Policja informowała w piątek, że rodzice z chorym chłopcem, który nie został przyjęty do szpitala, trafili do lekarza rodzinnego, który zbadał dziecko i odesłał do domu. Wkrótce potem chłopczyk zmarł. Sprawę bada prokuratura i policja.

Kontrolę konsultantom krajowym w dziedzinach ratownictwa medycznego, pediatrii i medycyny rodzinnej zlecił minister zdrowia Bartosz Arłukowicz. Sprawę bada również NFZ i wielkopolski samorząd.

Szpital już w piątek podawał, że nie ma informacji, by tego dnia na izbę przyjęć trafiła rodzina z dzieckiem. Wszczęte zostało wewnętrzne postępowanie, sprawdzono między innymi szpitalny monitoring.

Jak powiedział w poniedziałek dyrektor Specjalistycznego Zespołu Opieki Zdrowotnej nad Matką i Dzieckiem w Poznaniu Jacek Profaska, z dotychczas zebranych informacji wynika, że w piątek rano zgłosiła się do izby przyjęć osoba dorosła, najprawdopodobniej matka dziecka.

- Kobieta przyszła z pytaniem, co ma zrobić z dzieckiem, które ma określone objawy. Usłyszała, że najlepiej będzie, gdy chłopiec trafi do lekarza rodzinnego. Jeśli on uzna to za właściwe - skieruje dziecko do szpitala. Z tego co wiemy, po dwudziestu minutach kobieta z dzieckiem trafiła do pediatry, który nie znalazł wskazań do kierowania pacjenta do szpitala - powiedział Profaska. Jak dodał dalszy ciąg zdarzeń bada prokuratura. W poniedziałek miała się odbyć sekcja zwłok dziecka.

Wielkopolski Urząd Marszałkowski, któremu podlega szpital, zlecił kontrolę.
- Ze wstępnych ustaleń wynika, że dziecka nie było na izbie przyjęć - powiedziała rzeczniczka marszałka Anna Parzyńska-Paschke. Sprawę bada też wielkopolski oddział NFZ, który kontroluje działania szpitala, przychodni lekarza rodzinnego oraz stacji pogotowia ratunkowego.

Jerzy Wachowiak z biura prasowego WOW NFZ podał, że kontrola odbywa się pod kątem zgodności działań tych placówek z zawartym kontraktem. Jej wyniki powinny być znane w ciągu najbliższych dwóch tygodni.

Policja informowała, że według pierwszych ustaleń, chłopiec nie został przyjęty do szpitala. Dziecko miało tam trafić, bo rodzice zauważyli, że trzylatek jest osłabiony i wymaga interwencji lekarza. Ostatecznie chłopczyka przebadał lekarz rodzinny, który odesłał go do domu. Niedługo potem chłopiec zaczął tracić przytomność. Rodzice wezwali pogotowie. Ratownicy podjęli próbę reanimacji, ale nie udało im się uratować życia trzylatka.(pap)