bankowym/mechanizmie restrukturyzacji banków - PAP), w tym krajów członkowskich, które przystąpią do niego w późniejszym terminie".

Ale konkretnych propozycji zabrakło. Z tego powodu Polska podczas rady ministrów finansów w środę zamierza zabiegać o precyzyjniejsze sformułowanie zapewnień o równym traktowaniu krajów euro i spoza euro, tak by dotyczyło to również etapu tworzenia zabezpieczenia finansowego na wypadek upadłości banku oraz etapu, gdy fundusz ten będzie już w pełni operacyjny.

Według dyplomatów upadł już pomysł, aby takim funduszem zabezpieczającym dla krajów spoza eurolandu był instrument wsparcia bilansów płatniczych (z ang. BoP - balance of payments assistance); w ramach tego programu UE może udzielić krajom spoza eurolandu pomocy na podreperowanie bilansów płatniczych na łączną kwotę 50 mld euro. 10 grudnia ministrowie finansów na skutek sprzeciwu m.in. Niemiec nie zatwierdziły zmian w programie BoP, które ułatwiłyby takie ukierunkowane wsparcie. (PAP)