Dokument, przygotowany przez komisarza UE ds. budżetu Janusza Lewandowskiego i natychmiast zaprezentowany eurodeputowanym w Strasburgu, to analiza obecnego budżetu unijnego na lata 2007-2013 z jego wadami i zaletami, tak by wyciągnąć lekcje przed oczekiwaną w połowie przyszłego roku propozycją nowej wieloletniej perspektywy.

Nowością są propozycje w sprawie nowych źródeł dochodu, które zasiliłyby unijną kasę. Choć w dokumencie nie pojawia się kontrowersyjne słowo "europodatek", bo UE nie ma kompetencji do jego zbierania, chodzi w gruncie rzeczy o przekazanie części dochodu z podatków zbieranych przez kraje do budżetu UE.

Sześć przeanalizowanych przez KE opcji zwiększenia budżetu UE poprzez nowe źródła dochodu, inaczej określane europodatkiem, to: podatek od sektora finansowego, wpływy z handlu prawami do emisji CO2, przejęcie części VAT (np. kilku punktów procentowych) lub CIT, podatek w postaci tzw. opłaty od transportu lotniczego oraz podatek energetyczny.

Lewandowski zastrzegł, że nie chodzi o zastąpienie obecnych składek do budżetu, obliczanych na podstawie PKB kraju, tylko wygenerowanie nowych dodatkowych 20-30 mld euro rocznie.

"To udany dokument, choć jest trochę za późno" - powiedział podczas debaty w PE lider liberałów Guy Verhofstadt. Ten zdeklarowany federalista nigdy nie ukrywał, że opowiada się za europodatkiem. Zagroził, że jeśli nie będzie zgody na debatę wśród stolic, to PE "nie zgodzi się przyjąć budżetu na rok 2011". Podobnie za debatą o dochodach własnych wypowiedział się szef chadeków Joseph Daul.

Choć dokument nie wskazuje jeszcze jak duży powinien być to budżet, to już sygnalizuje kilka zmian, m.in. wydłużenie obecnej siedmioletniej perspektywy do 10 lat. Po pięciu latach nastąpi rewizja budżetu, która umożliwi skorzystanie z 5 proc. rezerwy i przesunięcia wydatków pomiędzy poszczególnymi politykami UE.

"Najgorszą propozycją jest skrócenie do pięciu lat (czego chce PE - PAP), bo chodzi o to, by na jak najdłużej zapewnić spokój i stabilność finansową dla Europy. Im dłuższy, tym lepiej. Ryzyko 10-letniego budżetu jest takie, że teraz, kiedy będzie on przyjmowany na 10 lat, jest fatalny nastrój w Europie (kryzys, niechęć zwiększania wydatków i redukcje deficytów - PAP). Należy się jednak spodziewać, że tendencje egoistyczne raczej będą rosły niż malały" - powiedział PAP Lewandowski.

Podkreślił, że przyjęty dokument ogromnie różni się od ubiegłorocznych przecieków z Komisji Europejskiej, które zapowiadały częściową nacjonalizację polityki spójności, zwłaszcza w biednych regionach bogatszych krajów, oraz centralizację w dystrybucji funduszy na poziomie regionów.

"Tamten materiał sprzed roku, choć był to tylko wewnętrzny dokument, sygnalizował niebezpieczny kierunek jazdy. Teraz podkreśla się, że polityka spójności pozostanie polityką europejską, regionalnie zarządzaną i zaadresowaną do regionów" - powiedział Lewandowski. Jak czytamy w dokumencie, "polityka spójności ma kontynuować pomoc dla najbiedniejszych regionów, ale jednocześnie ma być ważnym motorem wzrostu dla całej UE.

KE podkreśla, że "polityka spójności musi lepiej wspierać wspólne priorytety całej Europy zamiast koncentrować się tylko na redukcji różnic między regionami biednymi i bogatymi". Większy nacisk musi być położony na redukcję bezrobocia.

Ponadto podkreśla się potrzebę dalszego reformowania Wspólnej Polityki Rolnej (WPR), tak, by m.in. "zredukować różnice w dopłatach bezpośrednich". KE przypomina, że w latach 80. wydatki na WPR stanowiły 65 proc. budżetu, a dziś tylko 40 proc. Wiele krajów, głównie poza Francją, domaga się utrzymania tego spadkowego trendu.

Projekt dokumentu wzbudzał jeszcze przed publikacją ogromne kontrowersje. W kilku wywiadach udzielonych w sierpniu Lewandowski tłumaczył, że w kryzysie i wobec niechęci państw, w tym największych płatników jak Niemcy, do płacenia większych składek na UE, należy szukać nowych źródeł dochodu. Apelują o to m.in. eurodeputowani, w tym liderzy frakcji chadeckiej czy liberalnej. Zaprotestowały przeciwko temu rządy w Paryżu, Berlinie i Londynie.

Lewandowski, sam będąc liberałem, nigdy nie był zwolennikiem podatków i - jak przyznał w rozmowie z PAP - nowe źródła dochodu przeanalizował "bez większego entuzjazmu". Nie wskazał też, która opcja jego zdaniem jest najlepsza. I tak bowiem decyzję w tej sprawie podejmą kraje członkowskie, a nie KE. Niezbędna jest w tej sprawie jednomyślność. Teraz w 76 procentach budżet UE opiera się na składkach płaconych z budżetów narodowych, obliczanych na podstawie zamożności kraju. Reszta to głównie dochody z ceł.

W dokumencie KE przyznaje też, że wywalczony przez Wielką Brytanię w 1984 roku rabat w składce do unijnej kasy miał wówczas uzasadnienie, gdyż Londyn otrzymywał bardzo mało w ramach WPR, a ponadto był mniej zamożny od unijnej średniej. Tym samym KE sugeruje, że obecnie uzasadnień do utrzymania rabatu nie ma.

Do przeglądu budżetu kraje zobowiązały KE w grudniu 2005 roku, kiedy ustalano aktualną perspektywę finansową UE na lata 2007-2013. Jednak z powodu kłopotów z ratyfikacją nowego traktatu szef Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso wstrzymał przyjęcie dokumentu przez poprzednią KE, by nie wywoływać dodatkowych kontrowersji, mogących zakłócić ratyfikację traktatu.

Inga Czerny (PAP)